Gdyby ksiądz Józef Tischner jeszcze żył, być może podjąłby rękawicę. Z całą pewnością ksiądz Adam Boniecki również odnalazłby się w temacie, aczkolwiek musiałby być młodszy o jakieś dwie, trzy dekady.

Znany głównie z muzyki do serialu animowanego „Włatcy móch” i uznany za artystę Adam Darski (nick Nergal) przemówił ludzkim głosem.

W wywiadzie udzielonym gazecie wyborczej (wydanie piątkowe 30 kwietnia 2021 r.) objawił się niczym gołąbek pokoju, wymachujący gałązką oliwną w stronę katolików.

Szanuję ludzi z drugiej strony barykady, którzy chcą budować mosty, a nie je palić. Dopóki Polska nie jest państwem wyznaniowym, w którym to kierunku – jak wskazują pewne tendencje – prosto zmierzamy, musimy się jakoś porozumieć.

Oczywiście ten szacunek nie dotyczy wszystkich. Deklarujący się jako szatanista (wg Ferdka Kiepskiego) Darski wyraźnie określa granicę.

Czy Nergal nie dlatego istnieje publicznie, że co jakiś czas dokłada do pieca i np. rwie kolejną świętą księgę?

Biblia to książka jak każda inna. Książki, makulatura. Kupiłem za swoje, więc są moje. Jak masz kluby zrzeszające fanów samochodów, to czy oni wytaczają procesy reżyserom, którzy miażdżą auta na potrzeby scenariusza filmowego? Nie. Jak książka płonie na scenie teatru – czy ktoś ma z tym problem? Nie. Mianownik jest dla mnie ten sam: sceniczna metafora!

Dla ciebie metafora, dla wierzących nie.

Do diabła! Nie daję koncertów dla wierzących. Koncerty Behemotha to nie są msze święte ani wiece polityczne. Nie ma obowiązku przychodzenia, nie ma obowiązku oglądania, nie ma obowiązku słuchania.

Czyli Biblii w niedzielę przed kościołem byś nie porwał?

Widziałeś mnie w takiej sytuacji? Nie. Widziałeś mnie obnażającego się przed ołtarzem w którymś z kościołów? Nie. Widziałeś mnie z transparentem? Nigdy.

I o to chodzi. Nergal jest artystą, na swoich koncertach zachowuje się tak, jak tego… oczekują widzowie.

Jak słusznie powiedział – nie daje koncertów dla wierzących. Jeśli więc uważam, że facet błądzi, powinienem się za niego pomodlić, a nie iść na koncert płacąc za to, a potem drzeć japę, że mnie na nim obrażono.

Póki Nergal nie drze Biblii w przestrzeni publicznej dostępnej również dla chrześcijan powinno być OK.

Niestety, proszę państwa, ta zasada dziwnie jakoś dotyczyć ma WYŁĄCZNIE katolików. A i satanistów dziwnym trafem.

Wolni od ograniczeń mają być wedle tejże samej gazety wyborczej homoseksualiści, transwestycie, lesbijki, biseksualiści itp. W sumie jakieś 1-2% społeczeństwa.

W odróżnieniu bowiem od Nergala społeczność LGBTQwerty nie urządza dostępnych wyłącznie za biletami spektakli.

Pornograficzne przemarsze, zwane „paradami miłości”, są tak naprawdę narzucaniem społeczności pewnej wizji seksu, będącego obrzydliwością dla 98% tegoż.

Wymagajmy zatem od nich tyle, ile nam gwarantuje Nergal.

Skoro bawią ich pewne zachowania, niech bawią. Ale niech nie zmuszają nas do oglądania ich publicznie.

Tu jednak organ nadredaktora Michnika preferuje inną narrację. Oto czerskim zdaniem 2% społeczeństwa ma prawo do narzucania swojej wizji pozostałym, natomiast wszelkie przejawy krytyki jako mowa nienawiści powinny być surowo karane.

Niestety. Ostatnie zdania p. Darskiego zamieszczone w cytowanym wyżej wywiadzie niezbicie świadczą o takim pojmowaniu tolerancji również przez niego.

cały czas mam duży szacunek dla osób, które są w Kościele z powodu swojej głębokiej wiary, dla tych, którzy to wszystko mają poukładane w głowie, którzy są w tym prawdziwi. (…)

Ci, którzy ścigają mnie po sądach, to są jacyś niedorobieni pseudokatolicy, pseudoreligijny narybek. To fasadowi katolicy, oportuniści i pieniacze. Nie ma na to chyba jeszcze definicji… Ale już takiego księdza Bonieckiego uważam za faceta szalenie mądrego. Zaproszono mnie jakiś czas temu na premierę filmu dokumentalnego o nim. Byłem, obejrzałem. Film mnie wzbogacił, wzruszył nawet. Cały czas wierzę w dialog. Dialog z tym ekumenicznym odłamem Kościoła jest możliwy. (…)

Byłem na – przepięknym zresztą – ślubie w Wenecji, mojej koleżanki Agi Szulim i jej, nieżyjącego już niestety, męża. I tam był ksiądz Kazimierz Sowa, z którym wymieniłem kilka zdań. Okazuje się, że można. A słuchając jego kazania, pomyślałem sobie: kurde, jakie fajne, mądre słowa.

Niedorobieni pseudokatolicy są w opozycji do Nergala-satanisty, natomiast prawdziwi katolicy w rodzaju Kazimierza Sowy otwarcie nazywanego kapelanem PO znajdują z Darskim pole porozumienia.

Tak samo niedorobieni itd. są w opozycji do parad miłości, mających o wiele więcej wspólnego z obscenicznym propagowaniem homoseksualnych praktyk niż z znajdującą się w tytule „miłością”.

Postępowcy vs. ciemnogród, proszę państwa.

Co prawda ci „postępowcy” w krajach pokazywanych przez Darskiego jako wzorcowe w obawie o życie jak ognia unikają nawet najmniejszej krytyki islamu, kobiety zaś zaczynają obawiać się wychodzenia po godzinie 16 samotnie na ulicę o stroju nie wspominając, ale dla postępowca Nergala to nic. Ważny jest bowiem atak na chrześcijan.

A szkoda. Bo gdyby wypowiedź Nergala ograniczyć byłby całkiem niezły głos dotyczący tolerancji.

Niestety. Trawestując słynne zdanie Orwella wszystkie poglądy powinny być tolerowane. Są jednak poglądy najtolerowancyjniesze.

Co na język potoczny przekładając brzmi:

Stul, katolu, mordę. Jedyne, co możesz, to przepraszać za to, co zdaniem lewackich myślicieli* miało miejsce kilka wieków temu, oraz widzieć w satanistach/LGBTQ dobrych ludzi.

No i byłbym zapomniał o najważniejszym. Raz-dwa zaprenumeruj sobie wyborczą. Ona ci będzie sternikiem w trudnych dla lewicy czasach, gdy nacjonalistyczno-katolskie szury ośmieliły się wystąpić przeciw demokracji.

Dialog, by zaistniał, potrzebuje co najmniej dwóch stron. Na dodatek gotowych do pewnych wzajemnych ustępstw. Lewicowcy, których Nergal jest przedstawicielem, do ustępstw jeszcze niedorośli. Bo… uważają się za depozytariuszy absolutnej prawdy.

Więc albo ją przyjmujemy, albo też zgodnie z zaleceniem Lemparcicy możemy wy……lać.

Tertium non datur.

.

I to byłoby na tyle, jak mawiał nieodżałowany profesor Jan Tadeusz Stanisławski.

1.05 2021

___________________________________

* – typowy oksymoron

.

.

fot. screen BBC