Był późny lipcowy wieczór 1984 roku gdy do gabinetu generała Czesława Kiszczaka, szefa MSW wszedł generał Wojciech Jaruzelski, przywódca wojskowej junty PRL.”Zrób coś Czesław, niech on już dłużej nie szczeka!” – warknął podenerwowany gensek, a miał powody do strachu gdyż ustami zagranicznego korespondenta Moskwy, Leonida Toporkowa (”Lekcja za darmo” – artykuł o wrogiej działalności Popiełuszki w „Izwiestiach”) – sowieccy nadzorcy na Kremlu wyrażali swe niezadowolenie z powodu ”wichrzycielskiej” działalności niezłomnego kapłana z Żoliborza. Tak zaczyna się historia zbrodni na księdzu Jerzym Popiełuszce oraz historia blisko 40 lat kłamstw i mistyfikacji, która legła u podstaw państwa zbudowanego na sojuszu morderców z ich kolaborantami.

19 lipca 2003 roku w Warszawie podczas dużej oficjalnej imprezy z udziałem przedstawicieli wojska i MSW, miałem wątpliwą przyjemność uścisnąć dłoń pewnemu barczystemu generałowi. Miałem wtedy 23 lata i nie miałem pojęcia, że mam do czynienia z komunistycznym zbrodniarzem. Wiele lat później dowiedziałem się, że generał Zbigniew Chwaliński w latach osiemdziesiątych odegrał jedną z kluczowych ról w tuszowaniu prawdziwych okoliczności zamordowania księdza Jerzego. Jego rolą w trzech ściśle tajnych operacjach SB o kryptonimach ”Teresa”, ”Trawa” i ”Robot” było przetwarzanie materiałów z podsłuchów porywaczy kapłana na raporty kierowane wprost na biurka Jaruzelskiego i Kiszczaka. Operacje te bezpieka prowadziła aż do swego końca w roku 1990, kiedy to na mocy porozumień Okrągłego Stołu przepoczwarzono ją w Urząd Ochrony Państwa.

Inwigilacja skazanych podczas procesu toruńskiego w 1985 roku rzekomych morderców księdza – Pietruszki, Piotrowskiego, Pękali i  Chmielewskiego – miała na celu niedopuszczenie do wyjścia na światło dzienne faktów, gdyż zamordowanie kapłana było tylko uwerturą władzy PRL do czegoś znacznie większego. Chodziło o stworzenie płaszczyzny do całkowitej rozprawy z Kościołem, zbrodnia była zatem od początku zaplanowaną prowokacją. W terminologii tajnych służb takie prowokacje nazywa się kombinacją operacyjną czyli wdrożeniem pewnych działań jako narzędzia, które ma pomóc osiągną zaplanowane cele. Zaplanowaną  na szczytach Politbiura i MSW. Jaruzelski, Kiszczak oraz jego zastępcy – Płatek, Pudysz i Ciastoń – to byli nadzorcy i planiści zbrodni. Banda Piotrowskiego księdza uprowadziła ale Go nie zabiła, z porywaczy zrobiono kozłów ofiarnych, zamknięto w więzieniach a następnie na przemian ich straszono i mamiono marchewką w postaci amnestii. Skąd o tym wiemy? Z akt operacyjnych SB, dotyczących inwigilacji i podsłuchów, głównie z akt „Trawy”.

Ciekawą i osobną historią jest, że na trzy dni przed tym gdy 13 maja 1981 roku Agca na placu Świętego Piotra strzelał do Jana Pawła II, Generał Płatek spotkał się z „wiedeńskim łącznikiem” w mieście tańca i walca a sam kapitan Grzegorz Piotrowski był w Rzymie podczas zamachu.

Wróćmy do meritum. W aktach operacji ”Trawa” jest znamienny materiał kiedy to przełożony wszystkich esbeków czyli Kiszczak stawia swego podwładnego Pietruszkę – szefa grupy porywaczy i wiceszefa antykościelnego IV Departamentu MSW – przed zadaniem „odegrania trudnej roli” czyli spektaklu na użytek opinii publicznej. Po 1990 roku żona skazanego pułkownika Pietruszki, Róża próbowała zainteresować tą sprawą solidarnościowych posłów, którzy badali przypadki zabójstw z lat osiemdziesiątych, jednakże uznano ją za prowokatorkę i spławiono; a ona ze złości, że wrobiono jej męża chciała odpalić całą sprawę.

Sprawa od samego początku szyta była bardzo grubymi nićmi a lubelski prokurator Andrzej Witkowski, który poświęcił jej 20 lat, był dwukrotnie odsuwany od śledztwa (1991 i 2004). Co takiego przerażającego odkrył Witkowski? Otóż dotarł do sześciu oficerów WSW (kontrwywiadu wojskowego PRL), którzy w 1991 pracowali w WSI w Bydgoszczy i to oni według wszelkiego prawdopodobieństwa odebrali uprowadzonego księdza Jerzego z rąk bandy Piotrowskiego a następnie torturowali go i w końcu zamordowali. Ksiądz Jerzy miał wyłupane oczy, był przypalany ogniem i miał połamane kości. Jego męka trwała wiele dni nim Go w końcu zabito a zwłoki wrzucono do Wisły z tamy we Włocławku. Od tamtej chwili czyli od 25 października 1984 zaczyna się makabryczny spektakl kłamstw, w pewnym sensie trwający do dziś. Gdy tylko Witkowski dotarł do morderców z WSW w Bydgoszczy – został natychmiast odsunięty od sprawy. Nie zapominajmy, że Kiszczak przyszedł do MSW w lipcu 1981 roku wprost z wojskowych służb specjalnych a wraz z nim bezpiekę cywilną zdominowali jego ludzie, właśnie z bezpieki wojskowej.

