Pamiętacie czasy, gdy przy jednym stole siedzieli zwolennicy Solidarności i ci, co Wałęsę chcieli „posłać do piachu”? Gdy wódkę zapijało się kompotem, a sąsiedzkie kłótnie o to, kto jest „Mazurem”, a kto „Lachem”, kończyły się bójkami na weselach?
Zapraszam na 6. odcinek II tomu „Przygód Heli”. To podróż do świata, którego już nie ma, ale który wciąż w nas siedzi. Opowieść o trudnych wyborach, o odrzuceniu i o instynkcie Heli, który rzadko ją zawodził.
– „Moje odczucia co do skurwinsyna kaprala w pełni się potwierdziły…” – Hela nie gryzie się w język!
Hela na ziemiach odzyskanych. Odcinek 6 Tomu II Przygód dzielnej Heli
– Tego Wałynse to łony powinny zabić. I całom tom Sólidarność! – powiedział Janek zapijając kieliszek wódki kompotem w szklance „musztardówce”.
Na melinie na „Leczkowej” cały stół był obsadzony. Z boku stał włączony ale wyciszony telewizor a na ekranie pojawił się Lech Wałęsa.
– To i mnie byście musieli zabić! Właśnie się zapisałam. – powiedziała Ola, pokazując legitymację „Solidarności”.
– Toż wiesz Olu, że to komuchy i alkoholiki – odpowiedziałam jej. – nie wiem po co przychodzisz to tej obskurnej, zagrzybiałej meliny. Ja to co innego. Przychodzę, bo tu swojski hrubieszowski klimat. Ale ty przecież już tu urodzona!
– Ale mnie też ciągnie do kresowych klimatów …
Wtem Rychu krzyknął:
-Mazury do dziury!
Na twarzy Janka pojawił się strach, jakby ten okrzyk przypomniał mu coś bolesnego.
– Rysiek, łobuzie, nie przypominaj mi tego nieszczęsnego wesela! – skrzywiła się Paulinka
Janek wziął ślub z Paulinką w kościele w Dubience. Ludzie nazywali go Mazurem, choć pochodził z wioski pod Radomiem. U nas wszystkich, co z zachodu przyjechali, nazywano „Mazurami”. Tutejszych Polaków dla odmiany nazywano Lachami. Poza tym byli oczywiście Rusini, którzy z czasem zaczęli nazywać się Ukraińcami.
Rychu nie dawał spokoju:
-Zawsze na weselu czy zwykłej zabawie musiała być jakaś bójka. Zawsze bili się albo Ukraińcy z Łachami, albo Jasienica ze Skryhiczynem, wioska na wioskę. Tym razem, jak krzyknąłem „Mazury do dziury” to wszyscy przeciwko Mazurom byli. Oberwało się nawet panu młodemu. I dobrze ci Janek. Nie dla tego, że ty Mazur czy Radomiak, ale dlatego, że ty tuż przed ślubem powiedział, że bajstruka nie będziesz chował i Paulinka musiała oddać synka na wychowanie rodzicom. Pewnie dlatego, jako odrzucone dziecko, Knieja tak się zmarnował…
– Masz rację Rysiu, ale już daj spokój Jankowi. Swoje dostał wtedy i potem od życia. Nie wypominajmy sobie starych win – powiedziała Paulinka
Wszyscy przyznali rację Paulince i skonczyła się dyskusja o dawnych czasach. Znów zaczęli się kłócić o Solidarność. Ola broniła dzielnie Solidarności i Wałęsy.
– Z Solidarnoscio masz rację -skomentowałam – Popieram cię całym sercem. W końcu trochę wolności w Polsce mamy. Ale nie wiem czy to dobrze, że ten kapral stoi na czele. Te jego cwane oczka! Znałam takich wrednych cwaniaczków i w Hrubieszowie i tutaj. Nie ufam jemu.
Pomyślałam, że może nie powinnam człowieka po wyglądzie oceniać. Przestałam więc go obgadywać. Później przekonałam się że miałam rację. Moja odczucia co do skurwinsyna kaprala” w pełni się potwierdziły.
Zostaw komentarz