Jeżeli doniesienia o przekazaniu Ukrainie pocisków Patriot okażą się prawdziwe, będziemy mieli do czynienia nie tylko z politycznym skandalem, ale przede wszystkim z kompromitacją państwa. Bo nie chodzi wyłącznie o rakiety. Chodzi o sposób sprawowania władzy, o lekceważenie obywateli i o pytanie, czy polski rząd reprezentuje przede wszystkim interes Rzeczypospolitej.

Najbardziej bulwersuje to, że o sprawie Polacy dowiadują się z przecieków, zagranicznych publikacji i wypowiedzi polityków, a nie z oficjalnego komunikatu własnego rządu. W państwie demokratycznym decyzje dotyczące strategicznego uzbrojenia nie mogą być owiane tajemnicą do momentu, aż prawda sama wypłynie na powierzchnię.

Jeszcze bardziej niepokoją doniesienia, że inicjatywa przekazania pocisków mogła wyjść z Berlina. Jeżeli Polska rzeczywiście zrezygnowała z własnych zasobów lub swojego miejsca w kolejce na rzecz decyzji inspirowanej przez inne państwo, to rodzi fundamentalne pytanie: kto dziś wyznacza priorytety polskiej polityki bezpieczeństwa? Warszawa czy zagraniczne stolice? Te kwestie wymagają pełnego wyjaśnienia.

Rząd od miesięcy przekonuje, że bezpieczeństwo Polski jest absolutnym priorytetem. Tymczasem, jeśli potwierdzą się informacje o przekazaniu jednych z najcenniejszych efektorów systemu obrony powietrznej, trudno nie odnieść wrażenia, że priorytety zostały odwrócone. Państwo ma obowiązek najpierw zabezpieczyć własnych obywateli, a dopiero potem podejmować decyzje o przekazywaniu strategicznego uzbrojenia.

Nie mniej bolesny jest aspekt historyczny. Polska od początku wojny okazała Ukrainie ogromną solidarność – militarną, finansową i humanitarną. Tymczasem wciąż powracają kontrowersje związane z upamiętnianiem części działaczy OUN i UPA odpowiedzialnych za zbrodnie na polskiej ludności cywilnej. Trudno oczekiwać od Polaków pełnego zrozumienia dla kolejnych gestów jednostronnej pomocy, jeśli równocześnie nie widać równie zdecydowanych gestów szacunku wobec pamięci ofiar Wołynia i innych zbrodni.

Prawdziwe partnerstwo nie polega na tym, że jedna strona daje wszystko, a druga oczekuje, że trudne tematy zostaną przemilczane. Pojednanie wymaga prawdy, a nie selektywnej pamięci. Polska ma prawo oczekiwać, że strategiczny sojusz będzie oparty również na uczciwym podejściu do historii.

Jeżeli zarzuty są bezpodstawne, rząd powinien natychmiast przedstawić dokumenty i zamknąć sprawę. Jeżeli jednak okażą się prawdziwe, Polacy mają prawo domagać się odpowiedzi na proste pytania: kto podjął decyzję, na jakiej podstawie, dlaczego zatajono ją przed opinią publiczną i czy bezpieczeństwo państwa nie zostało podporządkowane interesom politycznym.

Milczenie nigdy nie buduje zaufania. Zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o bezpieczeństwo Polski.