PRZYGODY HELI. Saga Wojenna i Powojenna

Tom II
HELA NA ZIEMIACH ODZYSKANYCH

Odcinek 5
Knieja i Karaput czyli historie mało romantyczne

Zawsze podobałam się mężczyznom ale nie mogę powiedzieć, bym zaznała tego, co ludzie nazywają szczęściem w miłości. Jak już mówiłam, Hryćko z Czerniczyna, moja miłość z dawnych lat, został banderowskim rizunem. W wieku 16 lat wzięłam ślub z niejakim Knieją.
Knieja, od początku wojny, marzył o partyzantce. Rodzina, od początku wojny poiła go wódką, by do partyzantki nie poszedł. Ostatecznie jednak wyrwał się i spełnił swoje marzenie i pod koniec wojny trafił do oddziału Batalionów Chłopskich. Dwa tygodnie po złożeniu partyzanckiej przysięgi, wkroczyli Sowieci. Jego dowódca nie przystąpił do antykomunistycznego podziemia ale zdecydował się na współpracę z komunistami. Został dowódcą lokalnego posterunku milicji i namówił większość swoich chłopaków do podjęcia służby na rzecz władzy ludowej. Wśród nich był Knieja, któremu podobała się służba w mundurze. Kiedyś pomógł mojemu ojcu odzyskać skradzionego konia. Ojciec zaprosił go do domu, postawił wódkę i obiad. Przedstawił mu też młodszą córkę, czyli mnie. Knieja był przystojny i piękny z twarzy, więc gdy zaproponował, by spotkać się w następną niedzielę, to się zgodziłam.

Knieja a także moi rodzice, uznali, że moja zgoda na spotkanie z nim, jest równoznaczna ze zgodą na ślub. Jednak ja na ślub nie byłam gotowa. Knieja przyszedł na pierwszą randkę trzeźwy ale czułam, że coś jest z nim nie tak. „Anty-partyzanckie” pojenie wódką młodego chłopaka, zrobiło z niego alkoholika. Ja lubiłam biesiady z wódeczką, ze śpiewem, opowiadaniem kawałów itp. On jednak traktował wódkę z większą atencją niż mnie, jakby to była jego prawdziwą pani. Chyba każdy alkoholik taki jest. Potem zauważyłam, że po wypiciu dostaje szału i robi się agresywny. Ostatecznie zgodziłam się wyjść za niego, choć nie byłam pewna swojej decyzji. Nie było to szczęśliwe małżeństwo. Wstyd przynosił mi nie tylko jego alkoholizm ale i slużba w milicji.

Byłam zszokowana, gdy opowiadał mi jak jego koledzy wrzucili do trzydziestometrowej studni, wziętych do niewoli członków UPA, w tym Ihora z Czerniczyna, z którym spiewałam kiedyś w zespole.

– To wy tacy sami zbrodniarze jesteście jak i banderowcy!

– Ale on był w UPA. Ja nie chciałem w tym uczestniczyć. Schowałem się w kiblu.

-No i co, że był w UPA?! Czy to jest usprawiedliwienie dla zbrodni? A w kiblu się schowałeś, bo jesteś tchórzem.

Wtedy złożył wniosek o zwolnienie z milicji. Odmówili mu.
Potem przyszedł jeszcze większy wstyd. Brał udział w aresztowaniu akowców, w tym naszego kuzyna Antoniego

-Pewnie znów schowałeś się w kiblu?
-Tak. – odpowiedział patrząc w podłogę.

Mimo tego, że jak tchórz schował się w kiblu, wieść się rozeszła. Głupio mi było spojrzeć ludziom w twarz. Pod moim wpływem i znów złożył wniosek o zwolnienie z milicji i nie czekając na odpowiedź, wyjechaliśmy do Gdańska.

W Gdańsku, wszyscy komuniści i karierowicze, nie chcieli się z nim zadawać, bo dla nich był zdrajcą i elementem podejrzanym. Dla akowców też był zdrajcą. Po jego zerwaniu z milicją, pewnie by mu wszystko wybaczyli, gdyby się jednoznacznie odciął od swojej milicyjnej przeszłości i od komuny. Jednak tego nie zrobił. Mówił, że mu nie zależy na ludziach. Nawet pił sam, co pogłębiło jego alkoholizm. Codziennie leżał zalany a na moje żale reagował wyzwiskami a czasem nawet mnie bił. W końcu wzięłam z nim rozwód. Po kilku latach umarł. Tuż przed śmiercią nawiązał więź z Niunią, która odwiedzała go konającego w szpitalu. Cieszyłam się z tego, dziecko odzyskało ojca, ale sama jakoś nie mogłam się przełamać. Nie mogłam mu wybaczyć. Nawet zagroziłam, że jeśli mnie pochowają w jednym grobie z nim, to będę ich straszyć po śmierci.

Potem stwierdziłam, że już nie chcę chłopa. Poświęciłam się cała wychowaniu Niuni. Jednak po jej ślubie, zaczęłam się czuć jak piąte koło u wozu. Przełamałam się i zaczęłam szukać męża. W końcu wybrałam Karaputa. Nie był przystojny jak Knieja. W sumie w ogóle nie był przystojny. Mały, gruby karakan. Taki właśnie Karaputek. Był jednak dobry w łóżku. Był też gospodarny. Z Knieją klepałam biedę i byłam dziadówką. Z Karaputem zaczęłam się dorabiać. Był zawodowym kierowcą, więc namówiłam go, by został taksówkarzem. Zaczęliśmy się bogacić, oczywiście na miarę możliwości PRL. W końcu jednak zauważyłam, że popadłam ze skrajności w skrajność. Karaput okazał się straszliwym skąpcem. Potrafił policzyć wszystkie kompoty truskawkowe, które robiłam latem, a kiedy w zimie zaniosłam kilka słoików wnukom, zauważył braki i zrobił mi karczemną awanturę. Miałam nadzieję, że się zmieni ale było coraz gorzej. W końcu zaczęliśmy żyć w faktycznej separacji a ja zaczęłam szukać mieszkania.
Pewnego dnia powiedział do mnie:

-Ale cię załatwiłem! Na perłowo!

Nie wiedziałam o co chodzi, ale na drugi dzień spotkałam na ulicy eleganckiego starszego pana, z twarzą tego wędrownego dziada z oczami Jezusa, którego spotykałam już parę razy.

– Widzisz Helu, nie jestem już wędrownym dziadem. Nie wytrzymałem pogardy i zamykania w psychiatryku. Jako osiadły obywatel nie mam już widzeń, nie wieszczę, nie prorokuję. Jednak nad tobą znów widzę nóż, siekierę i ogień, jak w wojennych czasach. I złoto, przeklęte złoto! Nie wiem o co w tym chodzi, ale musisz na siebie uważać!

Wróciłam do domu. Pomyślałam o złocie. Zajrzałam do szafy, w której trzymaliśmy złoto, zakupione kiedyś od Ruskich. Była to nasza wspólna lokata kapitału, na którą pracowaliśmy przez wiele lat. Zaczęły się awantury. Próbowałam go zmusić do oddania połowy złota a potem zaczęłam szukać tego złota w domu i na działce. Skończyło się to źle. Bardzo źle. Ale o tym później.