Jemeńscy Houti porwali na Morzu Czerwonym izraelski statek Galaxy Leader i wzięli załogę jako jeńców. Obiecują, że ta akcja, to dopiero początek.
Cały system ustanowionego przez Zachód porządku światowego jest kwestionowany a Zachód nie znajduje sił do reakcji, gdyż jest sparaliżowany prawem, które sam stworzył i ograniczeniami wynikającymi z przyjętego modelu rozwojowego.
Oczywiście – nie jestem prorokiem, ale wszystko wskazuje na to, że jednobiegunowy ład „Pax Americana” właśnie się kończy a do głosu dochodzi element czystej siły jako kluczowy czynnik polityczny.
Najważniejszym problem jest tu asymetria: strony podważające obecny ład nie czują się związane jego postanowieniami. Prawo międzynarodowe traktują czysto instrumentalnie – odwołując się do niego jedynie wówczas, kiedy jest im wygodnie i naginając je według uznania. Tymczasem ci, którym na utrzymaniu obecnego ładu zależy czują się zobowiązani do jego literalnego stosowania nawet wówczas, gdy jest to wbrew ich interesom. Narzuca to daleko idącą dysproporcję i prowadzi do stanu permanentnej defensywy na Zachodzie. Jednym słowem – kolektywny Zachód utracił inicjatywę i jest stale zaskakiwany nowymi formami ataku, dla których nie znajduje odpowiedniej reakcji. Sam zaś wzbrania się przed przejęciem inicjatywy, gdyż byłoby to niejako sprzeniewierzeniem się głoszonym przez siebie wartościom.
W Jemenie wspierani przez Iran koczownicy Houti stali się potęgą, która trzęsie tym krajem, ale kolektywny Zachód bardziej był przejęty „tragedią humanitarną” w Jemenie niż politycznymi konsekwencjami kolejnych zwycięstw proirańskich rebeliantów.
Postawa ta, jak we wszystkich innych przypadkach wynika z upowszechnionej na Zachodzie lewackiej mentalności, którą konsekwentnie promuje tu Akademia, media i sektor kultury. Można wprost powiedzieć, że elity intelektualne Zachodu wyznają ideologię niszczącą strukturalne podstawy przewag Zachodu.
Zarazem – każda krytyczna refleksja zmierzająca do zakwestionowania narracyjnej dominacji takich postaw jest kwitowana jako „faszystowska” i rugowana z debaty publicznej.
Można długo dyskutować nad tym, w jaki sposób stało się tak, że właśnie te lewicowe nastawienie zdominowało zachodnie elity, ale jest to faktem społecznym.
Niestety – uważam, że dopiero gruntowna zapaść przyniesie faktyczne otrzeźwienie. Dopiero „powrót Realnego” zmieni nastawienie Zachodu. Będzie to proces bardzo bolesny, proces zachodzący „po trupach”. Idą bardzo ciężkie czasy, do których społeczeństwa Zachodu są mentalnie kompletnie nieprzygotowane. Najbliższe 20 lat przyniesie zasadnicze zmiany, które wykoleją materialne podstawy obecnego dobrobytu a narastające napięcia rozsadzą system liberalny. Jak zawsze w takiej sytuacji, najbardziej poszkodowane będą „peryferia”, na które „centrum” będzie przerzucać rosnące koszty utrzymania systemu, aby i tak je ostatecznie porzucić jako niewarte obrony.
Już możemy obserwować porzucenie Ukrainy, porzucenie Izraela, porzucenie Afryki. Wcześniej odpuszczono Hong Kong a zaraz odpuszczony zostanie Tajwan i zapewne cały Bliski Wschód. A to dopiero początek. Kraje naszej części Europy zostaną potraktowane podobnie. Zamykający się w sobie Zachód nie znajdzie sił i determinacji do obrony „limitrofów”. Znacznie wygodniej i bezpieczniej będzie mu zgodzić się na ustanowienie tu „strefy buforowej” o ograniczonej suwerenności, która będzie mogła jeszcze długo służyć jako element przetargowy w okresie kształtowania się nowego wielobiegunowego ładu. Sam będzie związany coraz większymi problemami wewnętrznymi wynikającymi z nowego rozdania w zakresie globalnego podziału marży.
Uważam, że kończy się iluzja ładu, w którym można bezkarnie korzystać z wcześniej uzyskanych przewag nie odwołując się do przemocy podtrzymującej taki układ. Kończy się iluzja budowy globalnego ładu demokratycznego, który w istocie pod parawanem prawnoczłowieczej ideologii i prawa międzynarodowego zapewniał Zachodowi komfort wysokiej marży. Rosnące aspiracje globalnego południa wspierane przeciw Zachodowi przez reżimy Rosji, Chin i Iranu rozsadzają system a siły te czują się coraz bardziej bezkarne wobec niemocy Zachodu. Tylko czekać, aż nastąpi moment, kiedy niemoc ta zostanie odczytana jako wezwanie do czynu. Jeśli zmiany polityczne w USA doprowadzą do tego, co Peter Zeihan nazwał stanem „absent superpower”, czyli wycofania się Stanów Zjednoczonych z pretensji do odgrywania roli „globalnego policjanta”, powrotu do izolacjonizmu – świat zatrzęsie się w posadach a Europa będzie tym obszarem, gdzie skutki owych zmian będą odczuwalne najboleśniej.
Zostaw komentarz