„I przypomniałem sobie rozdział czternasty Księgi Bokonona, przeczytany w całości poprzedniego wieczora. Rozdział czternasty jest zatytułowany: Jaką nadzieję może żywić myślący człowiek co do przyszłości ludzkości, jeśli weźmie pod uwagę doświadczenia ostatniego miliona lat?
Na przeczytanie rozdziału czternastego nie trzeba zbyt wiele czasu. Składa się on z jednego tylko słowa i kropki. Oto ono: Żadnej.”*
Jałowość gliniastej i skalistej wyspy San Lorenzo była powodem, dla którego nikomu nie zależało na jej posiadaniu. Co prawda już w 1519 roku w imieniu cesarza Karola V włączył ją do Królestwa Hiszpanii Fernando Cortez, ale nigdy już tam nie powrócił. W 1682 roku wyspę opanowali Francuzi, w 1699 Holendrzy, 7 lat później Anglicy.
W 1720 jeszcze raz Hiszpanie, a pod koniec XVIII w. (1786) powstało tam państwo złożone ze zbiegłych niewolników.
Dopiero w 1916 roku na wyspie pojawił się amerykański koncern, który usiłował założyć plantacje trzciny cukrowej.
W 1922 roku dwaj byli amerykańscy żołnierze, McCabe i Johnson ogłosili niepodległość wyspy.
I po raz kolejny w jej historii nikt nie zaprotestował.
McCabe i Johnson postanowili stworzyć socjalistyczną utopię.
W pierwszym, idealistycznym okresie reformatorskich rządów Johnsona i McCabe’a ogłoszono, że cała suma dochodu narodowego zostanie rozdzielona równo pomiędzy mieszkańców wyspy. Za pierwszym i ostatnim razem, kiedy zastosowano ten system, udział ten wyniósł niecałe siedem dolarów.*
Siedem dolarów rocznie czyli niespełna dwa centy dziennie to kwota zdecydowanie zbyt mała na utrzymanie nawet wiek temu.
Dlatego w następnych latach San Lorenzo stała się tyranią. McCabe został dyktatorem, a Johnson (zwany już wówczas Bokononem) uszedł w lasy i założył religię, zakazaną w całym państwie specjalnym ukazem McCabe’a i to pod karą rodem z horroru – publicznej śmierci na haku.
Mimo tego, że nawet on był jej potajemnym wyznawcą. Ale taki układ powodował, że sanlorenzończycy generalnie byli szczęśliwymi ludźmi.
Dynamiczne napięcie, to sekret sprawowania władzy.
By jednak władza mogła przetrwać napięcie pomiędzy władzą a opozycją musi być kontrolowane.
Pomiędzy złą i dobrą stroną.
Tego samego.
Sztuka polega na tym, aby społeczeństwo jedności nie dostrzegło.
A może wolą Państwo nieco starodawnej chińszczyzny?
Morawiecki to Yin naszej polityki.
Kaczyński z kolei jest Yangiem.
Yin-Yang niby dwa węże pożerające się nawzajem od ogona, ale razem i tak tworząc jedność.
Dotychczasowy podział okazał się z winy Tuska niemożliwy do dalszego akceptowania. Zbyt wyraźnie rządy tej zgrai skorumpowanych dyletantów grożą upadkiem kraju.
Zatem… jesteśmy świadkami powstania konstruktywnej opozycji.
Jak zresztą Kurt Vonnegut jr pisał w innej swojej książce:
Nie ma powodu, dla którego zło miałoby triumfować częściej niż dobro. Triumf to kwestia organizacji.**
Wygląda na to, że Kaczyński tradycyjnie już wyprzedził Tuska.
26.07 2026
___________________________________
* Kurt Vonnegut jr Kocia kołyska.
** Kurt Vonnegut jr Syreny z Tytana.
Zostaw komentarz