Jednak kluczowe wydarzenia na polu trwającego od 38 lat teatru kłamstw rozegrały się w tydzień po pogrzebie kapłana. I to one rzutują na fakt, że to dziś tak naprawdę nikt z elit nie jest zainteresowany odkłamaniem mistyfikacji, która legła u podstaw III RP, którą zbudowano na sojuszu kolaborantów z mordercami. W listopadzie 1984 z Kiszczakiem i ówczesnym sekretarzem PZPR Rakowskim spotkały się późniejsze wielkie autorytety tak zwanej odrodzonej Polski – Mazowiecki i Geremek. Nad jeszcze ciepłymi zwłokami kapłana ustalono „drogę do wspólnego stołu” czyli czyli przyszłego porozumienia władzy z opozycją. Tak, tak, droga do Okrągłego Stołu była długa i zaczęła się już jesienią 1984 a jej podstawą była zasada omerty czyli mafijnej zmowy milczenia wokół najgłośniejszej i najbardziej bestialskiej zbrodni PRLu lat osiemdziesiątych. Przecież ”wspólny stół” nie mógł został wywrócony w oparciu o prawdę!

Od 2015 roku Polską rządzą farbowane pisowskie lisy, które z teatralnego antykomunizmu uczyniły swój sztafaż, który pozwolił im dość do władzy. I w sprawie do dziś nie dzieje się nic, pomimo, że już w 2006 Kaczyński publicznie zapewniał o przywróceniu prokuratora Andrzeja Witkowskiego do śledztwa i i wyjaśnieniu całej sprawy. Przyjaciel księdza Popiełuszki, ksiądz Stanisław Małkowski alarmował w tej sprawie gdzie mógł zaraz w 2015 roku. Był u Dudy, u Ziobry, Szydło i samego Kaczyńskiego. Wszyscy go spławili. 

Jeśli afera FOZZ – matka matek afer III RP – stała się biznesową konstytucją postkomunistycznej Polski, to zbrodnia na księdzu Jerzym stała się jej konstytucją ideologiczną. Polacy to generalnie ludzie, którzy niewiele wiedzą o otaczających ich realiach. Udało się im wmówić, że PiS czyli druga strona rządzącego tutaj przestępczego układu to jacyś ”patrioci” i ”antykomuniści”.

III Rzeczpospolita – to powstałe w 1989 roku „demokratyczne państwo prawa” – jest w istocie zrodzonym ze zbiorowego gwałtu bękartem. W takim kraju nie można się dziwić niczemu, tutaj bezprawie usankcjonowano do rangi cnoty a pospolici mordercy i ich poplecznicy do dziś brylują w chwale autorytetów.

Cała dzisiejsza zgnilizna, ten rak z przerzutami od 33 lat zjadający polski organizm ma swe źródła w tym co działo się w latach osiemdziesiątych bo wydarzenia sprzed blisko 40 lat doprowadziły do kryminalnych ustaleń i powiązań, które z kolei zadecydowały na dziesięciolecia o ”standardach” państwa z tektury.

Ludzie nie rozumieją, że tu nie ma większego znaczenia kto tak naprawdę rządzi a wszystkie te wojny polityczne pomiędzy mafią Tuska a mafią Kaczyńskiego – dawnych serdecznych kumpli – w istocie są utrzymywaniem gawiedzi w błogiej nieświadomości i służą obu stronom konfliktu.

W wielu newralgicznych obszarach Polską wciąż rządzi trumna generała Kiszczaka i zapieczętowane pożółkłe teczki agentów. Służby specjalne together forever. Niech tylko słynna afera z respiratorami – najbardziej bezczelny przekręt doby tak zwanej pandemii – z udziałem jednego z czołowych agentów wywiadu PRL, będzie tylko jednym przykładem, że po 33 latach od upadku PRL, dawne cienie sowieckiej bezpieki jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa.

Dziś w trzydziestą ósmą rocznicę uprowadzenia i bestialskiego zamordowania niezłomnego księdza Jerzego – Cześć Jego Pamięci i hańba wspólnikom Jego katów. 

W przyszłym roku w tym śmierdzącym Bantustanie po raz kolejny odbędą się wybory. Gawiedź pójdzie głosować. Nabici we franki, nabici w szczepionki, nabici w Ukrainę idioci po raz tysięczny uwierzą, że mają jakiś wybór…

W 1947 roku na posiedzeniu Biura Politycznego KC KPZR klasyk, towarzysz Stalin rzekł do Kaganowicza i Mołotowa: towarzysze, wybory są wygrane wtedy gdy niezależnie kto je wygra, i tak są wygrane.