6 czerwca 2021, 10. Niedziela zwykła, rok B

Czytania mszalne: Rdz 3,9-15 Ps 130 2 Kor 4,13-5,1 Mk 3,20-35
Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».

A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy».

Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi.

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».

Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać.

A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie».

Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?»

I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką» (Mk 3,20-35).

************************************

Wielcy i wybitni ludzie nie zawsze znajdowali zrozumienie u swoich najbliższych, zarówno w życiu społecznym, jak i w Kościele. Co więcej, często uważano ich za pomylonych i wariatów. Tak było z Ludwikiem Pasteurem, genialnym biologiem i wynalazcą szczepionki przeciw wściekliźnie. Nie inaczej było ze św. Filipem Nereuszem, św. Janem Bosko czy św. Faustyną Kowalską, apostołką Bożego Miłosierdzia. Św. Faustyna była postrzegana przez niektóre siostry zakonne jako histeryczka, a informacje o wizjach Jezusa Miłosiernego uznawano za konfabulacje. Z kolei św. Jana Bosko, wychowawcę młodzieży, próbowano zamknąć w domu dla psychicznie chorych. Trudno bowiem było pojąć dla „normalnych ludzi”, że ktoś o zdrowych zmysłach może zajmować się i przebywać wśród zdemoralizowanej młodzieży. Oskarżenie, że oszalał i postradał zmysły, nie ominęło nawet Pana Jezusa. Ukazuje to Ewangelia przewidziana na dzisiejszą niedzielę. Obejmuje ona trzy sceny, które syntetycznie ukazują postawy ludzi obecnych blisko Jezusa. Jesteśmy zaproszeni do uczestnictwa w trzyaktowym wydarzeniu i refleksji nad naszym postępowaniem.

  1. Akt pierwszy: „odszedł od zmysłów”
  • Pierwsza scena opisuje postawę krewnych Jezusa, którzy krótko stwierdzają: „[Jezus] Odszedł od zmysłów”. Dochodzą do takiego wniosku na podstawie popularności nauczającego Jezusa, co sprawiało, że trudno Mu było znaleźć czas na posiłek. Rodzina widocznie uznała, że zwariował i podjęła interwencję, aby przerwać taki sposób bycia Jezusa. Być może rodzina bardziej obawiała się o swoją reputację, bo przecież nie jest chlubą mieć krewniaka wariata.
  • Niezrozumienie Jezusa powtarza się często w życiu tych, którzy chcą żyć na serio Ewangelią i Bożymi przykazaniami. Tym bardziej powtarza się to niezrozumienie, gdy ktoś postanowił poświęcić się Bogu w kapłaństwie i życiu zakonnym. Budzi to zdumienie i nieraz ktoś taki uważany jest za nie w pełni normalnego. Matka znajomego kapłana, gdy powiedział że idzie do seminarium, to najpierw załatwiła mu pobór do wojska. Gdy to nie pomogło, to jeździła do niego do wojska z dziewczyną w odwiedziny, by go „poderwała” i odwiodła od tej decyzji.
  • Ale to jeszcze nie wszystko. Nieraz samego nawet Pana Jezusa próbujemy przywołać do porządku. Wyznajemy, że Go kochamy, modlimy się do Niego. Ale zarazem uważamy, że Jego nauka jest nieżyciowa, nie na XXI wiek i wówczas wprowadzamy do niej nasze korekty. Owszem, trzeba dążyć do zgody społecznej, ale modlić się za nieprzyjaciół? To przecież szaleństwo! Walczymy o prawa człowieka, mamy tysiące deklaracji i rezolucji w tej sprawie. A jednocześnie w majestacie prawa upominamy się o aborcję i eutanazję. Nie dopuszczać wyjątków? – przecież to skandaliczne. Przecież życie ma swoje twarde prawa, a my nie będziemy religijnymi fanatykami.
  • I nasuwa się pytanie: kto zwariował? Pan Jezus czy współcześni i „nowocześni” piewcy wolności?
  1. Akt drugi: „Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy”
  • Atmosfera towarzysząca opisywanemu zdarzeniu staje się jeszcze bardziej napięta w akcie drugim.

