Maj, a na świecie leje i wieje, jakby się kto powiesił. Gdzie do cholery podziało się globalne ocieplenie? – Dziwi się Szarek.
Czyżby zniknęło, jak dziura ozonowa, którą onegdaj straszono, a której teraz ani widu, ani słychu?
Znikają też zagrożone gatunki i różnorodność wewnątrzgatunkowa, o czym nauczyciel pomocniczy dowiedział się na lekcji biologii w klasie szóstej. W Polsce najbardziej zagrożone są: niepylak apollo, modraszek gniady, tudzież koza złotawa. Szarek, jak na pedagoga przystało udaje, że się tym bardzo przejmuje, ale tak naprawdę, bardziej niż los kozy i modraszka, martwi go błyskawiczne znikanie złotówek z jego portfela.
Zresztą, niedługo Szarek sam też zniknie, wiec nie zdoła już nic zrobić na rzecz zwiększania bioróżnorodności wewnątrz swojej populacji.
Zadbają o to coraz liczniejsi w naszym ekosystemie – zapylacz afrykański i apollo bangladeski.
Pisząc to, pomocniczy przypomniał sobie przedstawienie teatralne pt. “Apollo z Bellac”, wystawiane niedawno w Teatrze Telewizji. Sztuka opowiada o tym, że nawet największa męska fujara i nieudacznik uwierzy, że jest mężem opatrznościowym, jeśli otoczenie, a zwłaszcza kobiety będą go nieustannie komplementować.
Autorem sztuki jest, a raczej był francuski dramaturg Jean Giraudoux, a spektakl zrealizowała znakomita reżyserka teatralna – Anna Wieczur.
Nie wiem po co pani reżyser zdecydowała się odgrzewać stare kotlety i czy znała wątpliwą reputację francuskiego autora, któremu w latach rządów Vichy, wytykano antysemityzm i estetyczny rasizm?
Czyżby Anna Wieczur w swoim spektaklu robiła aluzję do przystojnego kandydata na prezydenta, na którego prosty lud woła – Bonżur?
Ale Szarek nie jest estetycznym rasistą i popiera tego brzydszego.
Pomocniczy nie jest też antysemitą, chociaż ubawiło go święte oburzenie naszych zakochanych bez wzajemności filosemitów, na kandydata Konfederacji Korony Polskiej.
Swoją drogą – cóż za grafomańska tytulatura!
Ale przed Polakami druga tura i Szarek, wzorując się na najlepszych, postanowił, zaangażować się w negatywną kampanię wyborczą.
Zdecydował, że będzie walczyć poezją, a dokładniej – lepiuchami, zwanymi też – lepiejami. Są to żartobliwe wierszyki zaczynające się od słowa lepiej. Mistrzem tej formy poetyckiej była nasza noblistka.
Pierwszy lepiuch wyborczy Szarek ulepił taki:
– Lepiej wpaść na moście w dziurę, niż szampana pić z Bonżurem!
Wierszyk wydał się Szarkowi poprawny, ale mdły. Dlatego dołożył drugi wers – bardziej ekspresyjny:
– Lepiej mieć na wacku france, niż z Rafałem iść w alianse!
Z tego – pomocniczy jest zadowolony i dedykuje go Mentzenowi.
Zaś swoich czytelników – zarówno zwolenników, jak i przeciwników zaprasza w poetyckie szranki.
Lecz jeśli ktoś uważa, że lepiej mieć na tyłku krosty, niż lajkować Szarka posty, on zrozumie. – Orewuar!
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz