Kolejny ciekawy artykuł w brytyjskim tygodniku The Economist (czytaj tutaj), który postanowiłem przetłumaczyć. Moja uwaga: tak – autorzy mają rację, że wprowadzony przez Putina system zawiera wewnętrzne sprzeczności, ale nie zauważają, że będący jego zwornikiem Władymir Putin jest elementem kluczowym nie tyle jako tyran zmuszający poszczególne ośrodki wpływu do kompromisu, ile jest brokerem zapewniającym, że sprzeczne interesy stronnictw nie przekształcą się w wyniszczającą wojnę wszystkich ze wszystkimi.
Putin pilnuje zatem, żeby żadna grupa interesu w Rosji nie urosła zanadto ponad inne i każdej zapewnia za lojalność godziwy udział w zyskach. Jest to państwo o charakterze mafijnym, lecz wbrew pozorom – dopóki żyje przywódca – bardzo trwałe. Prowadzona przez Rosję wojna z Ukrainą, która ma wszystkie cechy „wiecznej wojny z Zachodem” daje temu układowi ogromną siłę.
————-
Putin tworzy klasę bogatych biurokratów, którzy są największymi zwolennikami wojny i w ten sposób przekształca Rosję, aby utrzymać swoją machinę wojenną w ruchu.
Nie zważając na wojnę i sankcje, na początku listopada w Moskwie ponownie otwarto odnowioną „Wystawę osiągnięć gospodarki narodowej” z czasów sowieckich. Oryginał, zainaugurowany w 1939 roku, na kilka tygodni przed inwazją Niemiec i Rosji na Polskę, przysłaniał głód i terror poprzednich lat. Zamiast tego pokazy wychwalały cuda radzieckiej nauki i zalety kolektywizacji; specjalna lodziarnia rozdawała masom smakołyki, a 25-metrowy posąg Stalina spoglądał hojnie w dół. Miliony ludzi zginęły w „wielkim zerwaniu” dyktatora z przeszłością, a rosyjska gospodarka i społeczeństwo zostały całkowicie przekształcone, ale wszystko to zostało przedstawione jako niebywały postęp.
Podobnie jest z dzisiejszą renowacją, gdzie futurystyczny tunel wyłożony ekranami raczy zwiedzających chwałą ostatnich 20 lat, pod przywództwem Władimira Putina. W pawilonie poświęconym regionom Rosji znajdują się Donieck, Chersoń, Ługańsk i Zaporoże, cztery prowincje, które armia rosyjska próbuje obecnie przejąć od Ukrainy. Jedyną wskazówką po trwającym rozlewie krwi jest kwiat złożony z kawałków szrapnela. Nigdzie nie widać rozpoczęcia największej wojny w Europie od 1945 r., ponownego narzucenia państwa policyjnego w Rosji i kategorycznego odwrócenia tendencji reformatorskich i westernizacyjnych wczesnego okresu postsowieckiego.
Jest to szczególnie dalekie od szoku i zamieszania z pierwszych dni wojny, kiedy rubel gwałtownie spadł, setki tysięcy uciekły z kraju, a protesty wstrząsnęły rosyjskimi miastami. Od tego czasu Putinowi udało się ustabilizować gospodarkę dzięki wysokim cenom ropy naftowej i zdusić sprzeciw dzięki ostrym represjom. To pozwoliło mu zachować lojalność elit, które z kolei pomagają krajowi się dostosować. Nowa równowaga jest jednak niestabilna, a gospodarka i rekrutacja do wojska grożą dalszymi wstrząsami.
Na pierwszy rzut oka większość Rosjan potulnie zaakceptowała wojnę na Ukrainie, która wkrótce skończy dwa lata. Dwie trzecie ankietowanych twierdzi, że kraj zmierza we właściwym kierunku, a ponad połowa twierdzi, że wojna na Ukrainie przebiega dobrze. „Wiedziałam, że społeczeństwo jest całkowicie konformistyczne, ale wciąż nie spodziewałam się tak niesamowitej psychologicznej adaptacji. Ludzie po prostu zamknęli się w sobie i próbowali żyć swoim zwykłym, starym życiem” – powiedziała w niedawnym wywiadzie Nalalya Zubarevich, nauczycielka akademicka.
Otwarty protest jest rzadkością, z oczywistych względów. 16 listopada Aleksandra Skochilenko, artystka i aktywistka, została skazana na siedem lat więzienia za zastąpienie metek z cenami w petersburskim supermarkecie antywojennymi hasłami. („Mój pradziadek nie walczył w II wojnie światowej, aby Rosja mogła stać się państwem faszystowskim i zaatakować Ukrainę” – czytamy w jednym z nich). Prześladowani są nie tylko pacyfiści: co najmniej jeden ultranacjonalistyczny dysydent, Igor Girkin, emerytowany żołnierz i bloger, został uwięziony za narzekanie, że Putin nie walczy wystarczająco zdecydowanie.
Ale to, że większość Rosjan zaakceptowała wojnę, nie oznacza, że są do niej entuzjastyczni. Naprędce spreparowany film propagandowy o nikczemnych ukraińskich „faszystach”, którego nakręcenie kosztował 2 miliony dolarów, okazał się spektakularną klapą, zbierając zaledwie 150 000 dolarów w kasie. Mimo deklarowanego poparcia dla wojny, respondenci sondaży Russian Field zdecydowanie sprzeciwiają się kolejnej rundzie mobilizacji, nawet jeśli sam Putin do niej nawołuje. W październiku, po raz pierwszy w czasie wojny, większość respondentów opowiedziała się za rozmowami pokojowymi zamiast za kontynuowaniem walk. Aż 74%. respondentów twierdzi, że cieszyłoby się, gdyby Putin od razu podpisał porozumienie pokojowe.
Być może nie jest zaskoczeniem, że im młodsi są ludzie i im więcej informacji czerpią z mediów społecznościowych, a nie z państwowej telewizji, tym bardziej sceptycznie podchodzą do wojny. Bardziej uderzające jest jednak to, że im bogatsi i lepiej wykształceni są ludzie, tym bardziej ich wspierają. Jak wyjaśnia anonimowy rosyjski naukowiec w niedawnym artykule w internetowej publikacji Meduza, istnieje duża klasa biurokratów i biznesmenów, którzy osiągnęli swój status dzięki patronatowi i którzy będą wspierać reżim, aby go chronić. „Jest ich milion i wpasowali się w moralną ekonomię agresji militarnej” – pisze naukowiec.
Po części tacy ludzie są trzymani w ryzach przez strach, jak wszyscy inni. W pierwszych miesiącach wojny fala tajemniczych zgonów biznesmenów i menedżerów w państwowych firmach pomogła zaszczepić lojalność. Prezes zarządu Łukoilu, największego prywatnego rosyjskiego koncernu naftowego, wypadł z okna szpitala w Moskwie kilka miesięcy po tym, jak zarząd wydał oświadczenie wzywające do zawieszenia broni. Zachodnie sankcje wobec oligarchów pomogły również utrzymać klasę oligarchów na pokładzie.
Ale urzędnicy państwowi i biznesmeni mają również wieloletnie doświadczenie w tłumieniu skrupułów i pracy z systemem. Wielu z nich płynnie przeszło z sowieckiej biurokracji. „Kierują się nie ideologią, ale lojalnością wobec swojej korporacji, czy to banku centralnego, czy ministerstwa finansów” – mówi Michaił Komin, który bada rosyjskich technokratów. Zadanie utrzymania statku państwowego na powierzchni postrzegają jako wyzwanie zawodowe, a nie dylemat moralny.
Dobrym przykładem jest Maksut Shadaev, 44-letni minister ds. transformacji cyfrowej. W latach dziewięćdziesiątych pracował w prywatnych firmach informatycznych, a następnie dołączył do rządu, aby pomóc w stworzeniu eleganckiego, przyjaznego dla użytkownika portalu internetowego i aplikacji mobilnej, która umożliwia obywatelom dostęp do takich usług publicznych, jak umawianie wizyt u lekarza i zapisywanie dzieci do szkoły. Teraz wykorzystuje te same umiejętności do zbudowania systemu nazwanego „cyfrowym gułagiem” – kompleksowego rejestru, który ma pomóc w śledzeniu mężczyzn kwalifikujących się do poboru.
Z tego samego powodu rosyjski biznes pomógł ustabilizować gospodarkę nie z powodu sympatii do państwa, ale dlatego, że doskonale radzi sobie z dużymi, nieoczekiwanymi i często arbitralnymi zmianami w swojej sytuacji. Andriej Jakowlew z Uniwersytetu Harvarda, który przeprowadził ankietę wśród rosyjskich przedsiębiorców, mówi, że po przeżyciu kilku kryzysów finansowych i nieustannej walce z drapieżnymi biurokratami, postawili oni na przygotowanie się na najgorsze. Tymczasem zniknięcie importu z Zachodu i zamknięcie zachodnich firm otworzyło nowe nisze dla rosyjskich firm. Jednocześnie kontrola kapitału nałożona przez bank centralny sprawiła, że nie pozostało im nic innego, jak tylko inwestować w Rosji. Rząd zaoferował pożyczki, a nawet nakazał biurokratom, aby ich nie nękali.
Pomaga oczywiście fakt, że ogromne ilości petrodolarów rozlewają się po gospodarce. W pierwszym roku wojny Rosja zarobiła 590 mld dolarów z eksportu, z czego większość pochodziła z ropy i gazu. Według wyliczeń sieci ekspertów Re: Russia to o 160 mld dolarów więcej niż średnia roczna z poprzedniej dekady. W drugim roku przychody powinny być nadal o około 60 mld USD wyższe od średniej. Rosja uważa, że wojna kosztuje co najmniej 100 mld dolarów rocznie, więc dodatkowe dochody z ropy pokrywają większość kosztów jej prowadzenia.
Budżet rządu wzrósł w ubiegłym roku o 26%., a w przyszłym wzrośnie o kolejne 16 proc. Wydatki na obronę prawie się podwoją w przyszłym roku, do 6% PKB – najwyższego poziomu od czasu upadku Związku Radzieckiego. Obecnie stanowi on jedną trzecią wszystkich wydatków rządowych. Tymczasem wydatki na zdrowie i edukację spadają w ujęciu realnym. Jak oświadczył niedawno Anton Siłuanow, minister finansów: „Główny nacisk kładziemy na zapewnienie naszego zwycięstwa. Armia, zdolności obronne, siły zbrojne, bojownicy – wszystko, co jest potrzebne na froncie, wszystko, co jest potrzebne do zwycięstwa, jest w budżecie”.
Tak hojne nakłady nie będą mogły trwać w nieskończoność. Bank centralny walczy o powstrzymanie rosnącej inflacji, która w trzecim kwartale tego roku sięgnęła 12% rok do roku. Podniósł stopy procentowe do 15%. Tymczasem władze zmuszają eksporterów do przeliczania dochodów na ruble, aby zapobiec dalszej dewaluacji, która pogłębiłaby inflację. Około 43% Rosjan spodziewa się pogorszenia swojej sytuacji gospodarczej w ciągu najbliższego roku lub dwóch, podczas gdy tylko 21% spodziewa się jej poprawy.
Na razie jednak mamy do czynienia z bonanzą, zwłaszcza w niektórych częściach gospodarki i w niektórych segmentach rosyjskiego społeczeństwa. „W przeciwieństwie do ropy naftowej, broń napędza wzrost przemysłowy” – przekonują Aleksandra Prokopenko i Paweł Łuzin z think tanku Carnegie Russia Eurasia Centre. Budownictwo, konsumpcja i usługi rosną w regionach położonych w pobliżu strefy działań wojennych lub z dużą ilością fabryk amunicji. Na Dalekim Wschodzie intensywnie inwestuje się w infrastrukturę, aby rozszerzyć handel z Azją, ponieważ więzi z Europą osłabły.
Moskwa i Sankt Petersburg nie czerpią większych korzyści z nowego porządku, ale pogrążone w depresji regiony przemysłowe – serce Putina – żyją lepiej niż od lat. W Iżewsku, biednym mieście w pobliżu Uralu, które produkuje broń, pociski i sprzęt do walki elektronicznej, średnia pensja wzrosła od początku wojny o 25%. Niedawno otwarto ekologiczny supermarket VkusVill i panazjatycką restaurację Royal Rolls. W Rostowie nad Donem, kwaterze głównej okręgu wojskowego obejmującego front, firmy cateringowe odnotowują 77-procentowy wzrost obrotów. „Przyjechało tam wielu mężczyzn z apetytem” – mówi pani Zubarewicz.
Rozległe i biedne zaplecze Rosji również skorzystało z gotówki, którą władze przeznaczają na zapewnienie większej liczby rekrutów do armii. Ci, którzy zgłaszają się na ochotnika, otrzymują około 195 000 rubli miesięcznie, czterokrotność nowo podniesionej średniej pensji w Iżewsku oraz jednorazową premię za zaciągnięcie się do wojska w wysokości 195 000 rubli. Rodziny poległych w bitwie również otrzymują hojne wypłaty. Władisław Inoziemcew, rosyjski ekonomista z Polskiego Instytutu Studiów Zaawansowanych w Warszawie, szacuje, że rodzina żołnierza, który zginie po pięciu miesiącach służby, otrzyma łącznie ok. 15 mln rubli wraz z żołdem i odszkodowaniem. Przeciętny Rosjanin potrzebowałby 30 lat, aby zarobić tyle. Średnia długość życia Rosjanina wynosi tylko 65 lat. Reżim Putina próbuje uczynić z zabijania racjonalny ekonomicznie wybór, przekonuje Inoziemcew.
Wydaje się jednak, że Rosja ma problem z siłą roboczą. Ogłoszona rok temu przymusowa mobilizacja – pierwsza od czasów II wojny światowej – wywołała panikę i gniew. Komisje werbunkowe zostały podpalone, a setki tysięcy młodych mężczyzn uciekło z kraju lub ukryło się w Rosji. Ci, którzy zostali wtedy powołani, pozostają na froncie, mimo obietnic, że będą służyć tylko przez sześć miesięcy. To zrodziło ruch protestacyjny kierowany przez ich żony i matki o nazwie Voina Zaebala (Spierdolone przez wojnę). „Nie rodzimy po to, by nasze dzieci zostały zabite” – skarży się wzburzona matka w filmie, który szeroko obiegł media społecznościowe.
Policja intensywnie poszukuje nie tylko osób uchylających się od poboru, ale także migrantów z Azji Środkowej, których zmusza do służby wojskowej. Niedawno napadli na magazyny należące do Wildberries, największego rosyjskiego sprzedawcy internetowego, zatrzymując jego usługi. Często zdarzają się też naloty na domy studenckie.
Tymczasem Duma, rosyjski parlament, przygotowuje się do kolejnych rund mobilizacji. Maksymalny wiek podlegający poborowi został podniesiony z 27 do 30 lat. Czas, w którym byli żołnierze pozostają rezerwistami, został wydłużony o pięć lat, do 60 lat w przypadku młodszych oficerów. Prawo zostało zmienione tak, aby wymagać od pracodawców oddawania swoich pracowników do służby wojskowej. Jak wyjaśnił Andriej Kartopołow, przewodniczący komisji obrony Dumy: „Ta ustawa została napisana na wielką wojnę, na powszechną mobilizację. A w powietrzu już czuć zapach tej wielkiej wojny.
Ale niedobór siły roboczej to nie jedyny problem armii. Aleksandr Golts, autor książki „Military Reform and Militarism in Russia” (Reforma wojskowa i militaryzm w Rosji), twierdzi, że brakuje w niej również młodszych oficerów, możliwości szkoleniowych i wyposażenia. Wyższe wydatki na wojsko są, według wszelkiego prawdopodobieństwa, szalenie nieefektywne. Rosyjski przemysł zbrojeniowy jest notorycznie skorumpowany: niektórzy szacują, że łapówki podwajają koszty zakupów. Brakuje w nim również wykwalifikowanej siły roboczej. Wicepremier Jurij Borysow mówi, że potrzebne jest kolejne 400 tys. inżynierów, informatyków i menedżerów.
Mówi się o zwiększeniu kontroli państwa nad gospodarką, aby wspomóc wysiłek wojenny. Denis Manturow, wicepremier nadzorujący zamówienia wojskowe, powiedział, że być może trzeba będzie przywrócić planowanie państwowe w przemyśle obronnym. „Mówimy o bezpieczeństwie ekonomicznym w warunkach wojny… Idźmy drogą nacjonalizacji głównych sektorów naszej gospodarki – powiedział niedawno Aleksandr Bastrykin, szef agencji antykorupcyjnej i kolega Putina ze studiów. W 2023 r. znacjonalizowano osiemnaście dużych firm, wiele z nich w imię zwrotu państwu zrabowanego mienia. Prokurator generalny poinformował Putina, że sądy rozpatrzyły 24 tys. spraw dotyczących utraty mienia państwowego.
Firmy państwowe odgrywają coraz większą i bardziej zróżnicowaną rolę w rosyjskim życiu. Na przykład Gazprom, rosyjski państwowy monopolista gazowy, jest właścicielem kilku mediów. Obsadziła również kilka brygad wojskowych, wyposażyła je i sfinansowała. Rosnieft, państwowy gigant naftowy, buduje statki i nadzoruje projekt badawczy nad euroazjatyckimi wariantami ludzkiego genomu.
Biurokraci, którzy nadzorują te rozległe imperia, są często samodzielnymi biznesmenami, o pokrywających się interesach. Na przykład Manturow zasiada w zarządzie Rostecu, państwowego konglomeratu obronnego. Prezesem Rostechu jest Siergiej Czemiezow, były agent KGB, który służył z Putinem w Niemczech Wschodnich. Rodziny Czemewoza i Manturowa są właścicielami m.in. portów, hoteli, luksusowych nieruchomości i winnicy.
Coraz powszechniejszym wzorcem jest to, że dzieci przyjaciół i współpracowników Putina zajmują ważne stanowiska w przemyśle i rządzie. Dmitrij Patruszew, minister rolnictwa, jest synem Nikołaja Patruszewa, sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jekaterina Tichonowa, córka Putina, przewodniczy komitetowi ds. substytucji importu w ramach grupy lobbingowej biznesu. VKontakte, największa rosyjska platforma mediów społecznościowych, jest częściowo własnością różnych firm państwowych i jest prowadzona wspólnie przez syna zastępcy szefa sztabu Putina i przez stryjecznego bratanka bogatego biznesmena, o którym mówi się, że jest jednym z najbliższych powierników Putina i zwolennikiem inwazji na Ukrainę.
Decyzja Rosji o zakazie korzystania z Facebooka i Instagrama na początku wojny zwiększyła liczbę użytkowników VKontakte o 4 miliony w ciągu zaledwie kilku tygodni. Obecnie ma wskaźnik penetracji na poziomie 75%, zakłada się, że jest ściśle monitorowany przez służby bezpieczeństwa i odgrywa zasadniczą rolę w rozpowszechnianiu prowojennych przesłań. „To marzenie Putina i idealny model: wszystko w jednym miejscu, prowadzone przez dzieci pod nadzorem KGB” – mówi Kiriłł Rogow, założyciel Re: Russia.
Aby wytłumaczyć przyjęty sposób odbudowy rosyjskiej gospodarki i umniejszyć znaczenie braku sukcesów militarnych, Putin przeformułował wojnę jako prowadzoną nie z tyle Ukrainą, ile z Zachodem, w której Ukraina jest po prostu „taranem” używanym do okładania Rosji. Nowe podręczniki do historii wyjaśniają uczniom, że Rosja zawsze była i zawsze będzie w stanie wojny z Zachodem. Taka narracja pozwala Putinowi przedstawiać codzienne czynności jako triumf. „Umożliwienie rosyjskim firmom skutecznego wejścia na rynek to zwycięstwo… Budowa najnowocześniejszych fabryk i kilometrów nowych dróg to zwycięstwo… Odkrycia naukowe i nowe technologie – to także zwycięstwa” – chwalił się w przemówieniu wygłoszonym w rocznicę inwazji.
Takie wypowiedzi wskazują na sprzeczność w podejściu Putina do wojny. Chce zarówno zmobilizować do walki coraz więcej ludzi i pieniędzy, jak i zapewnić sobie przyzwolenie Rosjan poprzez jak najmniejsze zakłócanie ich życia. W miarę jak coraz więcej władzy i zasobów jest redystrybuowanych w Rosji, ta sprzeczność stanie się jeszcze bardziej rażąca. Najgorszy moment w historii jego reżimu nastąpił w czerwcu, kiedy kłótnie między armią a Wagnerem, grupą najemników dowodzoną przez Jewgienija Prigożyna, bliskiego przyjaciela Putina, przerodziły się w otwarty bunt. Chociaż Prigożyn szybko się wycofał, a później zginął w katastrofie lotniczej, było to przypomnienie, że nie jest łatwo zrównoważyć sprzeczne interesy w rosyjskiej elicie. W miarę jak dyslokacja gospodarcza będzie się nasilać, a zasoby stają się coraz bardziej ograniczone, konflikty te będą się tylko nasilać.
Zostaw komentarz