Strategia, jaką progresywne elity brytyjskie stosowały latami przeciwstawiając się wprowadzeniu do debaty publicznej kwestii „grooming gangs” była de facto wierną kopią sposobu, w jaki czołowi przedstawiciele Szkoły Frankfurckiej, Max Horkheimer i Teodor Adorno, zdefiniowali problem antysemityzmu:
Dlaczego burżuazyjna krytyka kapitalizmu przybiera antysemicką formę?
W Polsce w podobny sposób lewica akademicka (vide dr Anna Zawadzka z Instytutu Slawistyki PAN) postawiła kwestię tzw. Żydokomuny:
Co w istocie atakują antysemici, gdy twierdzą, że atakują komunizm?
W Wielkiej Brytanii pytanie to brzmiało:
Co właściwie atakuje skrajna prawica, kiedy twierdzi, że występuje w obronie niewinnych dzieci przed imigrantami?
Zastosowanie takiej subwersji odwracającej pytanie służy zawsze jednemu – przeniesieniu winy na „kulturę dominującą”, która nigdy nie dokonuje właściwego rozpoznania problemu (czytaj – konfliktów wynikających z natury systemu kapitalistycznego), ale broniąc istotę tego systemu jako rzekomo „naturalną” i „zgodną z tradycją i kulturą narodu” obciąża winą grupy mniejszościowe.
Logikę tę autorzy „Dialektyki Oświecenia” wyłuszczają słowami:
„Antysemicki portret Żyda jako wcielenia zła jest w istocie wypartym snem antysemity. Szaleństwo antysemityzmu jest substytutem marzenia, że ludzkość mogłaby zorganizować świat na sposób humanitarny, marzenia, które w świecie stworzonym przez człowieka jest uparcie odrzucane.”
Jednym słowem – tłumaczy lewica – antysemityzm skłania tłum do odczłowieczenia, okaleczenia i zabicia wyemancypowanego Innego; udział w rzezi tłumi w wyzyskiwanych samą możliwość i ideę szczęścia i emancypacyjnego spełnienia. Na tym polega resentyment w antysemityzmie – odmawiam sobie, więc muszę odmówić innym, a jednocześnie projektuję na nich, że oni to mają, tyle że w sposób niezasłużony, czyli niesłusznie.
Taka subwersyjna logika obciąża białą klasę pracującą Wielkiej Brytanii winą za „antyimigrancki resentyment”. Zamiast otworzyć się na „kulturę daru”, która ugaszcza przybywających na Wyspy mingrantów zasiłkami, kwaterunkiem, ochroną zdrowia itd. w nadziei i oczekiwaniu, że w nieodległej przyszłości dobrze ugoszczeni przybysze zrewanżują się wkładem „ubogacającym” gospodarzy, to populistyczna „skrajna prawica” czyni im zarzuty, że są „darmozjadami”. Porzuca w ten sposób marzenie o sprawiedliwym, dobrym świecie i odtwarza przemocowy system kapitalistycznego wyzysku, którego sama jest ofiarą.
Przy takim nastawieniu oskarżanie grup mniejszościowych o jakiekolwiek transgresje staje natychmiast podejrzane jako próba przerzucenia własnej winy na bogu ducha winnego „Obcego”.
Imigranci zajmują się przemytem naroktyków? Ale kto je od nich kupuje? Kto wytwarza popyt?
Imigranci kradną i zajmują się bandyterką? Ale z czego mają żyć, skoro nasze uprzedzenia spychają ich na margines?
Imigranci gwałcą dzieci? Wolne żarty! – Dobrze wiemy, kto jest największym gwałcicielem dzieci w tym kraju, gdyż ciągnie się za nim zapach kadzidła. Jeśli tak bardzo chcecie sprawiedliwości, to ukarzcie wpierw księży-pedofilów!
