Gdy 8 VII 97 r. w Madrycie, towarzysząc prezydentowi Kwaśniewskiemu usłyszałem, że Polska została zaproszona do NATO nie myślałem, że za mego życia ta instytucja się rozwali. I to za sprawą prezydenta USA, państwa które ją współtworzyło.

Agresywne wypowiedzi i działania Trumpa pod adresem państw broniących Grenlandii przed jego zakusami, w tym też Danii, z którą od setek lat pozostaje w związku, pokazują, że Pakt Północnoatlantycki rozsypuje się jak domek z kart.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego

I nie przesłoni tego dyplomatyczna mowa-trawa europejskich, w tym polskich, polityków.
Jego istotą jest bowiem zasada – „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” czyli artykuł V.
A Trump go złamał występując przeciwko sojusznikom USA bo jak wyjaśniał premierowi Norwegii w liście, skoro nie dostał pokojowej Nagrody Nobla, nie musi już myśleć o pokoju.

Ta smutna prawda powinna dotrzeć wreszcie do jego polskich kapciowych czyli Nawrockiego, Kaczyńskiego et consortes.
Bo sprawa Grenlandii to nie jest tylko problem do rozwiązania pomiędzy USA a Danią jako ostatnio sugerował Duży Pałac.
Dotyczy on całego NATO i całej UE, których Dania jest członkiem.

Trump nie ukrywał nigdy, że ma prawo międzynarodowe oraz traktaty, w dupie.
Podkreślał to wiele razy publicznie, ale Europa myślała, że to tylko jego buńczuczna retoryka i mizdrzyła się do niego, w obawie, że nałoży na „niesubordynowane” państwa cła karne.
I ta polityka ustępstw doprowadziła do tego, że poczuł się, nie bez racji, jak król, decydujący o przebiegu granic państw, nie tylko w Europie.

Co dalej?

Polska już dłużej nie może liczyć gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA, bo okazuje się, że zależą one od kaprysu stetryczałego dziada z Waszyngtonu.

Ponadto, USA pod rządami Trumpa, okazały się kompletnie niewiarygodne rozwalając dokumentnie wspólną strategię bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO skierowaną przeciw imperialnym zakusom Rosji.

A wisienką na torcie, stało się zaproszenie, przez Trumpa, Putina do udziału w Radzie Pokoju, która ma zarządzać Strefą Gazy.
Pomijam już fakt, że prawem kaduka, ale Putin w Radzie Pokoju to policzek wymierzony krwawiącej Ukrainie.
I Polsce.

Powinniśmy liczyć na siebie oraz na UE, której jesteśmy członkami oraz na dwustronne traktaty z jej państwami członkowskimi.
Może warto wrócić do pomysłu wspólnej, europejskiej armii, na wypadek opuszczenia NATO przez USA.
A to nie jest wcale scenariusz political fiction.
Sensownych rozwiązań jest wiele, tylko trzeba się za ich wybór zabrać natychmiast.

Nie czekając aż Trump kopnie Europę definitywnie w dupę.