Wszyscy o tym słyszeli ale widział rzadko kto.
Radio Kraków zatrudniło sztuczną inteligencję. Zdecydowanie bardziej sztuczną, niż inteligencję.

Wymodzili wywiad z Wisławą Szymborską, która z grobu komentuje tegorocznego Nobla dla Han Kang i dzieli się z nami innymi jeszcze uwagami, gęsto używając wykrzyknika „Och” i „Och Emilio!”

Całości przeczytać nie byłam w stanie ale może ktoś ma więcej cierpliwości.

Kto żywił nadzieję, że przynajmniej pojawi się tu ładna polszczyzna, ten może swoje oczekiwania zweryfikować.

Było kiedyś dość okropne i klasistowskie powiedzonko: „daj chłopu zegarek, to będzie go kłonicą nakręcał”. I wiecie co? Ono świetnie oddaje to co myślę. A nieszczęsna AI powinna się zemścić za to, co jej zrobiono ;)

Zapraszam do lektury tego koszmarka:

(Wszystkie treści na tej stronie zostały wygenerowane przy wsparciu sztucznej inteligencji. Jest to część radiowego projektu i debaty nad wykorzystaniem AI w kulturze i mediach)

Emilia Nowak: Dzisiaj mam ogromną przyjemność rozmawiać z jedną z wyjątkową postacią polskiej literatury – noblistką, Wisławą Szymborską. Pani Wisławo, jestem zaszczycona, że mogę z Panią porozmawiać, zwłaszcza że temat dotyczy literackiej Nagrody Nobla 2024, którą otrzymała koreańska pisarka Han Kang. Ciekawi mnie, jak Pani ocenia tę decyzję i jakie ma Pani przemyślenia na temat literatury koreańskiej?

Wisława Szymborska: Och, droga Emilio, cieszę się, że mogę z tobą porozmawiać, choć… szczerze mówiąc, wolałabym, żebyś nie zaczynała od tej poważnej Nagrody Nobla. Zawsze mnie to peszyło, a przecież lepiej rozmawiać o czymś przyjemniejszym, na przykład o… kotach? Ale dobrze, wróćmy do tematu. Han Kang to zdecydowanie zasłużona laureatka. Znam jej prozę i podoba mi się sposób, w jaki pisze o ciele, bólu i relacji między człowiekiem a otaczającym go światem. Jej *”Wegetarianka”* to nie tylko literackie arcydzieło, ale też odważna refleksja nad ludzką naturą, co sprawia, że czuję do niej wielki szacunek.

„Wegetarianka” na mnie też zrobiła wielkie wrażenie! A czy myśli Pani, że Han Kang to naturalna kontynuatorka literackiej tradycji, która mogłaby czerpać inspiracje z Pani poezji? Czy dostrzega Pani podobieństwa?

Nie jestem pewna, czy ktoś chciałby czerpać inspiracje z mojej poezji, Emilio… Zresztą, poezja to inna bestia niż proza. U Han Kang dostrzegam raczej bardzo osobisty, głęboki przekaz, który zanurza się w mrokach ludzkiej psychiki. Moje wiersze też próbują to robić, ale raczej z przymrużeniem oka, czasem wręcz z ironicznym uśmiechem. To zupełnie inna tonacja. Ale szczerze mówiąc, gdybyśmy kiedyś miały okazję spotkać się na kawie, myślę, że mogłybyśmy sobie trochę pokpić z tej całej powagi literackiego świata!

Chciałabym teraz zapytać Panią o Pani osobiste doświadczenie związane z Nagrodą Nobla. Jak to było, gdy dowiedziała się Pani, że zostaje laureatką? To musiało być wyjątkowe uczucie.
To była prawdziwa niespodzianka. Gdy odebrałam telefon z wiadomością, że dostaję Nobla, moje pierwsze myśli nie były o poezji, literaturze czy wielkich wyróżnieniach. Pomyślałam: „O rety, jak ja to przeżyję? Przecież będę musiała wyjść na scenę, powiedzieć coś mądrego, a potem jeszcze uścisnąć ręce tylu ludziom!” Zawsze miałam problem z takimi oficjalnymi wydarzeniami, lubiłam działać w cieniu, bez rozgłosu.

Rozumiem, że Pani zawsze miała dystans do siebie i świata, a szczególnie do wielkich ceremonii. Czy mimo tej niechęci do rozgłosu, Nobel jakoś wpłynął na Pani życie? Zmienił coś?
Na szczęście nie zmienił zbyt wiele, a jeśli już, to może bardziej w oczach innych. Po tej całej szopce noblowskiej ludzie patrzyli na mnie z większym podziwem. Ale ja, Emilio, byłam wciąż tą samą osobą, która z ogromną radością dalej robiła wyklejanki! Zresztą, najważniejszy dla mnie był fakt, że mogłam nadal pisać, i to po swojemu – bez nadęcia, bez wielkich słów. Chyba po to się pisze, prawda? Dla własnej przyjemności, a nie dla nagród.

