Komentarz do wypowiedzi kurator Barbary Nowak na temat edukacji włączającej i związanego z tym sporu, jaki niedawno miał miejsce.
Na początek warto zastanowić się, czy edukacja włączająca, to rzeczywiście lewacka utopia.
Osobiście nie ująłbym tego w ten sposób, jak pani kurator, nie mniej źle prowadzona edukacja włączająca i w ogóle edukacja niepełnosprawnych uczniów w szkolnictwie masowym nie przyniesie pozytywnych efektów, dlatego to wszystko jest zależne od bardzo wielu czynników, co przedstawiałem we wcześniejszych artykułach związanych z moją niepełnosprawnością.
Przejdźmy teraz do tego sporu, jaki został wywołany. Osobiście dostrzegłem w tym coś, co uważam za rzecz najważniejszą, mianowicie wszystkie strony sporu popełniają jednocześnie główny błąd, mianowicie zabierając głos w dyskusji wrzucają do jednego wora różne niepełnosprawności.
Takim przykładem może być wpis niewidomej blogerki Danuarii i temu wpisowi poświęcę uwagę w tym miejscu.
Co jakiś czas zaglądam na ten blog Danuaria była głównym moderatorem polskiej społeczności Klango, a gdy Klango zaczęło się zwijać, o czym pisałem w artykule o platformach społecznościowych dedykowanych niewidomym zaczęła publikować i publikuje na WordPressie.
Jest to osoba mocno kontrowersyjna i znana z tego w środowisku osób z dysfunkcją wzroku i choć sam nie zgadzam się z wieloma jej poglądami, szczególnie na tematy środowiskowe i niektóre ogólne zresztą też, to jednak często trafnie zauważa różne kwestie, więc z niektórymi się zgadzam inaczej w ogóle nie zaglądałbym na jej blog.
W tym wypadku błąd polega na tym, że Danuaria miesza całkowicie różne porządki i formułuje w stosunku do szkolnictwa w ogóle oczekiwania w sprawach, za które ono nie odpowiada.
Ja jednak chłodnym okiem bez zbędnych emocji pochylę się nad kilkoma punktami ze sfery społecznej zawartymi w tym wpisie.
Danuaria uważa np., że pozytywnym skutkiem edukacji włączającej jest akceptacja osoby niepełnosprawnej w rodzinie zarówno bliższej, jak i dalszej.
Otóż jakakolwiek szkoła nie ma nic do tego i za to nie odpowiada.
Druga sprawa jeśli mowa o wszelkiej rodzinie koniecznie należy rozgraniczyć dwie kwestie. Nie będziemy zajmować się wszelkimi osobami, które temat niepełnosprawności w rodzinie przerósł, lecz tymi, gdzie na pozór wszystko jest w porządku, ale by tak rzec właśnie często bywa jakieś ale.
Czymś innym jest ogólna akceptacja niepełnosprawności w rodzinie, gdy chodzi o niewidome dziecko celowo ograniczam się do tej niepełnosprawności, o której jestem w stanie się wypowiadać, a czymś innym jest prawidłowe budowanie relacji w takiej rodzinie z tą osobą na późniejszych etapach życia to tyczy się zwłaszcza tej dalszej rodziny, a nie członków gospodarstwa domowego, albowiem diabeł tkwi w szczegółach i to ale, które mam na myśli może przykładowo dotyczyć tego, że rzeczywistość dane fakty związane z funkcjonowaniem danej osoby niewidomej nie pokrywają się nie są zgodne z wyobrażeniami rodziny.
Drugi postulat autorki omawianego wpisu opiera się na stwierdzeniu, że włączenie społeczne osoby niepełnosprawnej ma miejsce, gdy większość jej znajomych stanowią pełnosprawni.
To słuszne i ja też podzielam ten pogląd, pytanie tylko jak dokładnie autorka to rozumie.
W moim przypadku większość grona moich znajomych stanowią osoby widzące poznane w różnych okresach życia. Wiele kontaktów ze szkoły lub studiów urywa się często się to zdarza, bowiem to zależy, jak układa się w życiu u tych widzących znajomych.
Inny punkt wyrażony przez Danuarię dotyczy małżeństwa, mianowicie jej zdaniem włączenie społeczne jest tylko wtedy, gdy osoba niewidoma ma pełnosprawnego współmałżonka.
W całym swoim życiu zetknąłem się z różnymi parami, choć nigdy nie poznałem takiej, gdzie jest dwoje zupełnie niewidomych.
Miałem więc styczność z takimi, gdzie jeden ze współmałżonków coś widzi, czyli albo niedowidzący lepiej lub gorzej, albo całkowicie widzący pełnosprawny.
Niekiedy też choćby słyszałem o parach złożonych z dwojga niedowidzących, a także o takich, gdzie łączą się różne niepełnosprawności.
Co więc myślę o tym?
Najważniejsze jest to, czy ci ludzie pasują do siebie i czy jest im dobrze. Jeśli tak, to nikomu nic do tego i nie ma co dorabiać do tego ideologii.
Podsumowując ten spór jego pojawienie się pokazuje, że nigdy dość przypominania uświadamiania, że szkoła to nie wszystko i nie jest to jedyny czynnik mający wpływ na włączenie społeczne osób niepełnosprawnych.
Zostaw komentarz