To jest artykuł będący analizą społeczną mocnych punktów, jakie mają w Polsce młodsi niewidomi i niedowidzący oraz ich otoczenie, co zostało zasygnalizowane w artykule o zjawisku 25 i co dalej. Wtedy wspomniałem, że niewidomi urodzeni po 1989 r. wraz ze swoim widzącym otoczeniem w mniejszym lub większym stopniu mają pewne przewagi, o których z kolei jest mowa w tym miejscu. Przewagi te sprawiają, że ci ludzie dużo bardziej lepiej mogą i powinni stanowić przyszłość i głos tego środowiska, zwłaszcza lokalnie.
Analiza tego tematu opiera się zarówno na moich własnych obserwacjach poprzez określony kontakt z takimi osobami lub kimś z ich najbliższych głównie w moim mieście, o czym wspomniałem w wyżej wymienionym artykule, jak też na głosach z internetowych źródeł z tym związanych. Na początku należy zaznaczyć, że oczywiście indywidualna sytuacja poszczególnych osób z dysfunkcją wzroku i ich rodzin jest różna są różne drogi, jakie przebywały lub przebywają te osoby i różne uwarunkowania życia tych osób i ich rodzin, więc nie będziemy zajmować się indywidualnymi przypadkami, jednak jak najbardziej można wskazać te różne przewagi w kontekście zbiorowości.
Nie jest więc tak, że osoby te i ich rodziny w ogóle nie mają problemów, ale jeśli gdzieś były lub są jakiekolwiek trudne sytuacje, mimo wszystko dużo częściej i łatwiej udawało i udaje się je rozwiązywać, niż w przypadkach z mojego pokolenia i o wiele rzadziej dochodzi lub dochodziło do nawarstwienia zapętlenia określonych problemów, czyli ich rozwiązywanie następowało i następuje dużo szybciej. Młodsi niewidomi z rodzinami dużo mniej lub w ogóle nie są obciążeni jak to nazywam klątwą piętnem Polski lat dziewięćdziesiątych, co zahaczało także o początek lat dwutysięcznych. Mówiąc o tym piętnie tej klątwie mam na myśli różnoraki negatywny bagaż doświadczeń z tamtych czasów, a z kolei późniejsza i współczesna rzeczywistość na różne sposoby ograniczyła lub wyeliminowała część trudnych kwestii, bo współcześnie dajmy na to sam widok osoby niepełnosprawnej nie budzi już sensacji.
Mówiąc o młodszych mam też na myśli takie rodziny, gdzie dziecko niewidome lub niedowidzące było urodzone w późniejszym wieku rodziców, czyli rodzice ci są obecnie w pokoleniu 50, czy 60+. Te rodziny nie miały lub miały znacznie rzadziej problemy związane z samą obecnością swoich niewidomych dzieci w przestrzeni nie istniały już lub w mniejszym stopniu istniały w ich przypadku przejawy sensacji w społeczeństwie z tym związanej. Te osoby i ich najbliżsi już znacznie częściej spotykały się od początku z pozytywnymi ludzkimi zachowaniami w różnych sferach życia. To bardziej świadome życie tych młodszych niewidomych, czyli od szkoły rozpoczynało się później, czyli pod koniec lat dziewięćdziesiątych i potem, choć jak mówię drogi edukacyjne poszczególnych osób były i są różne.
Bywało tak, że owszem ci młodsi ode mnie gdzieś byli pierwsi w temacie szkolnictwa masowego obecności w nim niewidomych w danym mieście, ale generalnie możliwości edukacyjne tych niepełnosprawnych już istniały i osoby te przychodziły do czegoś już istniejącego głównie do szkół integracyjnych, w każdym razie tak już później było choćby w Toruniu, gdzie pierwsze szlaki przecierałem właśnie ja.
Jeśli na moim terenie, czy gdziekolwiek indziej w Polsce młodsi ode mnie niewidomi i niedowidzący mieli jakiekolwiek problemy w okresie szkolnym często właśnie szybciej je rozwiązywano nie dopuszczano do ich pogłębiania, a gdy gdzieś trzeba było sięgnąć po jakiś wariant związany ze zmianą szkoły często sięgano po lepsze rozwiązania, nie koniecznie ośrodek szkoła z internatem czy nauczanie indywidualne, lecz po system w pełni zwykły ogólnodostępny inaczej mówiąc włączający i słyszałem o takich przypadkach osób młodszych ode mnie na moim lokalnym gruncie osobiście.
Problemy jak wcześniej sygnalizowałem zdarzały się, o czym nawet była mowa w kontekście likwidacji gimnazjów popierałem to również z tego względu, co z kolei przytoczyłem w artykule o nowej przyszłej prawicowej sile politycznej dla Polski.
Kolejna rzecz młodsze pokolenie miało lepszy dostęp do technologii wspierających, niż moje i wymienię tu choćby taką zwykłą rzecz, a nie specjalistyczną, czyli dużo bardziej powszechny dostęp do internetu, niż wcześniej, czyli oni już dorastając mieli szerszy dostęp do informacji, a nie jak w moim pokoleniu dopiero w dorosłym życiu. Mieli oni zatem już w okresie szkolnym choćby taki sam dostęp do normalnej prasy po prostu do tego, co interesuje również widzących, co już na tym etapie ułatwiało im budowanie wspólnych płaszczyzn właśnie z widzącymi.
W Polsce przed dotarciem do nas technologii asystujących, czy nawet przed upowszechnieniem w kraju internetu niewidomi nie mieli dostępu do normalnej prasy w przeciwieństwie do innych krajów nie udostępniano zwykłej prasy w dostępnych wówczas formach alternatywnych tańszych od wersji brajlowskich, to jest w formie audio, czy plików tekstowych na dyskietkach dla tych, co owszem mieli wówczas jakiś komputer, ale nie mieli internetu, a skanery nie każdy miał i w ogóle technologie wspierające dopiero w Polsce raczkowały. W moim pokoleniu wielu może nawet każdy swój pierwszy telefon komórkowy miał dopiero jako dorosły.
Młodsi ode mnie mieli, mają i będą mieli lepszą sytuację idąc na studia ci, którzy się na to zdecydowali i zdecydują. Dawniej w moim pokoleniu poza Uniwersytetem Warszawskim na innych uczelniach nie było jeszcze świadomości o technologiach wspierających wielu choćby słysząc komputer i niewidomi pytało jak to?
Ci, którzy podejmowali studia po 2010 r. i współcześni niewidomi studenci mają już dostęp do materiałów potrzebnych w nauce, więc rodzice takich osób nie są dzięki temu obarczeni tymi sprawami nie są już zaangażowani przy czytaniu, bo studenci otrzymują podręczniki i inne pozycje w wersji elektronicznej. Jakkolwiek wiele spraw nie omija i nie ominie młodszych ode mnie niewidomych i ich rodzin, o czym też była mowa wcześniej, to jednak ta zbiorowość ma w swoich życiorysach w wielu wypadkach więcej pozytywnych, a mniej negatywnych zjawisk, choć wiadomo ten bilans układa się różnie u każdego.
Zostaw komentarz