Jest w nim mowa o przybyciu z Jerozolimy uczonych w Piśmie. Sprawa zatacza szersze kręgi. Już nie tylko rodzina, ale zwolennicy dominującej władzy świeckiej i religijnej, teologowie i urzędowi intelektualiści, oskarżają Jezusa. A zarzut jest jeszcze poważniejszy w stosunku do poprzedniego. Uczeni w Piśmie na podstawie działalności Jezusa doszli do wniosku, że musi działać pod wpływem złego ducha. Stąd ich teza: „Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy”.

  • Jezus najpierw demaskuje absurdalność takiego poglądu, przytaczając przypowieści o królestwie i o domu podzielonym w samym sobie oraz o mocarzu. Wykazuje brak logiki takiego zarzutu i zwraca uwagę, że diabeł nie może walczyć sam ze sobą. Jednakże zacietrzewienie adwersarzy Jezusa tak zaślepiło ich myślenie, że nie dostrzegają nielogiczności swoich wywodów.
  • Warto się zastanowić nad głębszym sensem tego, co powiedzieli uczeni w Piśmie, a zwłaszcza nad ich zacietrzewieniem. Ileż to razy w naszym życiu zawziętość bierze górę nad zdrowym rozsądkiem, niszcząc ludzkie więzy w małżeństwie, rodzinie czy grupie przyjaciół? Jak wielkie jest zacietrzewienie wśród polityków? Zwoływane konferencje, wzajemne coraz bardziej plugawe oskarżenia. Czy ktoś jest w stanie przerwać ten „chocholi taniec”? Ile wreszcie fałszywych zarzutów jest powielanych pod adresem Kościoła? Mimo wyjaśnień, czasami dowodów w postaci dokumentów historycznych czy decyzji sądów, powtarza się zasłyszane czy wręcz sfabrykowane oskarżenia, byle „dołożyć czarnym”.
  • W takim kontekście trzeba przywołać wymowną sentencję Horacego: „Sapere aude” (miej odwagę być mądrym). Może trzeba powrócić do praktyki króla Stanisława Augusta, który kazał wyryć na medalu ustanowionym przez siebie: „Sapere auso” (temu, który ośmielił się być mądrym).
  1. Akt trzeci: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie”
  • W ten sposób docieramy do trzeciego i ostatniego epizodu, ponownie z udziałem rodziny. Nie wiemy kto był inicjatorem tej wizyty: czy wspomniani przez ewangelistę krewni, którzy w Niego nie wierzą, czy Matka Jezusa? Czy jego Matka przybyła dlatego, że za pierwszym razem Jezus nie posłuchał swoich krewnych? Jezus widać irytuje się prośbą o „widzenie” ze strony matki i braci, dlatego stawia retoryczne pytanie: „Któż jest moją matką i moimi braćmi?”.
  • Ta scena uświadamia nam, że do poznania głębi tajemnicy Jezusa, nie wystarczą więzy krwi, nie wystarczy być zapisanym na liście rodzinnej czy w drzewie genealogicznym. Potrzebne są więzi wewnętrzne z Jezusem. Prawdziwym kryterium jest życie. Jezus więc podaje przepiękną definicję wiernego: jest nim ten, „kto pełni wolę Bożą”. To jest prawdziwy warunek pokrewieństwa z Jezusem: „Oto moja matka i moi bracia”.
  • Dzisiejsza Ewangelia jest szorstka, przeniknięta odrzuceniem i niezrozumieniem. Jednocześnie pokazuje drogę przyjęcia Boga, Jezusa i drugiego człowieka. Wiara autentyczna wymagająca żywej więzi z Jezusem jest jedynym sposobem na to, byśmy mogli nazywać siebie chrześcijanami. Nie wystarczy obnoszenie się z przynależności do Kościoła, metryka chrztu, nie wystarczy również uczestniczenie w środowisku kulturowym noszącym chrześcijański charakter.

Grafika: Hans Memling, Sąd ostateczny, 1466–1473, olej na desce, Muzeum Narodowe, Gdańsk, domena publiczna/zpe.gov.pl

Autor: Ks. prof. PWT dr hab. Bogdan Giemza SDS
Polski kapłan w Zgromadzeniu Salwatorianów. Wykładowca teologii pastoralnej, człowiek wielu pasji.