Dokładnie od dwóch tygodni od momentu rozpoczęcia wojny przez Federację Rosyjską przeciwko Ukrainie, tysięcy przeróżnych wpisów i memów zalewa polskie „social media”. Z tych wpisów i memów dowiadujemy się m.in., że wojna na Ukrainie to medialny wymysł, a dramatyczne relacje z atakowanych miast ukraińskich to spreparowane filmowe mistyfikacje. Fake newsy uderzają również w ukraińskich uchodźców, których oskarża się o stwarzanie zagrożenia chociażby dla polskiego bezpieczeństwa/polskiej gospodarki. Nasuwa się więc pytanie, czy tak naprawdę jesteśmy w stanie wygrać wojnę z prorosyjską dezinformacją? Ale również czy jesteśmy w stanie uspokoić polskie społeczeństwo? Pragnę podkreślić, iż tak naprawdę, w kontekście inwazji na Ukrainę, pierwsze przypadki prorosyjskiej dezinformacji w social mediach zaczęły pojawiać się tuż przed wybuchem wojny na Ukrainie. Jak Państwo pamiętacie ich celem było przede wszystkim bagatelizowanie i wyśmiewanie medialnych i wywiadowczych doniesień o zbliżającym się ataku sił Rosyjskich na terytorium Ukrainy. Natomiast inwazja Rosyjska miała być jedynie dziennikarskim wymysłem, na który nie było żadnego potwierdzenia w faktach. Przypomnę, że dokładnie w tym samym czasie identyczne stanowisko prezentowały rosyjskie władze. Między innymi Minister Spraw Zagranicznych FR Siergiej ŁAWROW mówił o „paranoidalnych scenariuszach” rozpowszechnianych przez, jak podkreślał, poważne międzynarodowe media. Z przeprowadzanych przez różne renomowane ośrodki analityczne analiz wynika, iż od momentu wybuchu wojny na Ukrainie w polskich mediach społecznościowych odnotowano ponad 300 tys. prób prorosyjskiej dezinformacji. I tak naprawdę musimy pogodzić się z tym, że ta liczba każdego dnia będzie rosła. Dziennie możemy zaobserwować przynajmniej kilkanaście tysięcy wzmianek o charakterze dezinformacyjnym. Oczywiście jestem przekonany, iż z upływem czasu dane te niestety będą coraz wyższe. Jednak szczerze powiedziawszy osobiście liczę na odpowiedzialność polskich użytkowników internetu, którzy według mojej oceny, mają coraz większą świadomość w kontekście rozpoznawania fake newsów i propagandowych informacji.

Pragnę zauważyć, iż w polskiej przestrzeni informacyjnej rosyjskie wpływy obecne są od wielu lat. Ich szczególną aktywność obserwujemy od 2014 roku, czyli daty wejścia Rosji na Krym i do obwodu Donieckiego i Ługańskiego. Wówczas podjęto usilne działania, których celem było wzbudzenie niechęci Polaków do Ukrainy a tym samym uzasadnienie przed światem agresji Rosji na Ukrainę. Wówczas wykorzystano narrację historyczną, budząc emocje związane ze zbrodniami na Wołyniu, ale także próbując wykazywać, że Ukraińcy stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego i tożsamości nas Polaków. Ta narracja przetrwała do dziś. I teraz tak naprawdę, w czasie agresji militarnej Rosji na Ukrainę, obserwujemy próbę jej ożywienia i szerszego rozpowszechnienia. Dlatego też prorosyjska dezinformacja hula swobodnie w polskich „social mediach” i niestety zyskuje sobie coraz liczniejsze grono zwolenników, tych zwolenników, którzy świadomie bądź nieświadomie rozpowszechniają ją dalej. Tematy dezinformacji zmieniają się na bieżąco, zgodnie z występującą w danym momencie sytuacją na Ukrainie. Jak pamiętacie Państwo, nie tak dawno mieliśmy do czynienia z atakiem dezinformacyjnym w kontekście paliw, czyli ich rzekomej dostępności, cen, wszelkich zniżek dla Ukraińców, braku dostępności gotówki w bankach, zagrożeń ze strony uchodźców, zresztą wielokrotnie dementowanych przez polską policję czy resort Spraw Wewnętrznych i Administracji. Obecnie eskalowane jest zagrożenie atomowe dla Polski. Po zajęciu Czarnobyla przez Rosjan, Polacy zaczęli obawiać się zagrożenia radiacyjnego w kraju. W aptekach obserwowaliśmy ogromny wzrost zainteresowania chociażby płynem Lugola.
Należy zwrócić uwagę, iż w głównym nurcie przekazu nie pojawiają się treści relatywizujące odpowiedzialność rosyjską, ponieważ zbyt silna jest narracja proukraińska. Natomiast usprawiedliwianie Rosji można zaobserwować na niszowych kanałach oraz zamkniętych grupach, zrzeszających często zwolenników narracji grup antyszczepionkowych.
Zauważalnych przypadków dezinformowania w kontekście sytuacji na Ukrainie jest jednak znacznie więcej. W ostatnich dniach na Twitterze i Facebooku
pojawiało się mnóstwo wpisów sugerujących, że pod przykrywką pomocy uchodźcom z Ukrainy, do Polski wpuszczani byli czy też nadal są imigranci, którzy kilka miesięcy temu próbowali nielegalnie przekroczyć polsko-białoruską granicę. Rosnące zainteresowanie tymi doniesieniami spowodowało, że postanowili wykorzystać je niektórzy opozycyjni politycy, twierdząc, że chociażby w Przemyślu zrobiło się niebezpiecznie. Jak twierdzili kobiety bały się wychodzić na miasto ze względu na panoszących się po mieście agresywnych kolorowych „studentów”. Na Twitterze widziałem wpisy polityków jednej z tych partii jakoby były tworzone „ad hoc” patrole obywatelskie, bo policja nie wyrabia
z zapewnieniem bezpieczeństwa publicznego. Oczywiście informacje te były natychmiast dementowane przez funkcjonariuszy Policji. Jak można zauważyć
w mediach społecznościowych pojawiały się i nadal się pojawiają informacje mające na celu zmianę pozytywnych emocji Polaków wobec Ukraińców na emocje wywołujące strach, a nawet wrogość.
Według mojej opinii, jednym z głównych celów prorosyjskiej dezinformacji jest świat zachodni i demokratyczne media. W prezentowanych wpisach, memach czy filmikach, rozpowszechnia są treści negujące wiarygodność relacji dziennikarzy z Europy i USA. Można z nich dowiedzieć się m.in., że na Ukrainie nie toczy się żadna wojna, a reporterskie materiały przedstawiające rosyjskie ataki na obiekty cywilne to celowa manipulacja. Oczywiście pojawiają się również porównania relacji wojennych do pandemii COVID-19 stwierdzające, że obie historie to medialne kłamstwa i sianie paniki. Jednak chcę zauważyć, że jak na razie nie dostrzegłem konkretnych dowodów na to, że te materiały, które zalewają Twitter i Facebook, powstały w Rosji. Nie zauważam jednoznacznych dowodów które mogłyby łączyć konta z konkretnymi instytucjami rosyjskimi, natomiast nie mam żadnych wątpliwości, że treści przez nie dystrybuowane wpisują się w narrację promowaną przez rosyjskie organy propagandowe.