Poruszająca się w obrębie freudo-marskizmu myśl lewicowa wypracowała też cały aparat pojęciowy służący wzbudzeniu pejoratywnych skojarzeń między jakąkolwiek hierarchicznością wbudowaną w kulturę a męskimi popędami seksualnymi. Już u samego Freuda czynnik psychokulturowy odpowiedzialny za konstrukcję Porządku i Prawa w umyśle dziecka został niedwuznacznie określony jako Fallus. W ramach takiego imaginarium Prawo, Porządek, hierachia i struktura społeczna w znacznym stopniu zatracają swoją cybernetycznie określoną rolę czynnika stabilizującego kulturę a stają się niejako prostą konsekwencją samczych libidalnych popędów wyrażających – mówiąc kolokwialnie to, że „najsilniejszy rucha wszystkich a innym nie pozwala ruchać”. U Teodora Adorno, autora „Osobowości autorytarnej” antysemityzm jest funkcjonalny. Jego zadaniem jest nim „zastępcze zaspokojenie zrepresjonowanych popędów w ramach psychologicznej ekonomii jednostki.” Adorno wyciąga z tego bezpośredni wniosek: antysemityzm nieuchronnie idzie w parze z nastawieniem antydemokratycznym!
W ten sposób nie dość, że różne wystąpienia antysemickie czy antyimigranckie są zawsze „wyjaśniane” w ramach założenia, że agresja pojedynczych indywiduów jest efektem struktur przemocy wbudowanych w kulturę większości, to jeszcze wszyscy, którzy domagają się wyegzekwowania poszanowania prawa i porządku przez grupy mniejszościowe są traktowani jako „antydemokraci” – w istocie „faszyści”.
Charakterystyczne jest tu, że grupy rozpoznane przez lewicę jako mniejszościowe są de facto odpodmiotowione – wszystkie ich działania są niejako z natury czysto obronne i są w całości określone jako wynikające z „przemocowości” kultury dominującej. W oczach lewicy grupy te odzyskują podmiotowość wyłącznie wówczas, gdy odrzucą narzucaną im „fałszywą świadomość” nakazującą im dostosowanie się do norm kultury dominującej i określą się tożsamościowo właśnie poprzez swoją „inność”. Dopiero domaganie się przez nie od większości pełnej akceptacji tej esencjalnej odmienności w różnych „postulatach emancypacyjnych” jest tym, co konstytuuje na lewicy mniejszość jako podmiot polityczny walczący z integralną przemocowością kapitalizmu. Ponieważ, co już wspomniałem, funkcja „cybernetyczna” Prawa i Porządku – a zatem także norm kulturowych jest na lewicy zapoznana, to lewica przyjmuje te odśrodkowe postulaty jako „wzbogacające” i „egalitarne” – kompletnie ignorując negatywne konsekwencje multikulturowości.
Dlatego jej odpowiedzią na niewydolność różnych programów integracyjnych jest zawsze domaganie się jeszcze większego wsparcia dla mniejszości, jeszcze większej „otwartości” i jeszcze większej „tolerancji wobec Innego”. Wszelkie zaś problemy z integracją wynikają jej zdaniem wyłącznie z tego, że „nie robi się tutaj dostatecznie dużo”.
Na końcu zaś pada teza, że samo domaganie się od mniejszości jakiegoś „zintegrowania” z kulturą dominującą jest wyrazem „ur-faszyzmu” większości i lewica domaga się wprowadzenia różnych „programów edukacyjnych”, których zadaniem jest „pedagogika społeczna” wyjaśniająca większości, że nie należą się jej żadne szczególne prawa z tego tylko tytułu, że jest większością a „prawidłowe” polityki, to tylko takie, które kierują się interesem mniejszości i pełnym poszanowaniem jej odrębności i własnej tożsamości.
Ostatecznie mamy tu zarysowaną ideologiczną podstawę „wokeizmu” i współczesnego „anty-rasizmu”.
Dlatego progresywne elity brytyjskie pogodziły się ze zjawiskiem religijnych sądów szariackich w subkulturach muzułmańskich, tolerowały obecne w nich wielożeństwo, zgodziły się na legalizację małżeństw bliskich krewnych i przymykały oko na zawierane w nich małżeństwa z nieletnimi a nawet na seks z dziećmi.
Bierna akceptacja procederu „grooming gangs” była tu niejako bezpośrednią konsekwencją takiego nastawienia. Jedyne do czego elity czuły się w tej sytuacji zobowiązane, to do represji wobec stojących na drodze postępu „white deplorables”.
Zostaw komentarz