Przerażająca jest mafijność i słabość państwa polskiego. Dwie skompromitowane papugi jadą do przestępcy, oferują mu koronę, a propaganda już dostaje spazmów. Można oczywiście powiedzieć, że się czepiam. W końcu jedna z papug to polityk partii, która obiecywała rozliczenia. Lud chce igrzysk.

Ale spójrzmy na to z dystansu.

Po pierwsze: jakim cudem prawnicy trafili do świadka czy podejrzanego, który, jak słyszeliśmy, miał się ukrywać? Państwo go nie potrafi znaleźć, ale jakoś prawnicy znajdują drogę bez problemu. Ciekawy standard państwa prawa.

Po drugie: państwo polskie obywatelowi Izraela może naskoczyć, czyli co najwyżej cmoknąć go we frędzel. Więc czym właściwie zmuszono Krala do gadania? Albo jeszcze ciekawiej: co Sikorski z Anką obiecali Izraelowi i ile ta obietnica będzie kosztowała polskiego podatnika?

I po trzecie, najważniejsze: co z poszkodowanymi? Bo jeśli Kral dostanie koronę, to dla okradzionych przez niego Polaków może oznaczać koniec marzeń o odzyskaniu pieniędzy.

I właśnie tutaj kończy się medialny cyrk, a zaczyna realne pytanie o państwo.

Czy państwo polskie, w imię propagandowego sukcesu i kilku efektownych konferencji prasowych, poświęci ludzi, których Kral okradł? Czy może jeszcze okaże się, że w Polsce bardziej opłaca się być podejrzanym o przestępstwa niż jego ofiarą?

Bo jeśli tak wygląda „rozliczanie”, to rzeczywiście lud kaowski dostał igrzyska. Tylko rachunek, jak zwykle, zapłaci ktoś inny.