Przeczytałem wczoraj teksty, które się użalały nad tym, że dwóm aspirującym na fotel prezydenta Krakowa, odmówiono rejestracji- z powodu licznego unieważnienia pisemnego poparcia ich kandydatur . Bardzo nad tym ubolewano, pisząc, że to szkodzi demokracji i różne takie brednie. W starych bardzo starych demokracjach, na które powołują się z upodobaniem współcześni – prawo głosu mieli ludzie majętni, pospólstwo, które nic nie miało – nie głosowało. W Atenach — tym świętym wzorcu demokracji — głosować mogło ok. 10–15% mieszkańców. Wyłącznie:
• mężczyźni,
• pełnoletni,
• wolni,
• urodzeni z ateńskich rodziców,
niezadłużeni wobec polis.
W Atenach i Rzymie:
• nie było żadnych list poparcia,
• nie było żadnych komisji weryfikujących podpisy,
• nie było żadnych „krzywdzących procedur”.
Było za to twarde sito: majątek, urodzenie, płeć, reputacja, pochodzenie.
A dziś? Ktoś nie wpisał „Kraków” w adresie — i już „zamach na demokrację”.

Przecież to oczywiste, że trzeba było wykluczyć tych, co mieli lipne poparcie. Kto w tym zawinił? Nie rostrzygam. Chociaż mam wielkie doświadczenie w zbieraniu podpisów , bo wpadłem na absolutnie innowacyjny sposób uzdrowienia demokracji , inspirowania prokreacji , uporządkowania życia politycznego, przez spowodowanie, że naszymi przedstawicielami w instytucjach takich jak Sejm i Senat , a także radni wszystkich szczebli będą osoby bardziej odpowiedzialne. Chodzi o ustanowienie nowego poza wiekiem kryterium kwalifikującego do kandydowania. Tym samym postawienia zapory, która będzie chronić owe zacne gremia przed psychopatami, odmieńcami, nieudacznikami, labilnymi płciowo osobnikami, itp. Bierne prawo wyborcze przysługiwałoby wyłącznie osobom obu oczywiście płci posiadającym progeniturę! Idąc dalej np. do Senatu mogliby kandydować tylko posiadacze, lub posiadaczki Karty Dużej Rodziny. W dyskursie publicznym często używa się argumentu, że wprawdzie PiS sprawił, że ludziom żyje się dobrze, a nawet bardzo dobrze, ale za ten aktualny komfort będą płacić nasze dzieci i wnuki. Szczególnie przodują w tym ci, którzy uważają rodzicielstwo za zbędne udręczenie. i nie zamierzają mieć dzieci. Zrzucają odpowiedzialność za dobrobyt na starego kawalera, któremu wprawdzie wymyślone przeze mnie kryterium mogłoby odebrać mandat, ale nie funkcje prezesa. Ojcowie, matki przedstawicielskie znacznie lepiej by się w służbie publicznej sprawdzili, bo na dobro wspólne patrzyliby przez pryzmat dobra rodziny. odpowiedzialność za dobro wspólne jest większa u tych, którzy mają komu to dobro zostawić.