Im dalej zaglądam w aferę Zondacrypto, tym trudniej mi pozbyć się pewnego skojarzenia. Czy naprawdę za każdym razem mamy do czynienia wyłącznie z przypadkiem, gdy w tle dużych polskich afer pojawiają się ludzie ze styku biznesu, dawnych służb i świata przestępczego?
Art-B, BKO, Amber Gold, a dziś Zonda. Różne czasy, różne mechanizmy, ale podobny cień w tle. I dlatego wracam pamięcią do początku lat 90. Wtedy poznałem Artura Birnana, jednego z ludzi związanych z Art-B i słynnym oscylatorem. Twierdził, że był żołnierzem 1. Armii Wojska Polskiego, pokazywał mi odłamek tkwiący w dłoni i opowiadał rzeczy, które do dziś pamiętam. Podejrzewałem wówczas, że jego rzeczywista przeszłość mogła mieć związek z Informacją Wojskową. Dziś nie mam podstaw, by przedstawiać to jako fakt.
Mam natomiast coraz silniejsze wrażenie, że pewien sposób myślenia, pewien krąg ludzi i pewne metody działania nie zniknęły wraz z końcem PRL. Zmieniły się tylko dekoracje, technologie i nazwy przedsięwzięć.
A Hotel Europejski w Warszawie z pierwszej połowy lat 90.? To była osobna historia. Przewinęło się tam tylu niezwykłych ludzi, że spokojnie można by z tego napisać scenariusz politycznego thrillera.
Być może wszystko to są tylko zbieżności. Ale im więcej ich widzę, tym trudniej przejść nad nimi obojętnie.
Zostaw komentarz