Córka trzymała zawinięte w szal ‘coś’. Okazało się, że to szczenię. Byłam zła. Pies potrzebuje opieki i towarzystwa, a my często byliśmy nieobecni. Jednak błagania i potok słów zrobiły swoje. Niech już z nami zostanie!
Sunia miała już imię: Paris. Zapytałam, czy ku czci Paryża lecz usłyszałam, że szczenię przypomina globalną celebrytkę Paris Hilton, tylko jest piękniejsze. Proszę żeby w końcu tego psa pokazała. Wtedy go odpakowała i postawiła na podłodze.
Przede mną otrząsało się z uścisków małe monstrum. Przecież to nie jest pies! To nietoperz skrzyżowany z parówką!
A Paris przysiadła i utkwiła we mnie wyłupiaste ślepka patrzące z taką melancholią, że serce mi stopniało. No trudno, mówię, jakoś się przyzwyczaimy. Od tej chwili minęły lata a dla mnie to najpiękniejszy z piesków.
Jeszcze nie wiedziałam, że boleściwe spojrzenie, to sposób buldożków na zjednywanie sobie ludzi. W rzeczywistości są filuterne, radosne i zawsze chętne do zabawy. Obdarzone silną osobowością, kompletnie lekceważą status psa, ponieważ uważają się za człowieka. Nawet psich przyjaciół nie mają wielu. Wolą bawić się z ludźmi. Czarna mordka z wielkimi zmarszczkami i ogromne zaokrąglone uszy tej „wesołej groteski” sprawiają, że znajdzie metodę na uwiedzenie każdego i zawojuje każde serce.
Chociaż nie, nie każde. Kohorty ludzkich drani zarabiają produkując je taśmowo i kombinują jak uczynić je bardziej atrakcyjnymi dla kupujących. Powstają umaszczenia wbrew naturze i krzyżówki wbrew naturze. Psy ‘fabrykowane’ w pseudo-hodowlach cierpią od urodzenia aż do śmierci. Alergie, wypadanie oczu, rozszczepy podniebienia, cieknące rany – to tylko niektóre z chorób wynikających z cynicznej produkcji przeznaczonej dla debili szukających nie tyle psa, co akcesorium do selfie. Najwięcej krzywdy zrobiła im Lady Gaga, gdy za odnalezienie swych porwanych 3 buldożków obiecała pół miliona dolarów. Wtedy nieszczęsnymi pieskami zainteresowały się lady gagi płci obojga na całym świecie. W Polsce też.
Słodkie buldożki świetnie nadają się do roli „psiecka”. Słowo robi furorę, a oznacza psa, którego posiadacz uważa za swoje dziecko. Psiecko siedzi w kawalerce i nawet nie wyje, bo straciło nadzieję na jakąkolwiek odmianę losu. Po powrocie pana i właściciela z roboty każe się im pozować przed kamerką w okularach, szaliczkach, czapeczkach i w nienaturalnych ‘ludzkich’ pozach. Służą do miętolenia i budowania sobie ‘statusu’.
Wszystko jest poprzestawiane: porządek natury i uczucia, egocentryzm i odpowiedzialność za to, co się oswoiło.
Niedawno doszło do wściekłej awantury wokół słów. Nieostrożny językoznawca powiedział, że wg niego pies zdycha, a nie umiera. Został zwyzywany i oprotestowany, a furia szła z kilku stron. Dla mnie to czy nasza Paris umarła, czy zdechła, nie ma znaczenia. Ważne jest, że zrobiliśmy wszystko by miała długie, dobre i szczęśliwe życie.
W Księdze Koheleta, znajdziemy takie zdanie: „Los synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i to samo tchnienie ożywia ludzi i zwierzęta…”
Łączy nas śmiertelność i wiele innych cech, ale nie jesteśmy tacy sami, nawet jeśli Paris psami gardziła, a do ludzi się garnęła.
Fot. Paris malutka. Już wtedy postanowiła spać w łóżku. I co jej zrobisz?
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz