Piszę to bardzo osobiście.

Nie jestem ekspertką od rolnictwa, umów handlowych ani wielkiej polityki. Nie znam się na tabelkach, wskaźnikach i procentach. Ale znam ludzi. Widzę ich codziennie. Widzę ciężką pracę moich sąsiadów — od świtu do nocy, bez weekendów i bez wakacji, bez gwarancji, że jutro będzie choć trochę lżej.

Kochają swoją pracę. Kochają miejsce, w którym się urodzili i żyją. Kochają to, co robią — mimo trudu i mimo kolejnych kłód rzucanych pod nogi. A jednocześnie coraz częściej mówią, że tracą poczucie godności. Że nie czują szacunku do swojej pracy. Że to, co robią całe życie, bywa dziś sprowadzane do problemu, kosztu albo przeszkody. Znają już dobrze plusy i minusy unijnych dotacji. Wiedzą, z czym one się wiążą.

Rozmawiam z nimi. Nie na wiecu, nie w studiu, tylko przy płocie, na drodze, czasem w sklepie. I chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie: rolnicy to wspaniali, mądrzy ludzie. Coraz częściej wykształceni, świadomi, z ogromną wiedzą merytoryczną. Wiedzą, o czym mówią. Rozumieją procesy, koszty i skutki decyzji podejmowanych daleko od ich pól i gospodarstw. To nie są ludzie, których trzeba pouczać — to ludzie, których trzeba słuchać.

Słyszę w tych rozmowach zmęczenie. Słyszę niepokój. Coraz częściej też — rozczarowanie.

Rozczarowanie Unią Europejską jest duże. Najpierw była radość z dotacji — poczucie, że ktoś widzi ich wysiłek, że jest wsparcie, że można iść do przodu. A potem zaczęły się piętrzyć wymagania, formularze, kolejne restrykcje i kontrole. Coraz więcej obowiązków, coraz mniej zrozumienia dla realiów codziennej pracy.

Ale jest jeszcze coś. Coraz częściej mówią, że nie czują wsparcia zwykłych ludzi. Szczególnie tych, którzy komentują ich życie z perspektywy miejskich kawiarni, z kubkiem latte z mlekiem sojowym w ręku. Dla których rolnictwo bywa hasłem albo modnym tematem, a nie codziennością bez urlopu, bez chorobowego, bez przerwy.

I dziś słyszę to bardzo wyraźnie: rolnicy mają dość. Dość dokładania kolejnych obowiązków, dość udawania, że wszystko da się „uregulować”. Dość poczucia, że ich głos nie ma znaczenia. Bo jeśli umowy z krajami Mercosur wejdą w życie w obecnym kształcie, to — jak mówią — zabiją rolnictwo. Nie tylko w Polsce. W całej Europie. Małe i średnie gospodarstwa po prostu tego nie udźwigną.

To nie jest złość dla samej złości. To strach o przyszłość. O sens pracy, którą wykonują uczciwie, ciężko i odpowiedzialnie — często z wiedzą i kompetencjami, których nikt im nie odbierze.

Nie piszę tego, żeby kogokolwiek osądzać albo pouczać. Piszę, bo wierzę, że rozmowa między tymi światami jest jeszcze możliwa — ale tylko wtedy, gdy zaczniemy naprawdę słuchać tych, którzy wiedzą, o czym mówią.

To głos sąsiadki, nie ekspertki. Ale czasem właśnie takie głosy mówią najwięcej.

Kocham Was, trzymajcie się.
#StrajkRolników

Autor: Marta Alicja Cugier
Polska piosenkarka, od 1999 roku wokalistka zespołu Lombard. Na scenie debiutowała w wieku 6 lat, w Pałacu Kultury w Poznaniu, w zespole ludowym Mała Wielkopolska. Po rozwiązaniu zespołu próbowała swoich sił w Paradzie – grupie tańca nowoczesnego.