Wziąłem poniższą wypowiedź od kolegi, który głęboko siedzi w problemach polskiej energetyki jądowej, ale może właśnie dlatego nie życzyłby sobie ujawniania z imienia i nazwiska. To jest jego odpowiedź na stanowisko innego dyskutanta, który naiwnie wierzy, że chociaż Niemcy zamknęły swoją energetykę jądrową, to Polska może swoją rozwijać jak chce. Uważam, że bardzo pouczająca odpowiedź:
——————-
Niestety kolego, myślę, że nie dostrzegasz pełnego obrazu sytuacji. Postawa „róbmy swoje” jest fajnym podwórkowym hasłem ale zakłada jedną rzecz: równowagę stron gdzie każdy działa u sobie i nie przeszkadza innym na ich podwórku. Niestety w polityce europejskiej to już nie wystarczy jeśli nie chcemy zostać pociągnięci na dno. Istotą problemu jest jak wiele rzeczy zostało „głęboko zaszytych” przez Niemcy w prawie i polityce europejskiej. Nałożono szereg kagańców, które latami pozwalają skutecznie paraliżować inwestycje i ukształtowano cały system administracyjny i ekspercki wokół tego co komu wolno, tym samym skutecznie uniemożliwiając innym „robienie swojego”. Piszesz z uznaniem o tempie w jakim Niemcy zbudowali pływające terminale LNG. Zgadzam się, że to świetny przykład skuteczności. Żeby to zrobić przyjęto ustawę, która omija szereg wymogów środowiskowych jakie obejmują inwestycje prowadzone w innych krajach. Inni żeby zrobić terminal LNG muszą prowadzić latami badania środowiskowe i konsultacje transgraniczne. Likwidacja niemieckich elektrowni atomowych spowodowała największy możliwy negatywny wpływ na środowisko jaki można sobie wyobrazić w historii kontynentu: wzrost spalania węgla, emisji CO2, zatrucia środowiska, nowe kopalnie etc. Zgodnie z konwencją ESPOO przy sprawach mających wpływ transgraniczny na środowisko powinny zostać przeprowadzone konsultacje transgraniczne. Niemcy tego nie zrobili. Nikt tego nie zaskarżył ani nie usiłował uzyskać dzięki temu zmiany europejskich przepisów, którym my podlegamy właśnie z powodu „róbmy swoje”. Jeśli ty będziesz chciał zbudować terminal albo elektrownie to wpadasz w nieprecyzyjność sformułowań konwencji ESPOO typu wyznaczenie „rozsądnego czasu” na uzyskanie zgód Niemiec czy Austrii. A co jest dla nich rozsądne to już nikt nie wie. Do budowy polskiej elektrowni ze strony niemieckiej (uwagi federalne, lądowe, organizacji) zgłoszono kilkadziesiąt tysięcy uwag co powoduje paraliż polskiej administracji i spowolnienie inwestycji na lata. Co to ma wspólnego z „róbmy swoje”? Takich rzeczy jest mnóstwo np. narzucone sposoby interpretowania przepisów o wariantowaniach środowiskowych, ponowne (drugie) konsultacje transgraniczne i związane z tym wieloletnie negocjacje i zgody. Na koniec zobacz jak jest z atomem. Jest zero-emisyjny zgodnie z prawami fizyki ale w skutek polityki Niemiec ciągle nie wiadomo czy będzie zielony w ramach EU choć zielona jest np. spalana biomasa. Czy wodór uzyskiwany z energetyki jądrowej jest czysty? Oczywiście, ale go nie ma, za to możesz sobie zrobić wodór elektrolizerem z energii pochodzącej ze spalania lasu w kotle. To będzie właśnie ten wodór gromadzony w tych magicznych magazynach energii o jakich piszesz. Z tego wszystkiego wynika moja obawa, ze nie da się dalej iść tą drogą bo ty u siebie właśnie nie możesz „robić swojego” bez zakwestionowania ukształtowanego ładu przez twojego sąsiada. Stąd nieuchronny konflikt. Co do tego czy „damy radę” to całe życie jestem optymistą ale wiem, że aby być skutecznym, nie można optymizmu mylić z naiwnością.

Fot. Pixabay.com