Nie chęć szczera (naukowego) bohatera, lecz już tylko kpina i satyra utrzymuje mnie przy życiu w Akademii. I nadzieja na to, że choć nielicznych, ale zawsze, zarażę tym, co mnie zaraziło u progu mej, nazwijmy to umownie, kariery naukowej.

Niezwykle ważną cechą ludzi, którzy pragnąć być naukowcami, a nawet uczonymi jest BEZINTERESOWNOŚĆ w poszukiwaniu PRAWDY. A czymże jest PRAWDA, zapytacie. Otóż PRAWDA jest tym, czym JEST. Po prostu i bez wykrzywiania znaczeń i istoty zjawisk.

Ile zdobyłeś punktów, wypełniając sloty? – pytają mnie niektórzy koledzy i koleżanki. Nie ma już pytań o to, co udało mi się osiągnąć naukowo, co zbadałem z sukcesem, kogo do tych badań zaangażowałem inspirując adeptów nauki. Liczą się punkty. Jak tzw. zappsy w Żabce wymieniane na kawę lub snikersa. Ciekawe, że Gowin nie wprowadził do Konstytucji Nauki jako aneksu karty do zbierania punktów.

Czasem nie potrafię uwierzyć w to, że to się dzieje naprawdę. Że nawet wielu rozsądnych ludzi zaczyna myśleć tymi kategoriami i pisać artykuły pod tezę lub pod aktualne zapotrzebowanie tematyczne danego czasopisma.

Dobrze, że chociaż pamiętam prawdziwych naukowców, wielkich mentorów, ludzi bezgranicznie oddanych nauce. Mam w pamięci ich wykłady odbywające się (o zgrozo!) bez sylabusa i znakomite teksty przez nich pisane wydawane na powielaczu. A nie w wysokopunktowanych czasopismach naukowych, których punktacja zmienia się jak w słynnym Kole Fortuny z lat 90.

Daleki jestem od narzekania, bo narzekanie jest cechą ludzi słabych. Mi jest po prostu żal świata, który niestety bezpowrotnie odchodzi…

P.S. Nawet najdoskonalsza reforma już nie przywróci tego, co było świetne, znakomite, fascynujące…