To nie Vance pogrążył Orbana. Zrobili to Putin i Xi.
Przez szesnaście lat Orban świadomie budował chiński przyczółek w sercu Europy i Sojuszu Atlantyckiego. W NATO Budapeszt był głosem sprzeciwu wobec jednolitej postawy wobec Rosji, blokując decyzje o wsparciu Ukrainy, rozmywając konsensus. W europejskiej polityce wobec Chin Węgry pełniły rolę bezpiecznika Pekinu: wetowały rezolucje, blokowały cła, torpedowały każdą próbę wypracowania wspólnego stanowiska – i nie było to wcale zawsze na niekorzyść Berlina, który sam przez lata przedkładał zyski z handlu z Pekinem nad jakikolwiek polityczny kręgosłup.
Kluczowym elementem tego modelu było zbliżenie z Chinami. Węgry stały się największym odbiorcą chińskiego kapitału w Europie; w 2024 roku Pekin odpowiadał za 51 procent wszystkich bezpośrednich inwestycji zagranicznych w tym kraju. Budapeszt udostępnił Huawei największe moce produkcyjne poza samymi Chinami do zaopatrywania Europy Środkowej w infrastrukturę 5G, a chińskie firmy otrzymały rolę głównego inwestora w strategicznej infrastrukturze kraju.
Efekt? Trzy lata stagnacji i zerowy wzrost gospodarczy. Eksport węgierski do Chin, mimo wieloletnich starań, spadł z 1,6 do 1,1 proc. Chińskie zyski wracały do Chin, nie do Budapesztu. Umowy z chińskimi partnerami opatrzone były klauzulą tajności. Linia kolejowa Budapeszt–Belgrad, budowana dekadę i oddana do użytku w 2026 roku po dwukrotnym przekroczeniu budżetu, według niezależnych analiz nie zwróci się przez kilkaset lat.
Nie chodzi jednak tylko o ekonomię. W Budapeszcie działa China-CEE Institute, chiński think tank, którego dyrektor jest byłym wiceprezesem instytucji podlegającej chińskiemu Ministerstwu Bezpieczeństwa Państwa, czyli organizacji prowadzącej działalność wywiadowczą pod przykrywką akademicką. Analitycy zajmujący się Chinami wprost ostrzegali: informacje zbierane przez instytut we współpracy z europejskimi partnerami naukowymi trafiają najprawdopodobniej do chińskiego wywiadu. Nota bene: przez pewien czas z China-CEE Institute współpracował prof. Bogdan Góralczyk, TW Jacek.
W Budapeszcie ma powstać kampus Uniwersytetu Fudan, największej chińskiej placówki akademickiej w Europie, z którego statutu usunięto zapis o „poszanowaniu wolności myśli”, zastępując go zobowiązaniem do podporządkowania się kierownictwu KPCh. Orban zgodził się na budowę kampusu za 1,5 mld euro, finansowanego w 80 proc. z pożyczki udzielonej Węgrom przez chiński bank państwowy. Dla porównania: tyle samo Węgry wydają rocznie na całe swoje szkolnictwo wyższe. Kampus ma stanąć w miejscu, gdzie wcześniej planowano tanie osiedla studenckie dla Węgrów. Dwie trzecie obywateli było przeciw. Orban nie pytał.
Chiny traktowały Węgry instrumentalnie: jako bramę na kontynent i głos osłabiający europejską zdolność do obrony własnych interesów.
Dla polskiej prawicy, która zbyt długo patrzyła na Orbana z podziwem, niech to będzie w końcu lekcja. Zbliżenie z Chinami nie buduje suwerenności, tylko ją podcina. Zastępuje jedną zależność drugą: od mocarstwa, które nie uznaje sojuszy, tylko interesy, nie szanuje partnerów, tylko wasali i które w każdej chwili może użyć długu, infrastruktury i wpływów wywiadowczych jako dźwigni nacisku. Czas wyciągnąć wnioski.
Autor: Hanna Shen
Dziennikarka, korespondentka GPC na Tajwanie, prowadzi swojego bloga pod adresem: haniashen.blogspot.tw
Szanowna Pani, Bardzo dziekuje za znakomity opis. Takze TW Jacek. Ma Pani Talent. Oraz Informacje. Pozdrawiam serdecznie. Stevek