Dziś, w niedziele zapanowała niewymowna cisza na dworcu kolei węgierskich w Szerencs. Pociągi co prawda podjeżdżały i to nawet zgodnie z rozkładem jazdy. Ale nikt nic nie mówił. Nawet najstarsze zrzędy znane zarządowi miejscowego dworca milczały. To wszystko wydało mi się dość dziwne, więc postanowiłem zapytać miejscowego Franza Kafkę, asystenta Wielkowięgierskiego Związku Pisarzy, co jest przyczyną takiego zachowania się miejscowej ludności.

Bo jak wychodzisz na dworzec kolejowy w Radomiu, to przecież cały czas ktoś gada, na coś narzeka, większość nawet nie potrafi zamówić normalnie biletu. Jest jakiś jazgot. A w Szerencs od rana nic. Tylko cisza. – powiedział mój asystent.

Franz Kafka, delegat zarządu Wielkowięgierskiego Związku Pisarzy w Nyíregyháza, którzy dalej dysponują swoje decyzje do zarządu głównego w Budapeszcie, na chwilę przebudził się oznajmiając mi, że w niedzielę wszyscy się tu upijają w barze koło dworca. I nikt do nikogo następnego dnia nie ma pretensji. A upijanie się jest tu srogie.

To taki wielkowęgierski reset.

– Jak się upijamy, wracamy do roku 1914, a potem wiadomo. Alkohol niszczy Wielkie Węgry. Ale to nie on jest za to odpowiedzialny – powiedział ledwo ogarnięty Fran Kafka. Za to odpowiadają mocarstwa światowe, a my tutaj w Zahyny, w Użgorodzie, w Ciernej nad Tisą siedzimy tylko i obserwujemy. Nie mamy wpływu na przebieg spraw światowych. Dlatego też pijemy. Dużo ostatnio pijemy. Nasz naczelnik tydzień temu potrzebował trzy dni żeby wrócić na stację. Ale wrócił, maladiec.

– Czyli od czasu do czasu nie odprawiacie pociągów na Ukrainę? – zapytałem.

– Tego nie wiem, bo rzadko je odprawiamy. I bardzo niechętnie. Bo wiesz pan, my wciąż płaczemy po Wielkich Węgrzech. Takie Mukaczevo dla nas to Munkacs, a Użgorod to Ungvar. Wie pan, te rany szybko się nie zagoją o ile w ogóle.

– A co z waszym Francem Kafką? – zapytałem zmieniając temat.

– Tutaj już od 1989 roku nikt go poważnie nie traktuje, ale z litości wszyscy udajemy, że jest kimś ważnym. Szkoda chłopa, bo kiedyś był kierownikiem internatu w Kisvárdzie, internat męski. Wszyscy chłopacy wyszli na ludzi, ale nie on. Moim zdaniem, za bardzo się poświęcał. – powiedział mój interlokutor z dworca.

– Wie pan, czasem trzeba chwili milczenia i przemyślenia. Nie wszystkie nasze sprawy muszą się rozgrywać w dyskusjach. – powiedziałem i poległem w dyskusjach myśląc sobie o swoim Tacie, który tak wiele chciał mi powiedzieć, a nie powiedział. I tego bardzo żałuję. Bo nie zdążył, nie chciał. Tego nigdy się nie dowiem.

P.S. Przepraszam Tato, że muszę nasze sprawy ukrywać za fikcją literacką. Ale to Ty nauczyłeś mnie tego, więc nie miej o to do mnie pretensji  Byłeś mistrzem sublimacji.