WERYFIKUJMY WSZYSTKIE INFORMACJE
To czy uwierzymy w nieprawdziwe informacje zależy od tego, kto taką informację nam przekazuje. Warto zwracać uwagę na dewaluację autorytetów. Dzisiaj autorytetem często nie są osoby merytorycznie znające się na zagadnieniu, eksperci z danej dziedziny, lecz różnego typu tak zwani influenserzy. Należy pamiętać, iż im większa jest według nas wiarygodność osoby przekazującej fałszywą informację, tym silniejszy będzie efekt dezinformacji.

OSZCZERSTWA WOBEC POLSKIEJ POMOCY DLA UKRAINY
Oszczerstwa wobec Polskiej pomocy dla Ukrainy zaprezentował w swym materiale Pan dr Piotr Lewandowski umieszczając go na moim profilu. Pozwolę sobie ponownie umieścić poniżej materiał Pana Doktora:

„Propagandziści rosyjscy zaczynają kampanię zarzutów kierowanych wobec Polski o powodowanie i prowokowanie konfliktu na Ukrainie.
Obecnie powszechnymi narracjami są te odnoszące się do działań i roli Polski
w pomocy dyplomatycznej i społecznej na rzecz Ukrainy:
•straszenie takimi samymi konsekwencjami jakie spotkały Ukrainę (Москва будет рассматривать Варшаву новым поджигателем войны в Европе, как это было с киевским режимом. Со всеми вытекающими из этого последствиями);
•Polskę prezentuje się jako podżegacza konfliktu (поджигателя войны
в Европе у Украины);
•ponawiają oskarżenia Polski jako hieny Europy (Польше как «гиене Европы»)
•działania Polski na arenie międzynarodowej ukazywane są jako powodowane ekonomicznymi i geopolitycznymi korzyściami (экономические и геополитические выгоды);
•Polska chce zarobić na konflikcie rosyjsko-ukraińskim z funduszy i środków pomocy humanitarnej;
•W Polsce panuje społeczna antyrosyjska psychoza, która dąży do konfliktu z Rosją;
•państwa zachodnie dążą do wygenerowania z Polski państwa frontowego, implikowanym konflikcie z Rosją;
•państwa zachodnie pozostawią Polskę bez wsparcia na wypadek wojny
z Rosją i nawet bez sankcji, bo wszystkie nałożyły już obecnie;
•mocarstwa świata porozumieją się ponad rządami państw małych takich jak Polska i ponownie podzielą strefy wpływów.

