Są takie momenty, kiedy medialna opowieść zderza się z rzeczywistością sali sądowej. I nagle okazuje się, że to, co w nagłówkach wyglądało na pewnik, w konfrontacji z konkretnymi pytaniami zaczyna przypominać znacznie mniej jednoznaczną historię.

Taką właśnie sytuację widać w przytoczonym fragmencie zeznań Nataszy Geldon w procesie Karola Nawrockiego przeciwko Onetowi.

Zacznijmy od rzeczy zasadniczej: świadek nie musi pamiętać każdego szczegółu sprzed dwudziestu lat. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie potrafi jasno wyjaśnić, na czym właściwie opierała swoje wcześniejsze, kategoryczne oceny.

Sąd wraca do rozmowy z dziennikarzem i próbuje ustalić, skąd wzięła się różnica między tamtą relacją a dzisiejszymi odpowiedziami. Padają pytania o pierwszą myśl, wygląd kobiety, jej ubiór i makijaż. Czy świadek rzeczywiście rozpoznała prostytutkę, czy raczej uznała sytuację za dziwną i podejrzaną?

Odpowiedzi nie przynoszą szczegółów, które pozwoliłyby rozstrzygnąć tę kwestię. „Nie pamiętam takich szczegółów” – słyszy sąd. Zapytana o wygląd kobiety, świadek nie potrafi wskazać niczego konkretnego. Przyznaje, że sama sytuacja była nietypowa.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Nietypowa sytuacja to nie to samo co dowód na prostytucję. Podejrzenie nie jest ustalonym faktem, a pierwsze wrażenie – nawet jeśli rzeczywiście pojawiło się przed laty – nie zastępuje konkretnych obserwacji.

Co więcej, kiedy sąd pyta wprost, czy pierwszą myślą świadek było to, że kobieta jest prostytutką, słyszy odpowiedź: „Nie, pierwsza myśl to była: dziwna sytuacja, podejrzana, jakby… my tak nie robimy”.

To brzmi inaczej niż jednoznaczne rozpoznanie, o którym można by wnioskować z wcześniejszego opisu. Świadek tłumaczy wprawdzie, że emocje i brak doświadczenia w występowaniu przed sądem mogły wpłynąć na dobór słów, ale właśnie dlatego różnica między podejrzeniem a pewnością wymaga szczególnej uwagi.

Jest jeszcze jeden istotny fragment przesłuchania. Na pytanie, czy kiedykolwiek wcześniej lub później była świadkiem podobnej sytuacji z udziałem Nawrockiego, świadek wskazuje tylko jeden przypadek. Na pytanie o inne zdarzenia w czasie pracy w Grand Hotelu odpowiada, że poza tym jednym nie była świadkiem podobnych sytuacji.

Nie ma więc w przytoczonych zeznaniach opisu serii zdarzeń, powtarzalnego procederu ani kolejnych sytuacji, które potwierdzałyby taki obraz. Jest jeden epizod sprzed dwóch dekad, niepamięć szczegółów i próba wyjaśnienia, dlaczego dzisiejsze sformułowania różnią się od wcześniejszych.

Czy to automatycznie dowodzi, że świadek kłamie? Nie. Ale równie daleko stąd do uznania, że jej podejrzenia stanowią niepodważalny dowód na to, co rzeczywiście się wydarzyło.

Właśnie na tym polega problem z medialnymi wyrokami wydawanymi przed rozstrzygnięciem sprawy. Najpierw odbiorca dostaje mocną tezę, potem kolejne komentarze zaczynają ją powtarzać, aż w końcu samo powtarzanie bywa traktowane jak potwierdzenie prawdziwości. Tymczasem na sali sądowej trzeba odpowiedzieć na znacznie prostsze pytania: co świadek widziała, co zapamiętała, co wywnioskowała i czego nie potrafi dziś potwierdzić.

W tej historii granica między obserwacją a interpretacją nie jest detalem. Jest jej najważniejszym punktem.

