Ochrona na uniwersytecie to temat na osobną opowieść. Między wydawaniem kluczy oglądane są filmy niskobudżetowe oraz tanie seriale. Za to w nocy pali się i pije. Głównie papierosy od studentów z Białorusi w zamian za przymknięcie oka, a alkohol to z destylacji tego płynu do dezynfekcji z czasów kowida.
I jak wszyscy kulturalni ludzie wyjdą, to ochrona zaczyna przeklinać. I to grubo. Słowa na ch.. czy k.. to komplementy. Tak siarczystych przekleństw nikt nigdy nie słyszał. A jednocześnie prawdziwych. Wieczorami i nocą czarny kundel biegał po obiekcie merdając radośnie ogonem.
Po północy, ok. 2 nad ranem pojawiła się była doktorantka. W takiej czapce średniomodnej. I zażądała zaświadczenia o uzyskaniu stopnia. Kierownik zmiany wyprostował się i odpowiedział, że owszem, ale dziekanat zaczyna pracę o 7:30. Zbywało pięć godzin do otwarcia dziekanatu, więc kobieta ułożyła się i zasnęła na ławkach.
Czarny kundel biegał wokół niej jak szalony, jakby była jego właścicielką. Tak bardzo ją kochał. Niemalże do szaleństwa.
Nastał poranek i zaczął się kolejny trudny do zniesienia dzień. Czarny kundel już spał w kącie, więc miał nieprzerąbane.
– Kurwa mać – powiedział kierownik zmiany – powiedział kierownik zmiany pytając gdzie jest czarny kundel.
– O tam jest odpowiedział enigmatyczny głos znikąd.
– A ta doktorantka, gdzie jest? – Zapytał.
– Poszła spać na pierwsze piętro, bo tam podobno jest cieplej i lżej. I doktorantom wygodniej czekać na zaświadczenie o udanej obronie. A obrona była całkiem niezła – dodał podporucznik.
Pierdzielisz dziadu stary – powiedziała doktorantka.
Zostaw komentarz