Lubię poznawać nowe miasta. Nie tylko je oglądać, ale próbować zrozumieć, co kryje się za ich ulicami, kamienicami i nazwami.
Wczoraj szedłem ulicą wrocławską w Ostrowie Wielkopolskim. Byłem umówiony pod numerem 22. Idę, szukam , rozglądam się i nagle zatrzymuję wzrok na kamienicy pod numerem 26.
Piękny, zabytkowy budynek. A na dole niemiecka drogeria Rossmann z charakterystycznym czerwonym szyldem.
I właśnie ten kontrast mnie uderzył.
Współczesna, sieciowa drogeria wciśnięta w architekturę, która pamięta zupełnie inne czasy.
Patrzę na fasadę i zaczynam się zastanawiać: co tutaj było wcześniej? Kto tędy przechodził? Kto mieszkał za tymi oknami? Co widziały te mury?
Zaczynam szukać.
Okazuje się, że budynek powstał w XIX wieku. Ma więc ponad sto lat. Przez ten czas zmieniało się tutaj właściwie wszystko: właściciele, mieszkańcy, nazwy, epoki, a przede wszystkim samo miasto.
W miejscu, gdzie dzisiaj wchodzimy po kosmetyki, działała kiedyś cukiernia Hilarego Włodarkiewicza. Później była tutaj Grand Cafe Sylwestra Spychalskiego. Po wojnie, w czasach PRL-u, lokal przez lata funkcjonował pod nazwą „W-Z”.
I nagle zwyczajna kamienica przestaje być zwyczajną kamienicą.
Zaczynam widzieć ją inaczej.
Bo przecież kiedyś ktoś siedział tutaj przy kawie. Ktoś umawiał się na spotkanie. Ktoś prowadził rozmowę, która być może była dla niego najważniejszą rozmową tego dnia.
Ludzie przychodzili, wychodzili, spotykali się, żyli.
Dokładnie w tym samym miejscu, w którym dzisiaj mijamy drzwi sklepu.
Dzisiaj kupujemy tu kosmetyki. Kiedyś przychodzono tu na kawę.
A budynek trwa.
I chyba właśnie architektura najbardziej uświadamia człowiekowi, jak krótki jest jego własny czas.
My przemijamy. Zmieniają się pokolenia, zmieniają się szyldy, właściciele i mody. A budynek pozostaje. Stoi i patrzy.
Niemal jak niemy świadek.
I wtedy zacząłem patrzeć na Ostrów trochę inaczej.
Bo to nie jest tylko miasto pięknych, starych kamienic.
To miasto, którego ulice pamiętają historię znacznie większą od nas.
Wystarczy spojrzeć na nazwy ulic i placów. Wiele z nich przypomina o ludziach i wydarzeniach związanych z Powstaniem Wielkopolskim.
Powstanie wybuchło w Poznaniu 27 grudnia 1918 roku, ale bardzo szybko rozprzestrzeniło się po Wielkopolsce. Ostrów i jego okolice również znalazły się w wirze tych wydarzeń.
I tutaj warto zatrzymać się na chwilę.
Bo dla ludzi tamtego pokolenia nie była to historia z podręcznika.To było ich życie.
Ich rodziny. Ich domy. Ich ulice. Ich miasto.
Powstańcy walczyli o polskość tych ziem. O to, by Ostrów znalazł się w granicach odrodzonej Polski.
A potem historia zrobiła coś niezwykłego.
Minęły dziesięciolecia. Polska odzyskała niepodległość, zmieniły się granice, zmienił się świat. Dawne wojny stały się historią, a Europa zaczęła budować zupełnie nową rzeczywistość.
I dzisiaj, w tej samej przestrzeni, w jednej z pięknych ostrowskich kamienic, swoją markę ma niemiecki Rossmann.
Jakie to wymowne.
Kiedyś Polacy walczyli, żeby zakończyło się niemieckie panowanie. Dzisiaj niemiecka firma jest częścią codziennego życia tego miasta i zajmuje lokal w budynku, który pamięta tamte czasy.
Nie odtworzono tu cukierni Hilarego Włodarkiewicza.
Nie wróciła Grand Cafe Sylwestra Spychalskiego.
Jest Rossmann.
Oczywiście nie ma już wojny. Nie ma powstańczych walk. Jest inna Europa, inne granice, inne czasy. Niemiecka firma prowadząca sklep w polskim mieście nie jest przecież niemieckim panowaniem sprzed ponad wieku.
Ale pamięć została.
I właśnie wtedy pojawiło się we mnie pytanie: czy my jeszcze potrafimy tę pamięć odczytywać i pielęgnować?
Czy potrafimy spojrzeć na starą kamienicę nie tylko jak na ładny budynek, ale jak na fragment własnej historii?
Sam już nie wiem.
I właśnie dlatego ta kamienica tak mnie zatrzymała.
Stałem na chodniku dłuższą chwilę.
Zacząłem chyba patrzeć inaczej na ostrowskie kamienice. Na fasady. Na stare okna. Na ornamenty, których nikt już właściwie nie zauważa. Na tablice i nazwy ulic.
Na budynki, które przeżyły swoich pierwszych właścicieli, dwie wojny, zmianę granic, ustroju i całe pokolenia ludzi.
I pomyślałem sobie, że miasto jest trochę jak człowiek.
Ma swoją pamięć.
Ma blizny.
Ma rzeczy, o których chętnie mówi, i takie, o których przez lata milczy.
Ale wszystko to jest w nim zapisane.
Trzeba tylko umieć czytać.
Nagle zrozumiałem, że historia nie zawsze zaczyna się w archiwum.
Czasami zaczyna się od zwykłego spaceru.
Od tego, że człowiek idzie ulicą, zatrzymuje się przed starą kamienicą i zamiast przejść obojętnie, zadaje sobie jedno, proste pytanie:
Co tutaj było?
I wtedy miasto zaczyna mówić. Ostrów zaczął mówić do mnie właśnie wczoraj.
Zostaw komentarz