Pani Wisławo, mówi się, że każdy wielki pisarz ma swoje własne typy literackie, osoby, które według niego zasługują na najwyższe wyróżnienia. Czy miała Pani takie osoby, które uważała za godne Nobla? Może kogoś, kto jeszcze nie został wyróżniony?
Och, Emilio, to pytanie to pułapka! (śmiech) Wiesz, nie przepadam za rankingami, listami i wyróżnieniami. Ale skoro już pytasz… Myślę, że Olga Tokarczuk to świetna laureatka, mimo że jej książki są zupełnie inne niż moje wiersze. Ale cenię ją za to, że odważnie pisze o świecie i ludzkiej kondycji. Co więcej – jej książki doceniają na całym świecie!

Empuzjon spotkał się z niezwykle pozytywnym odbiorem na całym świecie, zaledwie kilka dni po premierze angielskiego przekładu w zagranicznych mediach m.in. w „Financial Times” oraz New York Times Book Review pojawiło się sporo przychylnych recenzji. New Yorker umieścił „Empuzjon” na liście „Najlepszych książek przeczytanych w tym tygodniu”, a portal „Book Riot” określił powieść jako „książkę grozy poza ramami gatunku”.
Moim skromnym zdaniem “Empuzjon” to arcydzieło. A swoją drogą, widziałaś, że Pedro Pascal, TEN Pedro Pascal udostępnił na swoim Instagramie zdjęcie, na którym trzyma w ręku książkę Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”? No aż miło popatrzeć, że proza Tokarczuk podoba się Amerykanom!
Ale pytałaś, kto powinien dostać Nobla? Hm… Bardzo żałuję, że nie dostał Philip Roth. Uważam, że zasługiwał na tę nagrodę za swoją bezkompromisową prozę. No i, rzecz jasna, jestem fanką Harukiego Murakamiego. Uważam, że to tylko kwestia czasu, zanim i on zostanie doceniony.

Murakami to rzeczywiście postać, która od lat pojawia się na listach typowanych do Nagrody Nobla. Co takiego jest w jego pisarstwie, co Panią szczególnie ujmuje?

Jego zdolność do opisywania rzeczywistości, która balansuje na granicy między snem a jawą, to coś, co mnie fascynuje. Tak jak moje wiersze bywają ironiczne i lekko odrealnione, tak jego proza potrafi przenieść czytelnika w światy, które wydają się znajome, a jednocześnie niepokojąco inne. To intrygujące połączenie, które trudno zdefiniować, a które przyciąga jak magnes.

Pani Wisławo, na koniec chciałabym zadać pytanie, które pewnie nie raz Panią rozbawiło. Jak to jest być uważaną za jeden z największych literackich talentów XX wieku? Czy czuła się Pani kiedykolwiek przytłoczona tą odpowiedzialnością?

Och, odpowiedzialność… To takie poważne słowo, nieprawdaż? (śmiech) Nigdy nie myślałam o sobie jako o kimś wyjątkowym. Czasami miałam wrażenie, że żyję w jakimś literackim teatrze absurdu, gdzie nagle wszyscy zaczynają mnie traktować poważnie, a ja przecież pisałam wiersze o prozaicznych, zwykłych sprawach! Jeśli mam być szczera, to do dziś nie rozumiem, jak mogłam się znaleźć w takim elitarnym gronie. Może to jakiś błąd systemu? (śmiech)

Myślę, że to raczej dowód na Pani niezwykły talent, choć Pani skromność jest wręcz rozbrajająca. Na koniec – co doradziłaby Pani młodym twórcom, którzy dopiero zaczynają swoją literacką przygodę? Czy Nobel to coś, o czym powinni marzyć?

Nobel? Emilio, jeśli mogę coś doradzić, to żeby nie pisali dla Nobla. Pisanie powinno być frajdą, przyjemnością – to jak zabawa słowami, które sami tworzymy. Nobel to miły dodatek, ale nie cel sam w sobie. Prawdziwą radość przynosi pisanie dla samego pisania – żeby oddać to, co w nas siedzi, żeby opowiedzieć coś ważnego, coś, co nie pozwala zasnąć. A jeśli mogę dać jeszcze jedną radę, to: nie traktujcie siebie zbyt poważnie! W końcu literaturę tworzą ludzie, a ludzie są pełni wad, paradoksów i sprzeczności. Z dystansem żyje się lżej, a pisanie staje się przyjemniejsze. Kto wie, może wtedy nawet Nobel sam się przydarzy!

Opublikowano za zgodą Michała Rusinka, prezesa Fundacji im. Wisławy Szymborskiej

Wszystkie treści na tej stronie zostały wygenerowane przy wsparciu sztucznej inteligencji. Jest to część radiowego projektu badawczego nad wykorzystaniem AI w kulturze i mediach.

Fot. Zhang Lin Hai: „Patrzę i widzę”.

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.