Geloterapia, czyli leczenie śmiechem, jest coraz popularniejsze bo, jak udowodnili lekarze, ma wiele dobroczynnych skutków dla naszego zdrowia. Ale nie trzeba biegać od razu do specjalistów by sobie zafundować taką terapię. Wystarczy się po prostu więcej śmiać. Przede wszystkim z siebie.
Śmiech redukuje stres.
Poprawia nastrój poprzez uwalnianie endorfin.
A przede wszystkim dotlenia organizm.
W czasie śmiechu, absorbujemy trzykrotnie więcej tlenu, jak podczas głębokiego oddychania.
Konkludując, śmiejąc się często poprawiamy komfort naszego życia.
Może nawet je przedłużamy.
No i stajemy się mniej upierdliwi dla naszych bliskich, znajomych, sąsiadów.
Same plusy więc.
Zanim dopadł mnie pierwszy rak (bo jest i drugi), wątroby, często narzekałem.
Byłem opryskliwy.
Wybuchowy.
Łatwo mnie było wytrącić z równowagi, co odbijało się na żonie.
Potem, kiedy dostałem drugą szansę zrozumiałem, że to wszystko co mnie wkurzało, to pierdoły, które nijak się mają do prędkości światła.
Drobne incydenty, o których za chwilę zapomnę.
Po co się więc z ich powodu denerwować, „sikać agresją” na bliźnich.
Lepiej obrócić je w żart, w pyłek, który dmuchnięciem można usunąć z kołnierza koszuli.
Zacząłem się częściej śmiać.
Także, a może przede wszystkim, z samego siebie.
Że robię się coraz wolniejszy z wiekiem.
Że czegoś już tak szybko nie ogarniam.
Że coś poszło niezgodnie z mymi planami czy oczekiwaniami.
Że politycy, nawet ci, których kiedyś szanowałem, durnieją na potęgę lub dają się ściągnąć przez przeciwników, do ich miernego poziomu.
Że może druga terapia onko się nie powiedzie.
I tak dalej. I tak dalej.
Często śmieję się bez powodu.
Jak mówią, jak głupi do sera.
Ale wolę być taki, od tego z fraszki Kofty, który na stare lata z młodego, gniewnego zmienił się w starego i w…..nego.
Zostaw komentarz