Są to też – poniekąd – kłopoty jego promotora, prof. Bogdana Góralczyka.

Niestety – reżim procesu naukowego jest nieco inny niż zwykłych wypowiedzi. Każdy cytat musi być opatrzony przypisem, nawet jeśli wydaje się oczywistością – czymś, co weszło w „common sense”.

Osoby przystępujące do doktoratu z tzw. wolnej stopy często nie mają świadomości tego ograniczenia. Jeśli dana fraza mieści się w ciągu myślowym – łatwo o jej zacytowanie bez przypisu. Chociaż nie zmienia to w niczym wartości osobistego wkładu – stanowi przeszkodę formalną. Jest w tej samej kategorii, jak np. niedotrzymanie terminu.

Trzymam kciuki za Jacka, ale jestem złej myśli. Po prostu – najgorsze są braki formalne. Trudno z tym coś zrobić – zwłaszcza, kiedy nauka boryka się z plagą plagiatów. To, że użyte cytaty nie mają krytycznego znaczenia wobec postawionej i bronionej podczas doktoratu tezy, staje się drugorzędne. Rada Naukowa nie może sobie pozwolić na tak głośny precedens, bo zaraz pojawią się kolejny doktoranci z podobnymi pracami a ocena, czy obszerne cytowania bez wskazania źródła miały, czy nie miały „krytycznego” znaczenia jest zawsze problematyczna i wysoce uznaniowa. Tak to jest.