Kiedy po wyborach ujawniłem swoją sympatię do Pisu, byłem na fejsie, jak ten głupi Jaś. Zostałem sam wśród ostatnich przyjaciół i resztki wirtualnych wrogów, niczym żywa skamielina naiwności. Wielu moich demokratycznych Znajomych się obraziło, kilku nie uwierzyło, jeszcze więcej usunęło mnie z grona przyjaciół. Z demokratów zostali mi tylko – Winicjusz, bo ma duże poczucie humoru i Jacek, który powyrzucał już wszystkich dysydentów, a mnie trzyma, jako listek figowy.
Została mi też mała kupka książek, o których chciałem napisać, ale w powyborczych emocjach nie miałem do tego głowy. Więc zerkam teraz na stosik, leżących pod fotelem lektur i sięgam po tę co na wierzchu.
A na wierzchu leży zdjęty z półki i otrzepany z kurzu tomik opowiadań niedawno zmarłego Pawła Huelle pt. „Opowieści chłodnego morza”. Lubiłem twórczość Huellego, chociaż jego późniejsze, wydawane po „Weiserze Dawidku” książki, przyjmowałem bez entuzjazmu. Traktowałem je, jak zgrabną konfekcję literacką. Czytałem tę kulturalną, wolną od postmodernistycznych sztuczek i ideologicznego przemytu prozę, trochu z sentymentu dla świetnego debiutu, trochu dla zabicia czasu. Ceniłem pisarstwo Huellego za to, że potrafił szczęśliwie żeglować między Scyllą sensacyjnej tandety, a Charybdą pseudo nowoczesności. Dlatego odkładam z szacunkiem opowiadania gdańskiego pisarza z powrotem na półkę, bo wiem, że do nich wrócę.
Kolejna pozycja w katalogu moich lektur pewnie was zdziwi, bo to ani beletrystyka, ani poezja, lecz fachowa literatura prawna. Oto trzymam w dłoni prawniczy raport zatytułowany – „Funkcjonowanie mediów w Polsce” – Raport wydało Wydawnictwo Naukowe Instytutu Ordo Iuris, pod redakcją Ł. Bernacińskiego i M. Niedbały.
Wybrałem tę pozycję, ponieważ od jakiegoś czasu jestem zaniepokojony coraz liczniejszymi przypadkami blokowania i cenzurowania wpisów moich znajomych przez cenzorów Fejsbuka. Znając lewicowe sympatie właściciela korporacji Meta – rozumiem, co nie znaczy, że akceptuje powody, dla których blokowano i kasowano profile polityków i organizacji konserwatywnych. Dlatego nie dziwiły mnie, chociaż oburzały decyzję o usunięciu z Fb profilu Korwina–Mikkego, wielokrotne blokowanie i przywracanie po protestach kont: Stowarzyszenia Marszu Niepodległości, Młodzieży Wszechpolskiej, Frondy, czy Konfederacji, której nota bene, przedstawiciel jest obecnie wicemarszałkiem polskiego Sejmu!
Właśnie takie i inne przejawy cenzury ujawnia „Raport funkcjonowania mediów w Polsce”. Wśród wielu przypadków ograniczenia wolności słowa oraz blokowania treści o charakterze patriotycznym i chrześcijańskim – jeden budzi moje szczególne zdumienie.
„Raport” podaje, że w styczniu 2021 roku została zablokowana możliwość promowania poza granicami Polski filmu dokumentalnego pt. „Obóz na Przemysłowej”, opublikowanego przez łódzki oddział IPN. „Film opowiadał o niemieckim obozie koncentracyjnym dla dzieci polskich w Łodzi. Do obozu wtrącano dzieci w wieku od 6 do 16 lat, ale także kilkumiesięczne niemowlęta. Z powodu wysokiej śmiertelności obóz zwany był „Małym Auschwitz”. W chwili wyzwolenia kacetu, przebywało w nim 800 małoletnich więźniów.
Zamierzeniem IPN-u było dotarcie z dokumentem do jak największej ilości odbiorców, także poza granicami Polski. Dlatego film został przetłumaczony na 6 języków obcych. Ale „administratorzy fejsa uznali, że obraz relacjonujący cierpienia polskich dzieci pod okupacją niemiecką w czasie wojny, stanowi element kampanii politycznej o charakterze społecznym, co spowodowało całkowitą blokadę jego promocji poza granicami kraju. Dopiero po nagłośnieniu sprawy i zaangażowaniu mediów, blokada została zdjęta. Administracja portalu nie raczyła uzasadnić swoich decyzji ani przed, ani po zdjęciu blokady”.
Wytłumaczcie mi proszę, bo nie mogę pojąć, jaki ideologiczny interes miał fejsbuk w tym, żeby ograniczać informacje o historycznych zbrodniach niemieckich na polskich dzieciach?
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz