W publicznej dyskusji stale pojawia się określenie “lewak” odnoszące się według niektórych do części, a według innych do całości środowisk lewicowych. Wyrabia za etykietkę i sztachetę pozwalającą skutecznie przywalić rozmówcy i zamknąć temat.
Jednakże między lewakiem i lewicowcem jest istotna różnica. Trudno przecież powiedzieć “lewak” o Józefie Piłsudskim, czy Kazimierzu Pużaku. Jednocześnie Janusz Palikot to wszystko, tylko nie lewica, do której mu równie daleko, jak mnie do Himalajów. Wrogość do katolicyzmu nie determinuje lewicowości tak samo jak bycie katolikiem nie czyni jeszcze prawicowcem.
Szukając sposobu wyjaśnienia tej różnicy, zrozumiałem, że najcelniej opisał ją… Stanisław Wyspiański w “Weselu”. Co prawda jego słowa odnoszą się do ludu wiejskiego i ruchu ludowego, ale dokładnie tak samo działa to w odniesieniu do środowisk lewicowych.
U Wyspiańskiego, obok przedstawicieli różnych nurtów, mamy dwóch przedstawicieli lewicy i klasycznego lewaka.
Lewica to przede wszystkim Czepiec – świadomy swojej wartości i znaczenia przedstawiciel świata pracy (na roli), oczytany, z szerokimi horyzontami i aspiracjami, potrafiący jak równy z równym podjąć dyskusję z przedstawicielem elit. Taką lewicę reprezentowali chociażby moi dziadkowie, obaj czynnie działający w PPS, a wywodzący się z górnych poziomów dołów społecznych. Obie moje babcie pracowały fizycznie i wiedziały, co to bieda.
Przedstawicielem lewicy, choć zupełnie innym jest Gospodarz, stanowiący portret Włodzimierza Tetmajera – przedstawiciel warstw wyższych świadomie deklasujący się, łączący się z ludem w celu jego edukacji i organizacji. W Rosji tacy jak on stanowili ruch narodników w pierwszym okresie (brutalnie stłumiony i pchnięty w stronę terroryzmu przez ochranę). Jest przez chłopów uważany za swego i traktowany jak przywódca. Co prawda w chwili próby (jest to antycypacja Wyspiańskiego) zawodzi i wyrzeka się tych związków (jego pytanie do Jaśka “Ja z wami?”), ale jest to już moment, gdy znajduje się pod wpływem czaru chochoła (symbolizującego zaborców i ich propagandę).
Takimi ludźmi lewicy byli Waryński, Daszyński, Piłsudski i prawie cała czołówka PPS. Przedstawiciele szlachty, świadomie wchodzący w środowisko robotnicze, stający się robotnikami, by pociągnąć proletariat do walki z zaborcą. Wbrew antycypacji Wyspiańskiego, nie zawiedli.
Wreszcie lewak… Kto jest lewakiem w tym towarzystwie? Kto nie ma w istocie żadnych związków z biedakami, za to egzaltowanie manifestujący przywiązanie do ludu, które opiera się na sentymentalizmie i jest powierzchowne tak, że Żyd Jankiel kpi z niego słowami “Pan to jutro zdejmiesz”, wskazując na chłopską sukmanę na inteligenckim surducie?
Już wiadomo, Pan Młody, czyli Lucjan Rydel.
Sztuczność i nierzeczywistość rydlowych egzaltacji była tak widoczna, że kpili z niej wszyscy, od Wyspiańskiego po Boya.
I taka także była jego małżonka, Jadwiga Mikołajczykówna, choć wywodząca się z ludu, była już, dzięki swej siostrze i szwagrowi, Włodzimierzowi Tetmajerowi, przedstawicielką nowej, pochodzącej z gminu inteligencji, która z prawdziwym ludem wspólne miała tylko pochodzenie. Tak jak późniejsza inteligencja pracująca z awansu społecznego w PRL, chłopscy inteligenci aspirowali do klasy wyższej odcinając się od swoich korzeni. Chciała awansować indywidualnie, ale nie interesowała jej emancypacja społeczna chłopstwa, którą reprezentuje Czepiec. Ani ona, ani tym bardziej on, nie byli przedstawicielami ludu. Byli to tacy ówcześni “Młodzi, wykształceni, z dużych ośrodków”.
Oczywiście, Rydel zrobił sporo dobrego na niwie edukacji ludowej i przy wprowadzaniu twórczości ludowej do kultury narodowej. Ale nikłe to w porównaniu z dokonaniami obu Tetmajerów, Kasprowicza, Witkiewicza, Karłowicza, czy Szymanowskiego.
I tacy są nasi lewacy. Goście z “dobrych rodzin”, najczęściej nie mający pojęcia o prawdziwej pracy, teoretycy w każdym calu, z życiem włącznie. Z prawdziwym światem najuboższych i wykluczonych nie łączy ich nic. Sentymentalnie egzaltują się społecznym wykluczeniem i niesprawiedliwością, ale nie mają zamiaru iść drogą lewicowców i podjąć prawdziwej pracy u podstaw wśród tych, których chcą reprezentować. Nie znają ludu i nie rozumieją go, a wręcz się go boją. Nie potrafią z nim rozmawiać, a gdy próbują, wychodzi to jak rydlowe próby mówienia gwarą. Cała ich lewicowość sprowadza się do symboli i mody, jak rydlowa sukmana, którą jutro zdejmą.
A w bonusie wiersz Boya szydzący z Rydla:
https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/slowka-zbior-z-podrozy-lucjana-rydla-na-wschod.html
Autor: Skipper
Zostaw komentarz