A jeśli ktoś na podstawie jednego, słabo zapamiętanego zdarzenia chce budować daleko idące oskarżenia, powinien liczyć się z tym, że padnie pytanie o dowody. Nie o emocje. Nie o domysły. I nie o to, jak dana historia brzmi w nagłówku.

Bo podejrzenie można opisać. Można je badać. Można je nawet uznać za uzasadnione. Ale nie wolno po cichu zamieniać go w fakt tylko dlatego, że taka wersja jest medialnie wygodniejsza.

 

Mam kilka fragmentów zeznań pani Natashy.

Sąd: Gdyby pani zechciała sądowi wyjaśnić tę nomenklaturę, którą zastosowała pani wówczas podczas rozmowy z dziennikarzami, a dzisiaj przed sądem… Bo zdaniem sądu tutaj pewne różnice występują, chyba że pani zdaniem nie, to proszę to też wytłumaczyć.

Świadek: Jasne, rozumiem. Wysoki Sądzie, chodzi trochę o to, że zarówno dzisiejsza sytuacja, jak i tamta sprzed 19–20 lat są dosyć ciężkie emocjonalnie. Ja też jakby nie jestem wprawiona w występowa­niu przed sądem i może nie zawsze ten dobór słów jest odpowiedni. Natomiast jak najbardziej podtrzymuję to, co powiedzia­łam panu Andrzejowi, opowiedziałam na spokojnie historię… Taka była moja pierwsza myśl, jako od bardzo młodej dziewczyny, że to jest prostytutka wchodząca do hotelu.

Sąd: Dlaczego zatem na dokładnie takie pytanie zadane pani przez sąd dzisiaj odpowiedziała pani inaczej – że właśnie nie było takiej pierwszej myśli, że to jest prostytutka? Bo dokładnie o to sąd panią zapytał.

Świadek: Odpowiedziałam sformułowania, że miałam takie podejrzenia…

Sąd / Pytający: Czy była pani kiedykolwiek świadkiem sytuacji, w której Karol Nawrocki przyjmuje od gościa hotelowego zapotrzebowanie na usługę prostytutki?

Świadek: Oprócz tej jednej sytuacji z Karolem, o której już wspomniałam, potem nie, ani wcześniej też nie. Żadna inna sytuacja nie wzbudziła moich…

Sąd / Pytający: Przez cały okres pani pracy w Grand Hotelu były inne, poza tą jedną sytuacją, zdarzenia, w których kobieta czy mężczyzna w pani odczuciu był osobą świadczącą usługi prostytucji?

Świadek: Poza tą jedną, o której opowiedziałam, to już potem nie, nie byłam świadkiem.

Sąd: Gdyby pani zechciała powiedzieć, co pani pamięta na temat tych osób, z którymi chodził wtedy do hotelu – jak wyglądały, czy w jakim były wieku, jak były ubrane?

Świadek: Nie pamiętam takich szczegółów, to było 20 lat temu.

Sąd: Czy pani pamięta, żeby ta kobieta, która wtedy wchodziła z powodem i z tym drugim gościem hotelowym, wyglądała na prostytutkę? Byt ubrana specyficznie, miała jakiś makijaż tego rodzaju, jak można sobie wyobrazić? Czy pamięta pani taką okoliczność?

Świadek: Czy zwróciło to moją uwagę, to też jest raczej subiektywne.

Sąd: No to proszę opowiedzieć właśnie, czy zwróciło uwagę, czy nie.

Świadek: Nie wiem, czy ta pani wyglądała jakoś konkretnie, po prostu sama sytuacja była bardzo nietypowa.

Sąd: Jak pani zobaczyła tę osobę, to pierwsza myśl była taka, że to jest prostytutka?

Świadek: Nie, pierwsza myśl to była: dziwna sytuacja, podejrzana, jakby… my tak nie robimy.

 

Transkrypcja zeznań została pobrana z filmy redaktora Mariusza Staniszewskiego z kanału Dobitnie na YT