Pół żartem, pół serio

Naiwnością jest twierdzić, że decyzje polityczne są podejmowane wyłącznie na podstawie racjonalnych przesłanek. Przez lata gdy byłem aktywny w polityce stwierdziłem, że emocje i uczucia silniej na nie oddziałują choć politycy próbują je ukryć za pomocą uśmiechu. Zwłaszcza te negatywne.

Często dla zabawy, gdy już nie jestem w stanie strawić pieprzenia polityków ( ze wszystkich stron) wyłączam w telewizorze dźwięk i obserwuję wyłącznie mimikę twarzy.
A jest na co patrzeć. Zwłaszcza wtedy gdy próbują się uśmiechać maskując prawdziwe emocje.
Rzadko kiedy jest to jednak szczery uśmiech.

Mistrzem uśmiechu sardonicznego (szyderczego, złośliwego) jest Jarosław Kaczyński.  Towarzyszy mu charakterystyczny rechot, który ma imitować śmiech. Przynajmniej tak się dzieje podczas jego publicznych wystąpień. Zwłaszcza gdy mówi o Tusku lub innych politykach rządzącej koalicji oraz o tych, którzy – według niego – nie są „prawdziwymi Polakami”. Ma on ukryć głęboką pogardę, którą żywi ten polityk do wszystkich myślących inaczej od niego. A jest ich cała, długa lista.

U Tuska z kolei najczęściej występują dwa uśmiechy publiczne. Drwiący, gdy mówi o przeciwnikach politycznych, ale też ( od czasu do czasu o Hołowni) oraz uśmiech dominacji gdy występuje z pozycji lidera Koalicja Piętnastego Października.
Wtedy marszczy nos, unosi policzki i kąciki ust, a cała twarz mówi – „ja jestem wodzem, macie się mnie słuchać”.

Z Hołownią jest prościej.

Kiedy się nabzdyczy bo coś nie idzie po jego myśli w koalicji maskuje swój gniew uśmiechem lekceważącym wyrażającym postawę „ja wam jeszcze pokażę”. Wtedy upodabnia się do belfra ekshibicjonisty, który nie może sobie poradzić z rozbrykanymi uczniakami. Widać jak bardzo się stara panować nad mimiką i nie okazywać złości, ale opuszczone w dół kąciki ust mówią coś innego. Czasami, gdy stara się mówić bardziej jak marszałek sejmu a nie prezenter muzycznego programu telewizyjnego, robi minę ” na pobożnego kleryka”. Unosi oczy w górę, jakby tylko z nieba mógł oczekiwać pomocy. A na twarzy maluje się delikatny uśmiech samouwielbienia ukrywający jego rozdęte ego.

A zatem, popatrujcie sobie na ten teatr polityczny, jak na dobrą komediofarsę. Z tego co dziś nas wkurza, jutro będziemy się śmiać. I tylko życzmy sobie, by nie był to śmiech przez łzy.

Ale sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.