70-ta rocznica urodzin zastała Szarka na 8 piętrze jego nowego mieszkania. Nad nim było już tylko niebo, a pod nim 7 pięter – głębokich, jak dekady. I kiedy nauczyciel wychylał się z okna, widział minione lata, zawiązane w wielki węzeł życia. Zapętlony i wirujący, jak na karuzeli. Węzeł utkany z miliona przypadkowych zdarzeń, czy przeznaczeń? – tego nie wiedział. Może nie był jeszcze gotowy na odpowiedź? Może nigdy się nie będzie i nie zrozumie, jaki był sens wspinaczki na kolejne piętra? I czy jego droga ułoży się w coś, co ludzie nazywają losem?
Jednak nauczyciel nie chciał zaprzątać sobie tym głowy, bo musiał przygotować się do urodzinowej imprezy, na którą zaprosił przyjaciół z dawnej klasy licealnej. Gospodarz zaplanował, że tegoroczny jubileusz połączy z turniejem poetyckim. Kilkoro z gości pisało wiersze, więc jubilat chciał im dać pole do popisu. Kiedyś takie konfrontacje nazywano turniejami, teraz używa się modnego określenia – “slam poetycki”.
– Jak zwał, tak zwał, slam nie szlam, będziem z muzą tu i tam – myślał Szarek i zakrzątnął się, żeby przygotować nagrody dla zwycięzców. W “Biedronce” laurów nie sprzedawali, więc nauczyciel wyjął z pudełka dwa piernikowe serduszka, które dostał od swojej tureckiej uczennicy. Postanowił, że wręczy je najlepszym poetom(kom).
W skrytości 8 piętra jubilat też przygotował prezentację, bo chociaż się tego wstydził, od czasu do czasu natchnienie łapało go, jak rozwolnienie i wtedy klecił w biegu kilka rymów. Nie marzył już, jak w czasach młodości, że jego ars poetica, złamie serce wybrance, ale może pozwoli mu dzisiaj, zdobyć chociaż okruch piernika?
Piernik dla piernika – taka dla mnie dziś liryka – myślał pomocniczy, kiedy dzwonek do drzwi, obwieścił przybycie pierwszego gościa. – Od Krakowa goście jadą, goście jadą! Gro – o – o- madą! – podśpiewywał sobie jubilat dla kurażu – przyjmując kolejnych przyjaciół.
Impreza udała się nad wyraz. Cesia zastawiła stół smakołykami. Koleżanki przyniosły tort i Klimta, a chłopy, jak to mają w zwyczaju, zajęły się konsumpcją. Jedna z dziewczyn dostała nagrodę różowej świnki za najbardziej świński dowcip. Zaś cały show skradła Magda, która swoją poezję wyśpiewała i wygrała na gitarze. Zrobiła to tak udatnie, że piernikowe serce zabiło, jak żywe i pękło ze wzruszenia na pół (zobacz tu).
O czym donosi – także wzruszony – wasz piernik liryczny – Szarek.
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz