Człowiek idzie dalej. Z tym samym ciężarem. Z tą samą drogą. I ze śladem, który został – na chwilę jakby przypominał, że nie wszystko ginie w tej drodze bez śladu. Ale ślad nie niesie.
Krok za krokiem ciało przypomina o sobie coraz bardziej. Nie nagle. Nie gwałtownie. Powoli – jak zmęczenie, które nie odchodzi, tylko narasta. Człowiek już wie, co znaczy upaść. Wie, jak ziemia przyciąga, kiedy sił zaczyna brakować. I może właśnie dlatego drugi upadek jest cięższy. Bo nie przychodzi z zaskoczenia. Jest w drodze od początku. Czekał.
Noga się załamuje. Ciało opada. Krzyż przechyla się tak samo jak wcześniej. Ale tym razem ziemia nie jest zwykła. To nie jest droga. To coś więcej. Jakby pod nim leżało to, co zostało z rzeczy, które kiedyś miały znaczenie. Połamane fragmenty. Rozbite znaki. Kawałki czegoś, co nie wytrzymało własnego ciężaru.
Człowiek zapada się w to wszystko. Nie tylko pod ciężarem krzyża. Pod ciężarem tego, co już się rozpadło. Jakby niósł nie tylko swoje cierpienie, ale także to, co zostało po świecie, który sam siebie nie uniósł. Jakby krzyż nie był już tylko jego – ale zbierał w sobie więcej, niż jeden człowiek może pomieścić.
Ręce szukają oparcia, ale trafiają na ostre krawędzie. Na coś, co nie pomaga – tylko rani. I przez moment wszystko jest cięższe niż wcześniej. Bo to już nie jest tylko droga i krzyż. To jest ciężar świata.
A w tym świecie są imiona. Nie anonimowe. Nie przypadkowe. Imiona ludzi, którzy też upadli – nie pod krzyżem, ale pod ciężarem czasu, historii, niesprawiedliwości. Imiona, które ktoś wyrył, żeby nie zniknęły. Imiona, które leżą teraz pod człowiekiem jak świadectwo, że nie jest pierwszym, który nie uniósł. I nie ostatnim.
Człowiek leży przez chwilę. I wie. Wie, że to nie ostatni raz. Wie, że siły nie wracają tak, jak by chciał. Wie, że każdy kolejny krok będzie trudniejszy. Ale wie też coś jeszcze. Że ślad, który został, nie znika. Nie podnosi. Nie zabiera ciężaru. Ale przypomina, że ktoś widział. Że to, co się dzieje, nie jest tylko upadkiem w pustce.
I dlatego można spróbować jeszcze raz. Nie dlatego, że jest łatwiej. Nie dlatego, że coś się zmieniło. Tylko dlatego, że droga jeszcze się nie skończyła. I że nie ma innej.
Bo Stacja VI była o śladzie.
A Stacja VII jest o tym, że ślad nie chroni przed upadkiem.
Ale może pomóc wstać.
Zbigniew Grzyb



Zostaw komentarz