Chciałem zobaczyć w telefonie dzisiejszą datę, ale przy okazji włączył mi się Facebook. Nie wiem, jak to się stało, ale zacząłem palcem przesuwać obrazki. I tak minęła mi cała lekcja.
Od dawna nie pracuję już w szkole, ale nadal czas odmierzam lekcjami i przerwami. A godziny na zegarze cyfrowym – datami historycznymi. Bo 18:30 to jest oczywiście powstanie listopadowe.
Dopiero po całej jednej lekcji, czyli po 45 minutach, udało mi się wydostać z Facebooka, ale wciąż wirowało mi w głowie. Przez całą następną przerwę siedziałem otępiały i dopiero na następnej lekcji uświadomiłem sobie, że znowu jestem w pociągu. Wprawdzie nie jechałem do pracy, ale jechałem do Warszawy. Na szczęście w przedziale byłem sam.
To znaczy było pełno ludzi, ale wszyscy inni byli pogrążeni w telefonie, więc jakby ich nie było. Mogłem się więc im spokojnie przyjrzeć. Ale nie zobaczyłem nic ciekawego. Wszyscy wyglądali zadziwiająco normalnie. Nie było tu takich, którzy eksperymentowali ze swoim wyglądem.
Może ten trend na naśladowanie wszystkiego, co idzie z Zachodu, się skończył? Nawet ta dziewczynka z Ostatniego Pokolenia, która obnażyła piersi przed obrazem z Rejtanem w imię jakiejś wzniosłej idei, nie zrobiła na nikim wrażenia. Oczywiście poza „Gazetą Wyborczą”.
Kiedyś głupota robiła większe wrażenie. Dlatego sporo było ludzi z szalonymi fryzurami, prowokacyjnymi kolczykami, w wyzywających strojach wzorowanych na osobach prostytuujących się lub udających gejów. Zwłaszcza w liceum dużo tego było. Bo czas licealny jest właśnie tym okresem w życiu, kiedy można się bawić w takie eksperymenty.
Jedna tylko obowiązuje przy tym zasada – aby nie wyrządzić szkód, których nie da się naprawić. I tak właśnie rozumiałem rolę nauczycieli w szkole: chronić uczniów, aby nie wyrządzili sobie takiej krzywdy, której nie będzie można cofnąć. Nie są natomiast od tego, aby byli lubiani. Bardziej od tego, aby ich uczniowie bezpiecznie wrócili do domu i dobrze zdali maturę.
A jednak paradoks szkolny polegał zawsze na tym, że uczniowie ostatecznie wyżej cenili tych surowych i wymagających nauczycieli, którzy stawiali im wyraźne granice, niż tych sympatycznych i uśmiechniętych. Nie rozumiem więc, dlaczego teraz świat się zmienił i młodzież szkolna polubiła tych sympatycznych. To jest sprzeczne ze szkolną naturą.
Zbliżała się już jednak godzina bitwy pod Legnicą i dojeżdżałem do Warszawy. Pogodziłem się więc z tym, że tego już nie zrozumiem, gdyż świat zapewne się zmienił od czasu, gdy przestałem pracować w szkole. Ale nagle doznałem olśnienia. Jakby promień geniuszu przebił się przez covidową chmurę.
Nasz świat opiera się na kształtowaniu ludzkich postaw. Bo teraz mamy demokrację. Aby więc świat funkcjonował tak jak zawsze, należy ludziom wmówić, że chcą dokładnie tego, czego chce władza, aby uwierzyli, że władza robi to, czego oni chcą.
Manipulacja stała się więc fundamentem stabilizacji ustrojów demokratycznych – dlatego nauczyciele stali się zbyt niebezpieczni. Mieli duży wpływ na swoich uczniów i nie można ich było kontrolować. Za zamkniętymi drzwiami sal lekcyjnych mogli mówić, co tylko chcieli, a nawet zakwestionować ocieplenie klimatu. Na to nie można było pozwolić!
Problem polegał jednak na tym, że trudno było ich inwigilować, i mogli to zrobić wyłącznie uczniowie. Bo w klasie jest wyłącznie nauczyciel sam na sam ze swoimi uczniami. To najbardziej niebezpieczny moment dla współczesnej demokracji.
Pod przykrywką więc troski o dobro uczniów zaczęto zachęcać uczniów do donoszenia na swoich nauczycieli. Ideą przewodnią współczesnej edukacji stało się więc łamanie praw ucznia. W konsekwencji uczniowie niczym komunistyczni pionierzy kontrolują teraz swoich nauczycieli. Dowodem ich winy może być nawet to, że nie są sympatyczni. Bo każdy uczeń ma prawo mieć sympatycznych nauczycieli.
Dlatego w dzisiejszej szkole uczniowie nie lubią nikogo. Nie lubią sympatycznych nauczycieli, gdyż wynika to z ich natury, a niesympatycznych – gdyż łamią ich prawa. I dzięki temu osiągnęliśmy wielki cywilizacyjny postęp, gdyż urzędy oświatowe są teraz zalane skargami na nauczycieli. Nie ma już tak, że nauczyciel w szkole może sobie mówić, co chce.
Wysiadając z pociągu, ucieszyłem się, że jestem tu, gdzie jestem, a nie jestem już nauczycielem, gdyż nigdy nie byłem sympatyczny.
Zostaw komentarz