Wydaje się, że inicjatywa przekazania myśliwców musiała wyjść od strony ukraińskiej. I to zrozumiałe, to ona jest zdesperowana. Natomiast potem rozpoczął się dziwaczny kontredans. Pewnie celowe wpuszczenie do obiegu publicznego tej informacji przez stronę ukraińską miało postawić państwa dysponujące takim sprzętem trochę pod ścianą. Jako, że miałaby to być transakcja wiązana, podczas której kraje przekazujące miałyby otrzymać/kupić F-15 lub 16. Czyli pod ścianą znalazły się także Stany. Polsce zależało na tym, aby, jeżeli to miałoby się dokonać, to przekazanie samolotów bojowych powinno dokonać się w ramach NATO, ewentualnie rękoma Amerykanów.
No i zaczął się polityczny ping-pong. Amerykański Sekretarz Stanu Anthony Blinken w wywiadzie telewizyjnym (bardzo dyplomatyczny sposób działania…) poinformował, ze Polska „otrzymuje od Ameryki zielone światło” na przekazanie MIG-ów. Czyli, jeżeli już naprawdę chcecie to zróbcie to wy.
Minister Obrony Wielkiej Brytanii Ben Wallace wyraził się jeszcze dosadniej. W rozmowie ze Sky News (ciekawa ta telewizyjna dyplomacja…) powiedział: „Będę wspierał Polaków niezależnie od tego, jakiego wyboru dokonają”. Dodał, że Wielka Brytania nie może zaoferować samolotów, z których mogliby korzystać Ukraińcy.
„Będziemy chronić Polskę, pomożemy jej we wszystkim, czego potrzebuje.” Jednak stwierdził, że pomoc Ukrainie to dobra rzecz, ale może wystawić nasz kraj na „bezpośrednią linię ognia z krajów takich jak Rosja czy Białoruś”.
Dodajmy jeszcze wypowiedź Białego Domu ustami Pani Rzecznik Jen Psaki, w której najpierw mówi, że Ameryka nie jest przeciwna przekazaniu samolotów, bo to suwerenna decyzja Polski, ale za chwilę dodaje, że „skomplikowana jest też kwestia dostarczenia przez USA amerykańskich myśliwców dla Polski, by uzupełnić te braki.” Zaznaczyła, że taki transfer uzbrojenia zwykle zajmuje nawet lata. Czyli MIGi możecie oddać, ale miejcie świadomość, że nie gwarantujemy niczego…
Ciekawa ta dyplomatyczna gra. I Amerykanie i Brytyjczycy czują oddech Ukraińców. Nie chcą wyjść na tych „bezdusznych”, którzy pomocy odmawiają. Więc… zgadzają się (dzięki za łaskę), aby Polska zrobiła to samodzielnie. Wskazują też na możliwe konsekwencje. czyli, „Polacy, idźcie przodem. My popatrzymy i ewentualnie potem podejmiemy jakąś decyzję”. W sytuacji, nie daj Boże, jakichś retorsji ze strony Rosji zawsze możemy powiedzieć naszemu społeczeństwu, ze to Polska postawiła nas w takiej sytuacji.
Początkowo nasi politycy trochę motali się w odpowiedziach na pytania dziennikarzy, bo twierdzenia typu „to jest delikatna sprawa, lepiej o niej nie mówić” było trochę naiwne, gdy nasi partnerzy rozpowiadali o całej sprawie – przedstawiając własny przekaz – w publicznych mediach. Byliśmy w defensywie.
Aż w końcu po naszej stronie ktoś poszedł po rozum do głowy i odwrócił całą sytuację. MSZ wydało wczorajsze oświadczenie, w którym czytamy m.in.:
„Władze Rzeczypospolitej Polskiej (…) gotowe są niezwłocznie i nieodpłatnie przemieścić wszystkie swoje samoloty MiG-29 do bazy w Ramstein i przekazać je do dyspozycji Rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jednocześnie Polska zwraca się do Stanów Zjednoczonych Ameryki o dostarczenie jej używanych samolotów o analogicznych zdolnościach operacyjnych. Polska jest gotowa do natychmiastowego ustalenia warunków zakupu tych maszyn. Rząd Polski zwraca się też do innych państw NATO – posiadaczy samolotów MiG-29 – o podobne działanie”.
Czyli – sprawdzam, przyjaciele. Chcecie przekazania samolotów (rękoma Polaków)? Nie ma sprawy, stawiamy je do waszej dyspozycji. Oczywiście uzgadniając uzupełnienie braków samolotami o podobnym standardzie. Pierwszy ofensywny ruch Polski w tej dzikiej przepychance.
I chyba trafiliśmy dobrze. Nagle Amerykanie, ustami Washington Post mówią, że to Polska to próbuje zmusić USA do wprowadzenia myśliwców w trwający konflikt, potencjalnie ryzykując konfrontację militarną z Rosją. Zobacz Pan! Czyli myśmy mieli „zielone światło”, a dla Amerykanów jest to zagrożenie.
Jasno też wypowiedział się Petagon: „Perspektywa, w której samoloty w dyspozycji władz Stanów Zjednoczonych startują z bazy USA i NATO w Niemczech i wlatują w przestrzeń powietrzną sporną z Rosją, nad Ukrainą, budzi poważne obawy dla całego sojuszu NATO. (…) Nie jest dla nas jasne, aby istniało dla tego rzeczowe uzasadnienie. Będziemy nadal konsultować się z Polską i innymi naszymi sojusznikami z NATO, ale nie sądzimy, aby propozycja Polski była możliwa do realizacji”
No i karty odkryte. Dopóki miała robić to sama Polska, to miała „zielone światło”, w momencie, gdy odpowiedzialność za działanie miało przyjąć albo NATO albo USA, to nagle „sytuacja budzi poważne obawy”. W sytuacji krytycznej, a taką jest wojna na Ukrainie, NATO musi wykazać swoją spójność w działaniu, albo jasno ogłosić, że w danej sprawie nie będzie takiej decyzji. Niedopuszczalne jest działanie pozadyplomatycznymi metodami (wywiady telewizyjne!) „wypychające” jakiś kraj (dzisiaj Polskę) do przodu. Stara zasada mówi, że tam gdzie są trudne decyzje, tam największa odpowiedzialność spoczywa na senior partnerach.
Wnioski? Ukraina nie otrzyma wsparcia powietrznego. Prawdopodobnie nigdy nie miała go otrzymać. Chciano jednak doprowadzić do takiej sytuacji rękoma Polaków mówiąc z poważną miną: „My dawaliśmy zielone światło…”.
Dużo to mówi o spójności sojuszu, o równoprawnym traktowaniu partnerów i o ustach pełnych frazesów.
Zupełnie inną sprawą jest realna możliwość wykorzystania bojowej siły myśliwców przez Ukraińców. Porozbijane lotniska, znaczące braki w siłach obronie powietrznej być może niemal uniemożliwiłyby skuteczne wykorzystanie samolotów bojowych. Ale najprawdopodobniej nie dane będzie nam tego sprawdzić.
PS. Wypowiadam się jako laik. Nie posiadam żadnej wiedzy eksperckiej, obserwuję jedynie jawne działania stron.
Zostaw komentarz