Problemem prawicy nie jest brak wizji, ale to, że jakąkolwiek wizję wytworzy, przegrywa ona z wizją lewicową – bynajmniej nie dlatego, że ta jest lepsza, ale dlatego, że siłą rzeczy jest bardziej atrakcyjna. Utyskiwanie na brak pomysłu w tym ujęciu mija się z celem, ponieważ każdy pomysł zdolny konkurować z tzw. wizją lewicową musi w istocie realizować jej założenia. Czyli dochodzimy do niemożliwości: zwycięstwa przez kapitulację.

Nota bene, to przypadek Kościoła Katolickiego, który nie radząc sobie z postępującą laicyzacją, najpierw przejął oprawę, tj. spektakularne performatywy, jakie miały miejsce za pontyfikatu Jana Pawła II, a następnie pozbawiony hamulca w postaci osobistej pryncypialności i konserwatyzmu polskiego papieża, uległ treści przemycanej przez te happeningi.

Żeby zrozumieć, jak do tego doszło, trzeba nieco inaczej popatrzeć na tzw. lewicę i zrozumieć, czym obecnie jest.

Przede wszystkim, współczesna formacja liberalno-lewicowa nie jest sensu stricte projektem ideologicznym: nie jest lewicowa, i nie jest liberalna. Owszem, zewnętrznie może tak wyglądać, ale to są pozory, za którymi kryją się wydrążone pojęcia. Posługuje się nimi jako totemami, które w praktyce nie znaczą tego, co formalnie reprezentują, a ich funkcja ogranicza się do przynależności. Nie ma w tym intencjonalnej hipokryzji, a zwykła nieświadomość.

Otóż tzw. lewica jest przedmiotem ewolucji, która doprowadziła do mimikry. Esencjonalnie jest formą, jaką przybrała gospodarka statusu. Wywodzi się ze skrajnie konkurencyjnego środowiska, w którym walutą społeczną i wyznacznikiem statusu jest wizerunek. Jej nośnikiem jest człowiek na wskroś nowoczesny, wyhodowany i wytrenowany przez przemysł reklamy: jego tożsamością jest sukces, a miarą sukcesu – skuteczność, z jaką sprzedaje własny obraz. Co siłą rzeczy wymaga nieustannego porównywania. To ważne, ponieważ porównywanie potrzebuje tła, od którego się można różnicować. W wyniku tego działania buduje system hierarchii społecznej oparty na prestiżu jako walucie społecznej. Pogarda jest nieodzownym elementem tego procesu – jest wbudowana w system i skierowana w dół.

Formacja działa jak dobór płciowy przeniesiony na status: premiuje ozdobę, nie przystosowanie. Stąd mechanizm sygnalizacji cnoty, wyrażanej troską o słabszych, przez wrażliwość i właściwy język, która jednak pozostaje tylko deklaracją. Podobnie jak pawi ogon, jest za to obrazem skuteczności w alternatywnym systemie wartości: choć szkodzi przetrwaniu, zapewnia pozycję.

Zahavi tłumaczył wiarygodność ozdoby jej kosztem. Paw płaci za ogon własnym przetrwaniem, więc ogon nie kłamie – posiadacz imponującego ogona musi być skuteczny. Przychodzi to tym łatwiej, im bardziej koszt udaje się przerzucić na innych uczestników gry społecznej: klientów, pracowników, podatników, darczyńców. Przekonania i polityki, które zdobią nadawcę, ponoszą ci, którzy nie mają głosu w obiegu wizerunku.

Fisher opisał dobór lawinowy: preferencja dla ozdoby i sama ozdoba wzmacniają się wzajemnie, aż do zagrożenia populacji. Tak działa kultura, która ceni wizerunek i kształci zawodowców od wizerunku. Wizerunek staje się nadbodźcem. Kto zajmuje się realną robotą albo faktyczną solidarnością, wypada z wyścigu – nie dlatego, że osiąga gorsze rezultaty praktyczne, lecz dlatego, że płaci w walucie, którą mało kto docenia i przyjmuje. To upadek merytokracji.

Każdy o gorszym wizerunku w tej hierarchii wartości staje się przegrywem, a jego obecność potwierdza wartość porównującego – dlatego pogarda nie jest po prostu niepożądanym skutkiem ubocznym systemu, lecz przeciwnie – jego częścią nośną. To narcyzm usystematyzowany i strukturalnie usankcjonowany.

Najsilniejsza pogarda nie trafia w obcych, lecz w możliwie bliskich, z którymi można zostać pomylonym, a zarazem są bezpośrednio dostępni jako przykład. Im mniejszy dystans, tym silniejsza potrzeba jego zaznaczania. Ten mechanizm nie jest przy tym cyniczny. Działa przedrefleksyjnie i jest przeżywany jako szczery, bo – jak pokazał Trivers – najlepiej sygnalizuje ten, kto sam wierzy w sygnał. To nie kwestia celowej manipulacji, lecz selekcji: system nagradzający sygnał premiuje szczerych nadawców.

W tym kontekście, zmienia się odniesienie słowa „empatia”: z relacji z drugim czyni przymiot nadawcy. W tradycyjnym znaczeniu empatia wypływa z uznania drugiego za równego sobie i wprowadza go w relację symetryczną. Tutaj jest narzędziem sygnalizacji cnoty i budowy statusu przez akcentowanie różnic. Posiada wyraźnie warstwową strukturę.
Z tego przesunięcia wynika specyficzna kierunkowość i selektywność tak rozumianej „empatii”. Musi być skierowana na cel, z którym nikt nadawcy nie pomyli: na przykład psa albo ofiarę z drugiego końca świata. Empatia statusowa wobec osoby podobnej, która stoi stopień niżej w hierarchii, byłaby mezaliansem i zagrożeniem własnego statusu: nie znosi równości.

Hierarchia ma w związku z tym budowę kastową w sensie Dumonta: jest hierarchią czystości. Ustępstwo wobec kogoś o niższym statusie nie jest tylko przegraną w sporze, lecz skażeniem. Porozumienie lub realna solidarność zrównywałyby status, dlatego są nie do przyjęcia. To paradoks: liberalizm zakłada tolerancję dla odmiennego zdania, a w tym przypadku traktuje się je jako skażenie.
Współczucie gaśnie w chwili, gdy jego przedmiot przestaje być ofiarą i zaczyna mieć własne zdanie. Pies nigdy nie zaprzecza, dlatego jest idealnym przedmiotem tej empatii. Socjobiologicznie jest to altruizm konkurencyjny pozbawiony kosztu: premia za ofiarę, której nadawca nie ponosi.

Ten mechanizm jest o tyle zabójczy, że taki system wartości kształci profesjonalistów w dbaniu o własny wizerunek, w kulturze która ceni wizerunek.

Mamy do czynienia z układem pętli dodatniego sprzężenia zwrotnego, w którym jedyną pętlę ujemną – sygnał od rzeczywistości – przecięto. Przerzucenie kosztu w przyszłość lub dół (np. przez zbiórki charytatywne, koszty ukryte w cenie produktu, wynagrodzenie urzędnika uzyskiwane z podatków, inflacja, życie na kredyt) odcina tę informację u źródła.
Nie jest przypadkiem, w jakim środowisku społecznym ten mechanizm się pojawia – wśród osób nienarażonych na konsekwencje swojego działania: dzieci zamożnych rodziców, w zawodach, których wyniku nie da się łatwo zmierzyć, czyli w mediach, akademii, organizacjach pozarządowych i administracji. Ten mechanizm przejawia się nawet w sposobie prowadzenia dyskursu: ironiczno-redukcyjna bagatelizacja stanowiska adwersarza, mniej lub bardziej przybierająca formę kpiny, jest świetnym nośnikiem sygnału własnej wartości. Niczego nie twierdzi, jest niefalsyfikowalna, i dosłownie pomija konsekwencje cudzego argumentu.

Praca układu opiera się na regulatorze, który mierzy niewłaściwą wielkość: zamiast stanu świata widoczność, a zamiast skutku poklask. Prawo Goodharta działa tu w czystej postaci: wskaźnik stał się celem, więc przestał cokolwiek wskazywać. Społecznym efektem jest systemowa niezdolność do rozwiązywania problemów twardych (energetyka, demografia, obronność), ponieważ realne działania przegrywają z działaniami, które po prostu lepiej wyglądają na ekranie smartfona.

Spirala czystości która jest efektem rywalizacji o czystość wewnątrz kasty, (schizmogeneza symetryczna w sensie Batesona) podnosi koszt kodu, którym posługuje się formacja, czym jednocześnie różnicuje się wewnętrznie i zwiększa dystans wobec warstwy niższej. Z kolei dystans pogłębia pogardę i wywołuje opór, a opór zostaje przetworzony w dowód wyższości, stanowiąc czynnik schizmogenezy dopełniającej. Licznik reakcji – który najpierw funkcjonował jako badania opinii publicznej, ankiety itp., a obecnie lajki we mediach społecznościowych – przyspiesza wszystkie pętle naraz.

Selekcja instytucjonalna usuwa ludzi zdolnych przenieść informację o błędzie. Dlatego żadna z pętli nie napotyka hamulca.

Układ bez homeostatu nie reformuje się, tylko przechodzi przez przejścia fazowe. Zatrzymuje go nasycenie kodu, który przestaje dawać dystynkcję, albo opór na tyle silny, że cena sygnału przewyższa jego zysk. Wtedy kasta nie zmienia sposobu działania, lecz zmienia kod.

Wiążą się z tym istotne konsekwencje.

Słowo „dialog” oznacza bowiem w obrębie tego ugrupowania rytuał okazywania otwartości, a nie rzeczywistą wymianę poglądów. W tradycyjnym znaczeniu dialog jest tym, co Habermas nazwał działaniem komunikacyjnym, nastawionym na porozumienie, w którym jedynym przymusem jest niewymuszony przymus lepszego argumentu.

W gospodarce statusu warunek dialogu nie jest spełniony. Przyjęcie argumentu od kogoś spoza kasty jest ustępstwem, a ustępstwo – jak wyżej wyjaśniłem – zmazą. Jakikolwiek argument niezależnie od swojej prawdziwości traci moc wiążącą: jest pozbawiony praktycznego znaczenia, ponieważ jego przyjęcie kosztuje więcej, niż daje racja.

Słowo pozostaje w obiegu tylko dlatego, że samo jest sygnałem. Deklaracja otwartości zdobi nadawcę tak samo jak deklaracja współczucia, pomimo tego że jej rzeczywistą treścią jest odmowa kontaktu. W tej sytuacji możliwa jest wyłącznie wymiana sygnałów.

Dialog w tradycyjnym sensie z członkiem kasty, występującym jako członek kasty, jest z założenia bezproduktywny i pochłania czas oraz zasoby. Żeby osiągnąć cele w wymianie komunikatów, nie należy liczyć wyłącznie na siłę argumentów, ale podnosić koszt sygnalizacji. Przekaz lepiej kierować do widowni, a nie do odbiorcy.

Obsceniczne demaskowanie próżności sygnalizowanych wartości może być bardzo skuteczne – o ile samo nie przerodzi się w spektakl. Dla odbiorcy jednak warto przygotować drogę niskokosztowego wyjścia, które jest w stanie zaakceptować w obrębie własnego systemu przekonań. Lepiej przy tym nie kopiować zachowań adwersarza, ponieważ to zasila pętlę pogardy i oporu.

Opisane mechanizmy nie dotyczą wyłącznie jednej strony – lewicy. Gospodarka statusu, narcyzm strukturalny, selekcja oparta na wizerunku i „spirale czystości” występują również na współczesnej prawicy. Prawica stworzyła własne „totemy” i alternatywne systemy sygnalizacji cnoty (np. czystość patriotyczna). Przeniesienie kosztów i odcięcie pętli zwrotnych (prawo Goodharta) to ogólnie cecha późnego kapitalizmu i mediów społecznościowych jako takich, a nie tylko jednej formacji politycznej. Te cechy są jednak tłumione przez typowo prawicowe heurystyki: konserwatyzm, ukierunkowanie na efekty rzeczowe, indywidualizm, w związku z czym właśnie w obrębie sposobu myślenia lewicowego znajdują obecnie szczególnie podatny grunt, co staje się ogólnospołecznym problemem.

Największa szansa dla prawicy leży w nadchodzącym przejściu fazowym. Gdy kod którym posługuje się mimetyczna lewica ulegnie nasyceniu, system straci sterowność. Przejście fazowe jako punkt zwrotny wydaje się nieuniknione.
Zadaniem prawicy na teraz nie jest wygranie debaty wewnątrz obecnego dysfunkcyjnego salonu – co jest praktycznie niemożliwe – ale przetrwanie jako depozytariusz realizmu, struktur twardych i kompetencji, tak aby w momencie przesilenia fazowego (gdy rzeczywistość upomni się o swoje) istnieć jako zorganizowana alternatywa zdolna do przywrócenia homeostazy.