Nawet gdyby skrzyżować Mrożka z Orwellem, nie byłoby takiego efektu. To było odpalenie bomby atomowej w nomen omen kawalerce. A może nawet w ciasnym kiblu.

W pierwszym odruchu pomyślałem, że ona jest zwyczajnie niemądra, żeby nie powiedzieć wprost, że głupia. Bo oto córka miliardera, która zmyrchowała kupę kasy na rzekome kilometrówki, stawia się nie DPS, ale w hospicjum, w którym umiera pan Jerzy, z siatką ziemniaków za maks. 10 złotych. W określonej koszulce i wywalonym centralnie krzyżyku na piersi. Którego od pierwszej komunii pewnie nigdy nie nosiła.

Głupi to kupi, bo jest głupi. Ja za takiego się akurat, szanując się, nie uważam. Ona mimo, że jest niemądra, ale nie aż ponadprzeciętnie, została po prostu użyta do przykrycia… Bo okazala się użyteczna.

Fatalnego wywiadu premiera Tuska, jednego z najbardziej kompromitujących wypowiedzi w historii jego politycznej kariery, w której drżącymi rękami trzymał jakieś rzekome kompromaty na Nawrockiego powołując się na pospolitego przestępcę, ale przede wszystkim kłamcę i zwykłego kretyna. Nie da się jednak przykryć.

Ta właśnie, nomen omen, ustawka, po to była. By klęskę Tuska, na którego wściekły jest teraz Trzaskowski i jego sztab, przykryć.

Tusk oskarżając Nawrockiego o sutenerstwo, nawet gdyby miał ku temu podstawy, okazał się bardziej perfidnym i zawziętym sutenerem. W tym kontekście, pojęcie politycznej prostytucji, nabiera nowego sensu.

Kto mieczem wojuje, od miecza ginie…