W nawiązaniu do mojego wczorajszego posta (no właśnie: posta, czy postu? TUTAJ) poniżej grafika potwierdzająca niejako moją tezę, że cena mieszkań powoduje opóźnienie w decyzjach związanych z zakładaniem rodziny i prokreacją.

Innych czynników, np. podawanych przez Malgorzata Wirkus nie neguję, ale ten uważam za najistotniejszy.

Nie jest to więc kwestia odpowiedzi na pytanie, czy mieszkań brakuje, czy nie (aczkolwiek nadpodaży nie widać) – tu Michał Wojtaś podnosił, że liczba nowo oddanych mieszkań skoczyła o jakieś 2 500 000 w ciągu ostatnich lat – tylko raczej tego, że młodych ludzi na nie nie stać.

Poza tym są to mieszkania z reguły małe – deweloperzy sprzedają „apartamenty” ok 40 m. kw., gdzie trudno wychowywać jedno dziecko, nie mówiąc już o większej ich ilości.

Wydaje mi się, patrząc na Warszawę, że jakimś rozwiązaniem jest inwestycja w infrastrukturę miejską w sposób pozwalający na wygodne i szybkie dojazdy do pracy nawet z najbardziej oddalonych punktów miasta. Na obrzeżach mieszkania są tańsze.

Ale potrzebne tam są placówki oświatowe i opieka zdrowotna. Innymi słowy: potrzebna jest gra po stronie podażowej, a nie popytowej, bo rozdanie ludziom pieniędzy z tanich kredytów jest może i chwytliwe wyborczo (głosowali za tym unisono „uszczęśliwiacze z POPiS-u) ale zaburza obraz rynku, który na zwiększony popyt reaguje wzrostem cen, gdyż jest nieprzygotowany do nagłego zwiększenia podaży.

Tylko do działań podażowych potrzebna jest mądra, wymagająca odważnych i trudnych decyzji polityka. Rząd PiS nie przejawia tu chyba zainteresowania (przynajmniej nie w okresie przedwyborczym). Ten rząd zachowuje się w omawianej tu sferze stosunków dziwnie: z jednej strony dodatkowo opodatkował nabycie szóstego i następnych mieszkań, co ma na celu powstrzymanie agresywnej ekspansji funduszy inwestycyjnych z Zachodu, które w jednej transakcji potrafią kupić nawet 1000 mieszkań i to na etapie dziury w ziemi. Z drugiej – wprowadza 800 plus i kredyt 2%.

Wydaje się, że w efekcie takiej polityki ceny mieszkań tylko wzrosną. Zresztą – już rosną, czemu dodatkowo sprzyja inflacja.

Wzrośnie też prawdopodobnie odsetek trzydziestolatków mieszkających z rodzicami.

Pikować zaś będzie statystyka urodzeń.

Jak to mówią: słabo to wygląda.

Foto: Gov.pl