Robiłem już w życiu różne dziwne rzeczy. Bywałem historykiem, kierowcą, kręciłem filmy i pokazywałem na wystawach moje zdjęcia, układałem fundamenty domów z betonowych klocków, pracowałem w ambasadzie zaprzyjaźnionego państwa, pisałem i publikowałem różne dziwne opowieści a nawet przez chwilę (dawno temu) zarządzałem sprzedażą w luksusowym, czterogwiazdkowym przybytku SPA dla próżniaków. Rok temu poczułem, że moje miejsce jest przy tych, którzy mnie teraz potrzebują – więc jestem i nigdzie się na razie nie wybieram. A dzisiaj, dzięki mega dobrym ludziom z Fabryka Mebli Rawa i w szczególności panu Arkowi Walendzikowi z tej firmy, zostałem pełną gębą spedytorem towarowym. Tadumc! Właśnie wyprawiliśmy w drogę naszego pierwszego tira. Takie rzeczy to właśnie w Fundacja Znaki Pamięci. Może i jesteśmy małą fundacyjką, może i urzędujemy w piwnicy i żyjemy od dotacji do dotacji (z przerwą świąteczną i noworoczną), może i nasze fundacyjne auto właśnie się rozsypuje, może …. Ale za to mamy jaja.
Ta historia jest bardzo prosta i wygląda w dużym skrócie tak. Staramy się wspierać naszymi działaniami różne środowiska i instytucje (polskie i ukraińskie) w Ukrainie, które potrzebują pomocy w związku z wojną. Wśród nich jest Wydział Pomocy Humanitarnej miasta Lwowa, z którym nawiązaliśmy współpracę w listopadzie zeszłego roku, a który przyjął pod swoją opiekę grupę uchodźców wewnętrznych z całkowicie zniszczonej przez ruską swołocz miejscowości Rubiżne – pracowników lokalnej (również zrównanej z ziemią przez barbarzyńców) fabryki tekstyliów. Jest to grupa spora bo licząca ok 50 osób plus drobiazg w różnym wieku – łącznie ok 70 osób. Miastu udało się pokryć koszty zakwaterowania uchodźców (wyremontowano w tym celu mieszkania w jednej z miejskich kamiennic) a także zapewnić im pracę zaś dzieciom szkołę. Problemem było wyposażenie wyremontowanych mieszkań (w czasach wojny są ważniejsze wydatki niż meble) – uchodźcy mieli do dyspozycji tylką pustą, białą przestrzeń. Pomijając niewygody dorosłych nie muszę chyba pisać jak wpływało to na dojście do siebie bogu ducha winnych dzieci po traumie wojennej jakiej doświadczyły – dzieci, które oglądały własnymi oczami jak w gruzy obracają się ich pokoje, klasy w szkole, place zabaw… Dzieci, które decyzją ludzi o wrażliwości betonowego klocka oglądały i wzięły udział w czymś, czego nigdy nie powinno oglądać żadne dziecko na świecie.
I to się właśnie dzisiaj zmieniło :-) Dzięki naszym staraniom, spamom, osobistej upierdliwości, setkom godzin na telefonach, wchodzeniu w różne miejsca razem z drzwiami i framugą ale przede wszystkim dzięki WIELKIEMU SERCU DOBRYCH LUDZI z Fabryki Mebli w Rawie Mazowieckiej ta grupa, o której pisałem wyżej już wkrótce będzie mogła zamieszkać w normalnych, spokojnych domach.
Ihor – spokojnej drogi i szybkiej akcji na granicy.
Dziękujemy!
Autor: Krzysztof Hoffmann












Zostaw komentarz