To nie był najlepszy dzień na spotkanie pani Zosi. Właściwie był to całkiem zły dzień, gdyż pan Tomek tego dnia spotkał kumpla z wojska i w barze wspominali stare czasy. Więc raczej teraz powinien wrócić prosto do domu, bez spotykania kogokolwiek, ale właśnie w takich momentach spotykał najwięcej ludzi. Dzisiaj spotkał panią Zosię.
Przed wejściem do parku pomyślał nawet o tym, aby nie wchodzić, ale wszedł. Miał nadzieję, że uda mu się przemknąć szybko i niepostrzeżenie. Nie udało się.
Więc szedł teraz sztywno obok pani Zosi, próbując iść prosto i równo, ale im bardziej się starał, tym bardziej falował i zataczał szerokie łuki. Na szczęście nie plątały mu się przy tym nogi. Więc miał jakiś sukces.
– A pan jakiś taki inny jest dzisiaj, panie Tomku. Czy pan się na mnie obraził po naszej ostatniej rozmowie?
– Ależ pani Zosiu, ja nigdy, na panią przenigdy, przecież ja, pani wie, to jest absolutnie szczere uczucie… – I właśnie wtedy pan Tomek uświadomił sobie, że chyba stał się nazbyt wylewny, więc szybko zakończył swoją wypowiedź: – Nie. Coś pani.
– Czy pan się źle czuje?
– Ależ czuję się bardzo dobrze, rewelacyjnie, to mało powiedziane…
Znowu nagle przerwał, ale tym razem dlatego, że zapomniał, co chciał powiedzieć.
– Bo widzi pan, ja znowu potrzebuję pana dziwnego sposobu myślenia. Coraz częściej myślę o wyborach. I trochę się niepokoję. To znaczy, jest oczywiste, że strona demokratyczna musi wygrać. Zrobiłam nawet taką listę tego wszystkiego, co udało się zrobić rządowi premiera Tuska…
– Nie wysiliła się pani. Lista musiała być krótka – powiedział pan Tomek, zanim pomyślał, i na końcu czknął, jakby postawił wykrzyknik.
– Lista była bardzo długa, dlatego nie mam wątpliwości, że koalicja wokół Tuska wygra. Wszyscy ludzie na poziomie na nią zagłosują. A jednak trochę się niepokoję, gdyż jest też przecież wielu głupców. Ja nie znam wielu takich ludzi jak pan. Dlatego muszę wiedzieć, co pan myśli.
– Ja myślę, pani Zosiu – odpowiedział pan Tomek z głębokim przekonaniem i wielką powagą – że pani prześlicznie dzisiaj wygląda.
– Niech pan przestanie – odpowiedziała skromnie pani Zosia, ale mimowolnie poprawiła kosmyk włosów, który wyplątał się z koka, i z ukosa rzuciła okiem na pana Tomka. – Ja mówię poważnie. Przede wszystkim w zakresie obronności Polski zasług rządu Tuska nikt nie może zakwestionować. A to jest bardzo ważne dla Polek i Polaków.
– To prawda, że nikt nie może zakwestionować, iż rząd Tuska wydał „Poradnik bezpieczeństwa”. Teraz już jesteśmy bezpieczni.
– Niech pan nie mówi, że to nie jest ważne. Wszyscy powinniśmy wiedzieć, gdzie jest najbliższy schron i jak się przygotować do ewakuacji.
– I wie pani, gdzie jest schron?
– Oczywiście, bo mam w domu piwnicę.
– Odporną na atak atomowy?
– Niech pan nie gada bzdur. Nikt Putinowi nie pozwoli na użycie broni atomowej. O tym mówił już wasz prezydent: „Nie strasz, nie strasz, bo się…”. A w razie zwykłego nalotu ruskimi dronami piwnica jest doskonała, nawet lepsza od prawdziwego schronu. Więc w razie czego wezmę plecak bezpieczeństwa z konserwami, bo mam taki przygotowany, i zejdę do piwnicy. A pan co zrobi?
– Wezmę prześcieradło i wolnym krokiem udam się w stronę cmentarza.
– To wcale nie jest śmieszne – powiedziała pani Zosia, ukrywając uśmiech. – A plecak? Ma pan przygotowany plecak bezpieczeństwa?
– Oczywiście, że mam. Od studiów zawsze jestem gotowy. Mam w nim dwa litry wódki i zagrychę. Więc dobrze radzę, aby się pani do mnie przyłączyła. Na pewno z nudów ze mną pani nie umrze.
Pani Zosia uśmiechnęła się w tym charakterystycznym stylu, że niby nie, a jednak może tak. Bo pan Tomek był dzisiaj jakiś taki wyjątkowo urokliwy. Nie potrafiła powiedzieć, co to było. A jednak to było tak, jakby go pierwszy raz w życiu zobaczyła.
– Piwnica jako schron mi w zupełności wystarczy. Nie pójdę z panem na cmentarz.
– Niech więc będzie pani piwnica. Ja wezmę swój plecak. Pani konserwy też się nam przydadzą. Tylko musi się pani pozbyć męża. Najlepiej niech mu pani da „Poradnik bezpieczeństwa” i wyśle na poszukiwanie schronu atomowego. Szybko nie wróci.
Tym razem pani Zosia nie zdołała zatrzymać radosnego śmiechu. Później zrobiło jej się głupio, ale było też miło, dlatego karcąco spojrzała na pana Tomka.
– Bezpieczeństwo to raz, to bezsporny sukces rządu – z surową miną powróciła do spraw poważnych. – To gwarancja sukcesu wyborczego koalicji demokratycznej. A drugi wielki sukces to sprawiedliwość.
– Ależ oczywiście, że sprawiedliwość! – Pan Tomek wykrzyknął zdecydowanie zbyt głośno i tak uderzył się dłonią w czoło, że aż chlasnęło. – Trybunał Konstytucyjny rozwalony, sądy zgwałcone. Sukces!
– A panu się wszystko dzisiaj kojarzy z seksem.
– Nie wszystko. Sądy z gwałtem, a pani z seksem.
– No i pan przesadził! Takie zaloty dobre były w przedszkolu. Nie mówię, że nie lubiłam się pośmiać z chłopakami, ale to było kiedyś.
– Czasami kiedyś jest teraz.
– No jasne. Wróćmy lepiej do rozmowy dla dorosłych. Mówiąc o sprawiedliwości, nie myślałam o drobiazgach. Chodziło mi raczej o to, że sędzia Żurek jako minister zabrał się wreszcie za rozliczanie złodziei i bandytów z poprzedniej ekipy. To jest sprawiedliwość!
– Gdyby rozliczał bandziorów ze swojej ekipy, uwierzyłbym w sprawiedliwość. To, co on robi, to zemsta polityczna. A tak w ogóle, czy kogoś rozliczył?
– Jeszcze nie, ale działa bardzo konsekwentnie. Wszyscy Polacy to doceniają…
– …Polki i Polacy…
– Tak, oczywiście, Polki i Polacy to doceniają. Wystarczy na niego spojrzeć, aby wiedzieć, że będzie zabójczo skuteczny.
– Tak właśnie myślałem, pani Zosiu, że uwierzyliście w skuteczność Żurka na podstawie jego wyglądu…
– A pan tego nie widzi?
– To prawda, mógłby zagrać bez charakteryzacji cyngla mafii w „Ojcu chrzestnym”. Ale wygląd może mylić. Zwłaszcza w przypadku sędziów. Bo sędziowie w Polsce są chronieni przez system jak święte krowy. Tak nie tworzy się ludzi silnych, ale słabych, którzy są silni, bo są bezkarni.
– Proszę tak nie mówić. Sędziowie codziennie muszą stawić czoła największym zbrodniarzom. Taki zawód wymaga odwagi i siły charakteru. Pan tego nie zrozumie.
– Gdyby system przestał ich chronić, lwy zmienią się w króliki. To nie wynika z ich cech indywidualnych. Taki jest efekt przywilejów. Dlatego daliście się nabrać na wygląd Żurka.
– Tylko proszę mnie nie straszyć. Ja już wystarczająco się boję, że przegramy wybory.
– Przecież pani mówiła, że jest pani pewna, że wygracie.
– Bo jestem pewna. Trudno uwierzyć, aby taki rząd, jak rząd Tuska, mógł przegrać wybory. A jednak się boję.
– I słusznie. Bo jest to rząd, który niczego nie zrobił. Jedyne, co zrobił, to spolaryzował i skonfliktował Polaków. Dlatego teraz się boją przegrać. Bo opozycja im zrobi to, co oni chcieli zrobić opozycji. A mogą mieć dużo skuteczniejszego ministra od Żurka. Wyobraża sobie pani powrót Ziobry na stanowisko ministra sprawiedliwości?
– Panie Tomku, proszę przestać tak mówić.
– Proszę się nie bać. My mamy przecież nasze plecaki obronne. Ręczę pani, że będziemy mieli gdzieś ruskie rakiety i wybory. U pani w piwnicy będziemy mieli dużo lepsze rzeczy do roboty.
– Panie Tomku, a pan dzisiaj jakoś taki nieprzyzwoicie frywolny. Niestety nie mam już czasu i muszę iść. Trochę mi szkoda. Być może wrócimy jeszcze do tej rozmowy.
– O piwnicy?
– Musi pan jednak obiecać, że będzie pan bardziej przyzwoity. Oczywiście nie za bardzo.
I pani Zosia sobie poszła. Ale pan Tomek wcale się nie zmartwił, gdyż oto przed jego oczami wszystkie kolory jesieni zaczęły wirować w przepięknym tańcu. Chciał się nawet do niego włączyć, ale wiedział, że mu nie wolno, i tylko się przyglądał.
Zostaw komentarz