Bardzo dobry tekst dla niezorientowanych (czytaj). W Izraelu sąd najwyższy może uwalić każdą ustawę i każde rozporządzenie zarzucając mu – uwaga: „nieroztropność”.

I opanowany przez liberałów sąd postanowił, że będzie z tej możliwości skrupulatnie korzytać, ograniczając prawicowy rząd.

W efekcie – dominując w tamtejszym parlamencie prawica przegłosowała ustawę odbierającą sądowi najwyższemu takie uprawnienie.

W reakcji, siły lewicy liberalne wyprowadziły na ulice protestantów argumentując, że jak się zniesie to ograniczenie, to prawica będzie „robiła co zechce”.

Podziały społeczne w Izraelu są ogromne i spór wszedł w gorącą fazę. Chodzi o to, co zawsze, czyli o to, żeby zawsze było tak, że nieważne, kto wygrywa wybory, bo łapę na wszystkim trzymają „liberałowie”…

Relacje prasowe w kwestii izraelskiej, jakie serwuje Google: wszystkie co do jednej wyrażają stanowisko niechętne tamtejszemu rządowi.

Z mainstreamowej prasy dostępnej po polsku nie sposób dowiedzieć się na czym właściwie polega kontrowersja, jakie uprawnienia rząd chce odebrać sędziom, w jaki sposób sędziowie po te uprawnienia sięgnęli i czy mają do nich prawo.

Nic!

Za to pełno ocen w rodzaju „łamanie praworządności”, „dzielenie narodu”, „krok ku katastrofie”, itd.

Dokładnie jak u nas!

Tymczasem – wszystko, co się dzieje w Izraelu pokazuje jak na dłoni, czym kończy się sędziokracja: zawsze i wszędzie paraliżem władzy wykonawczej, fasadowością demokratycznej władzy ustawodawczej, uzależnieniem od „instytucji międzynarodowych”, utratą podmiotowości i wreszcie suwerenności. To, że Izrael znalazł się w takim miejscu jak teraz, to skutek nierespektowania demokratycznych wyborów przez „elity”, którym wydaje się, że ich wartości i ich priorytety są najważniejsze na świecie i że mają w związku z tym prawo decydować o wszystkim wbrew woli większości narodu.

Życzę premierowi Netanyahu jak najlepiej! Liczę na to, że pogoni sędziowskich uzurpatorów na ich miejsce. I życzę sobie, żeby tak samo udało się z sędziokracją rozprawić w Polsce!