Wrzesień to pora mgieł, które jak biały, wilgotny całun okrywają rano i wieczorem pola, łąki i lasy. Kiedy w niej brodzisz, mózg płata ci figle bo zaczynasz widzieć jakieś dziwne zjawy. O rozmazanych konturach, z rękoma wyciągniętymi na różne strony i czarnymi oczyma. Kiedy podejdziesz bliżej okazuje się że to są rosochate wierzby rosnące wzdłuż rowów melioracyjnych.
Za moim drugim domem w Wyrzysku, przy ulicy Grunwaldzkiej po obu stronach Łobżonki rozciągały się łąki. Tak przynajmniej było w czasie kiedy tam mieszkałem czyli jakieś pięćdziesiąt lat temu. Ograniczone z jednej strony parkiem miejskim, a z drugiej, nasypem dawnej drogi krajowej numer dziesięć. Nie były duże, może z kilkanaście hektarów. Pobrużdżone wąskimi kreskami rowów melioracyjnych wypełniających się wodą wiosną i jesienią.
Popołudniami i wieczorami , zaraz po szkole, uwielbiałem tam chodzić na długie, samotne spacery, wąską ścieżką od mostu do zakrętu Łobżonki, już w parku.
Nadbrzeżne olchy, krwawiące kiedy się je zetnie, i wierzby znikały we mgle. To znaczy znikały ich kontury. Zostawały tylko czarne plamy spowite kłębkami mgielnej, białoszarej waty. Jak pacnięcia pędzlem impresjonisty na płótnie. Jedne duże. Inne małe. O nieregularnych kształtach. Niektóre jakby zawieszone w powietrzu kiedy mgła przy gruncie gęstniała. Budziły grozę i niepokój, ale też zaciekawiały mnie. Cały krajobraz zamglonych łąk z jednej strony niepokoił, z drugiej, wyostrzał zmysł słuchu. Słyszałem wtedy każde pluśnięcie ryby w rzece, każde szelest skrzydeł ptaków zbierających się na drzewach do snu. Każde wołanie puchacza i skrzypnięcie butów spóźnionego przechodnia wracającego parkową ścieżką z działki do domu.
Węch też się wyostrzał. Wyczuwałem zgniły zapach liści butwiejących w wodzie i ostrą, intensywną woń łopianu zmąconą zapachem dymu z ognisk palonych na działkach. Paliło się wtedy łęciny ziemniaków, łodygi pomidorów oraz kilkudniowe siano. Były jeszcze wilgotne więc niekiedy cały park i łąka były zadymione kiedy więcej działkowiczów wpadło na ten sam pomysł.
Do dziś, kiedy widzę mgłę, już w innych miejscach i czasach zawsze w pamięci odtwarza się biało-czarny film z tamtych spacerów. Miejscami uszkodzony, ale na tyle wyraźny bym go nie pomylił z niczym innym.
Na zdjęciu. łąki nad Łobżonki.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz