Wojna na Ukrainie obnażyła słabości Rosji. Arsenał atomowy czyni ją groźną, ale nie czyni automatycznie supermocarstwem. Imperialne ambicje Kremla wyraźnie przerastają możliwości państwa.

Jeśli przyszłość zdominuje rywalizacja dwóch gigantów — USA i Chin — a Moskwa utraci status globalnego rozgrywającego, przed Polską otworzy się strategiczna szansa.

Międzymorze nie musi być utopią ani sentymentalnym powrotem do historii. Może stać się realnym projektem politycznym, wojskowym i gospodarczym!

Państwa regionu łączą konkretne interesy: bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO, ograniczenie rosyjskiego imperializmu, rozwój infrastruktury północ–południe, niezależność energetyczna i rozbudowa przemysłu obronnego. Polska, Rumunia i państwa bałtyckie już dziś mają istotne znaczenie strategiczne. Współpraca z Ukrainą mogłaby dodatkowo wzmocnić potencjał całego regionu.

Nie oznacza to, że wszystkie państwa mają identyczne interesy. Międzymorze nie powstanie z dnia na dzień. Ale nie musi też być jednolitym superpaństwem. Wystarczy trwały sojusz państw, które potrafią wspólnie planować obronę, inwestować i prowadzić skoordynowaną politykę.

Niech Moskwa straci imperium, a Warszawa zbuduje regionalną siłę!

Polska nie musi wybierać między rolą peryferii Zachodu a strefą rosyjskiej presji. Może współtworzyć blok państw, którego nie da się zignorować ani w Waszyngtonie, ani w Pekinie, ani w europejskich stolicach.

Albo sami będziemy współdecydować o przyszłości naszej części Europy, albo inni znów zdecydują za nas.

Międzymorze to nie marzenie o potędze. To projekt, który może stać się rzeczywistością, jeśli za wspólnymi interesami pójdą wspólne decyzje i realna siła.

Czy Polska jest gotowa stanąć na czele takiego projektu?