Umarł nasz chiński strażnik. Na suchoty podobno. Fakt, nie odkasływał tego co mu w płucach zalegało, bo bał się reakcji Dużego Chińczyka, tego z pejczem. I psem gończym. Tego, czego nie wypluł, tym się prawdopodobnie otruł. No niestety. Umarł bez sensu.

– Może byśmy tu zrobili jakiś cmentarz dla umarłych? – zapytałem.

– Ale po co? Nie lepiej ich kwatery wykorzystać na nasze legowiska? – zapytała kobieta.

– Ci ludzie jednak polegli w jakiejś ważnej sprawie – dowodziłem.

Na straży pojawił się Mongoł. Od razu nam wyszczekał, że niczego nam nie wolno. Miał przy sobie psa i owcę. Śmierdział.