Czas jaki otrzymaliśmy podczas narodzin nigdy nie jest raz na zawsze dany. A to co z nim zrobimy zależy tylko od nas samych. Przekonałam się o tym niejednokrotnie, a już dobitnie w ostatnim tygodniu.

Jak każdy mam problemy natury zdrowotnej, egzystencjalnej i życiowej. Nie ma osoby, która nie zmagała by się z większymi bądź mniejszymi kłopotami. To plaga XXI wieku.

Jednak staram się nie poddawać, choć jest to coraz trudniejsze, zwłaszcza kiedy jest się atakowaną za niepopełnione grzechy. Niemniej zaciskam zęby, wszystko zawierzam Bogu i ufam, że kiedyś osoby żądne mojej krwi, przejrzą na oczy.

Póki co to, każdego dnia, kiedy dane jest mi otworzyć oczy, dziękuję Bogu za kolejny dzień, być może ostatni. Błogosławię ludzi, których spotykam na swojej drodze. Robię krok w górę, choć coś/ktoś ciągle ściąga mnie w dół. To nierówna walka, ale nie stoję, nie załamuję rąk, chwytam za oręż i walczę o każdy oddech, sekundy radości, chwile z bliskimi, momenty szczęśliwości, o każdy ułamek życia.

Dlatego teraz na progu szerzącego się wirusa znieczulicy podwoiłam starania o dobre spożytkowanie otrzymanego czasu, tak cennego, a tak ulotnego.

Dziś ktoś zachorował, jutro mogę to być ja, bądź ktoś z moich bliskich. Toteż w niepamięć puszczam wszystkie krzywdy wyrządzone przez ludzi, składam dłonie do modlitwy i proszę słowami dziecka o ratunek dla wszystkich, bez wyjątku. Każdy ma prawo do życia.

Cieszę się tym, że słońce świeci, że w oddali słychać szum wiosennego wiatru, że zza oknem widzę bociany, a w powietrzu czuć zapach świeżej trawy.

Czegóż chcieć więcej? …

Ja niewiele potrzebuję do szczęścia, choćby tylko dotyk matczynych dłoni.

Proszę tylko o jedno, bądźmy człowiekiem dla człowieka.

Strona autorska: KATARZYNA DOMINIK