Słyszysz przez cały dzień, że 33-latek pokonał śmierć. Świętujesz. Myślisz „wow”. Dobry jest. Nażerasz się sałatek przeplatanych sernikiem Mamy. Wolne. Albo i nie. Fajnie że Ciocia wpadła z kuzynem w odwiedziny. Następny raz zobaczycie się w grudniu.. Bądź, nie daj Bóg, na najbliższym pogrzebie.

Ale pokonać śmierć?

To musiało być coś. Kończysz w tym roku 30 lat i zastanawiasz się… A ja? Pokonałem coś w swoim życiu? Ale tak naprawdę?

A teraz przestań się skupiać na corocznym koszyczku i potraktuj tego Młodego Rekordzistę jak dobrego Coacha. Taki trener personalny stający nad Tobą w każdy następny, już mniej święty, dzień w roku mówiący do ucha „Stary! Skoro ja pokonałem śmierć Ty nie pokonasz swojej naczarniejszych z nocy? No weź!”. Jesteś zmęczony kolejnymi badaniami. Wizytami u proroków po 200 zł każda. Nie masz już siły.

Wyleczysz jedno – drugie się przypląta. Masz dzieci – nie masz pracy. Masz pracę – nie masz kiedy zaopiekować się dziećmi. Odkrywasz że wyrywanie włosów z głowy niewiele daje.

Zakochałeś się w jedynym człowieku, którego życie Ci zabroniło. Dlaczego właśnie w nim? Czy dlaczego właśnie jego? I Pan Bóg na to pozwolił? Kochasz – boli. Tęsknisz – boli. Walczysz – boli. Rezygnujesz – boli, aż to samej krwawiącej duszy. A przecież miłość nie powinna boleć. Powinna uskrzydlać. No to poleciałeś… Jak ten młody gołąb co właśnie wypadł z gniazda nurkując w betonie miłości. Skręca. Kuje. Piecze. Odbiera sens próbowania jeszcze raz. Starasz się. Stajesz na głowie.

Przecież jeśli wkładasz w coś całe serce, siły i zdrowie – ktoś musi w końcu to docenić! I znowu zostajesz na szarym końcu w alei zasłużonych wyprzedzony przez ludzi z przypadku z lepszymi plecami i łokciami. „Nie jesteś matką. Co możesz wiedzieć o prawdziwym życiu?! Przestałabyś myśleć o sobie i w końcu założyła prawdziwą (!) rodzinę. Wtedy pogadamy”.

Zaczynasz wierzyć, że skoro nie możesz mieć dzieci, bo Twój organizm posiada Bożą wadę fabryczną, nigdy nie zasłużysz sobie na szacunek wśród prawdziwych, bo płodnych, kobiet. Źle coś rozegrałeś. Przeliczyłeś się. Czarna kropka. Nie ma siły. Chęci. Motywacji. Wyjścia. Nie masz ochoty pokonywać śmierci. W sumie to ona jedyna Cię rozumie. Jedyna wydaje się dobrym wyjściem. Lekarstwem. Opcją. Przytulasz się do niej najciaśniej jak potrafisz. Nie rozumiesz, że odwagą wcale nie jest odebranie sobie życia. A życie dalej.

Może nie zniósłbyś 39 batów. Może nie dotargałbyś ciężkiego krzyża na sam szczyt góry tylko po to żeby na nim konać. Może nie przeżyłbyś widoku swojej Matki patrzącej jak umierasz w męczarniach.

Może nie pokonałbyś śmierci. Więc pomyśl jaka to ulga, że w tym już Ktoś Cię wyręczył. A teraz zastanów się co sam jutro możesz pokonać?

Możliwe, że codziennie, wśród kolorowych pisanek i lukrowanych baranków, czujesz że zapada w Tobie noc. Czarna. Zimna. Twoja własna. Ale na nic ta dzisiejsza, jeśli nie postanowisz, że od teraz każdy zmrok Twojego życia zamienisz dzielnie w Wielkanoc o najjaśniejszym poranku, jaki wymarzył sobie dla Ciebie Pan Bóg.

Szczęśliwych Świąt.

Autor: Basia Las