Powyżej zastosowano kilka mechanizmów dezinformacyjnego odstraszania. Przede wszystkim Rosja stara się wytworzyć podobną narrację jak do tej, którą wytworzyli Niemcy w czasie II wojny światowej oskarżając ludność żydowską
o powodowanie konfliktu [1]. Obecnie rosyjska dezinformacja działa i będzie maksymalizować przekaz na rzecz antagonizowania społeczeństwa polskiego przeciwko uchodźcom ukraińskim.
Na obecną sytuację narzucane są kalki propagandy i dezinformacji wprost odwołujące się do sytuacji międzywojennej. Polska prezentowana jest jako państwo imperialne, które zagraża interesom i bezpieczeństwu Rosji. Polska stanowi obszar zarządzany przez rząd nacjonalistyczny i cechuje się tym samym potencjałem destabilizacji co Ukraina. Wszystkie te narracje stanowią wyjątkowo groźne zestawienie implikujące historię, doświadczenie oraz hasła związane z okresem wielkiej wojny ojczyźnianej [2].
Rosjanie dokonują szeregu zestawień dezinformacyjnych. Na froncie walki informacyjnej przy użyciu propagandy, manipulacji, fake newsów i postprawdy używane są wszystkie narracje. Jednocześnie konflikt uwidacznia, które media, które środowiska i które osoby w Polsce są cytowane i publikowane w mediach rosyjskich jako prezentujący „trzeźwy ogląd sytuacji” [3, 4].
Należy zauważyć, że sprawdzają się polskie analizy weryfikujące strategię zagraniczną Rosji. Widać tu określony schemat, który Rosja stosuje jako element działań hybrydowych [5].
Materiał powstał w ramach
#obserwatorzy #guardians #ObserwatorzyKremla #KremlinWatchers #dezinformacja #manipulacja

Źródła:

[1] https://www.polityka.pl/pomocnikhistoryczny/2145842,1,polacy-i-ukraincy-miedzy-hitlerem-a-stalinem.read
[2] https://forsal.pl/swiat/ukraina/artykuly/8371034,prezydent-polska-jest-liderem-pomocy-dla-ukrainy-dlatego-stalismy-sie-celem-cynicznej-rosyjskiej-propagandy.html
[3] https://defence24.pl/geopolityka/rosjanie-rzucaja-do-boju-wszystkie-mozliwe-narracje-komentarz
[4] https://www.nask.pl/pl/aktualnosci/4411,WlaczWeryfikacje-NASK-przeciw-dezinformacji-w-sieci.html
[5] https://strategyandfuture.org/wojna-o-ktorej-mysla-rosjanie-wojna-do-ktorej-sie-przygotowuja/

Autor: Gen. Andrzej Pawlikowski
(ur. 15 października 1969 roku w Zakopanem) – Polski generał brygady Biura Ochrony Rządu. W latach 2006–2007 i 2015–2017 szef BOR, profesor wizytujący Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Jest absolwentem Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Krakowskiej im. Tadeusza Kościuszki (magister inżynier, 1994) oraz studiów podyplomowych na Wydziale Strategiczno-Obronnym Akademii Obrony Narodowej w zakresie obronności państwa (2000). Ukończył Wyższy Kurs Obronny w Akademii Obrony Narodowej (2007) oraz Kurs Protokołu Dyplomatycznego w Akademii Dyplomatycznej Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (2010). Od 1995 w BOR. W latach 1997–2001 szef ochrony bezpośredniej Ministra Spraw Zagranicznych RP i równocześnie w 1999 Przewodniczącego OBWE. W latach 2002–2005 przedstawiciel RP na posiedzeniach Grupy Roboczej ds. Współpracy Policyjnej przy Radzie Unii Europejskiej oraz Grupy Roboczej ds. Zwalczania Terroryzmu przy OBWE. W latach 2004–2005 pełnił funkcję szefa Wydziału Organizacji i Współpracy Międzynarodowej BOR. Uczestniczył w pracach szeregu zespołów międzyresortowych dot. problematyki bezpieczeństwa państwa m.in. w latach 2006–2007 był stałym członkiem Międzyresortowego Zespołu ds. Zwalczania Terroryzmu oraz od 2002 do 2007 Polsko-Amerykańskiej Grupy ds. Zwalczania Terroryzmu. Od 26 października 2006 do 27 listopada 2007 szef BOR. Od 10 stycznia 2009 do 10 października 2010 szef pionu szkolenia w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Od 2013 do 2014 współtwórca oraz wiceprezes zarządu BINASE (Business & Intelligence Security Service) – polskiej prywatnej firmy łączącej funkcję elitarnego think tanku z usługami doradztwa strategicznego w zakresie wywiadu konkurencyjnego i bezpieczeństwa biznesu. 24 września 2015 został doradcą społecznym prezydenta RP Andrzeja Dudy. Przestał pełnić tę funkcję 3 grudnia 2015, w związku z ponownym objęciem stanowiska szefa BOR. 30 sierpnia 2016 został mianowany przez prezydenta RP na stopień generała brygady. 27 stycznia 2017 podał się do dymisji, wskazując względy zdrowotne.