Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o usunięciu okrągłego stołu z pałacu prezydenckiego wywołała histerię dokładnie tam, gdzie musiała ją wywołać. W salonie III RP. Wśród ludzi, którzy od dekad żyją z mitu „pokojowej transformacji”, choć doskonale wiedzą, że w 1989 roku nie obalono w Polsce komunizmu – z nim się dogadano.
Po wyśmiewaniu tej decyzji maski opadły błyskawicznie. Szyderstwo, kpina, protekcjonalny śmiech – stary, dobrze znany repertuar. Leszek Miller i jemu podobni ruszyli w obronę nie mebla, lecz własnych życiorysów. Bo dla nich okrągły stół to nie element historii. To relikwia układu, który pozwolił komunistom spaść na cztery łapy, zachować majątki, wpływy, media i ludzi, a wyselekcjonowanej opozycji dał koncesję na władzę w nowym państwie.
Nie było tam narodu.
Nie było robotników, rolników, internowanych, bitych i wyrzucanych z pracy.
Była transakcja elit — ponad głowami społeczeństwa.
III RP nie narodziła się z aktu sprawiedliwości, lecz z kompromisu bez rozliczeń. Dlatego do dziś ciągną się za nami komunistyczne złogi: w mediach, w sądach, w polityce, w języku debaty publicznej. Dlatego każda próba nazwania tamtych wydarzeń po imieniu wywołuje paniczną reakcję obronną.
Do chóru szyderców dołączył też Włodzimierz Czarzasty — komunista z formacji i mentalności, dziś udający arbitra demokracji. Jego pouczenia o „fanatyzmie” i „niedojrzałości” brzmią jak ponury żart. Okrągły stół jest bowiem dla tej formacji alibi: usprawiedliwieniem braku lustracji, braku odpowiedzialności, braku moralnego rachunku. Bez tego symbolu cała opowieść o „nowym początku” zaczyna się sypać.
Dlatego ten stół tak bardzo boli.Nie dlatego, że go usunięto.Lecz dlatego, że odmówiono dalszego oddawania mu czci.
Warto w tym miejscu przypomnieć, jak kończyły się komunizmy tam, gdzie nie próbowano ich konserwować w muzealnych gablotach. W Rumunii nie było okrągłego stołu, salonów i miękkiego lądowania dla aparatu.Przywódca komunistów został rozstrzelany.Tam system pękł, a jego przywódcy ponieśli surowe konsekwencje. Polska wybrała drogę ugody — ale to nie oznacza, że ma obowiązek do końca świata czcić symbole własnej kapitulacji.
Usunięcie tego mebla nie zmienia historii.
Ale odbiera jej fałszywy piedestał.
Państwo, które chce być suwerenne, musi mieć odwagę powiedzieć prawdę o własnych narodzinach. A prawda jest taka: okrągły stół nie był symbolem wolności. Był symbolem układu. I właśnie dlatego — po latach milczenia, kpiny i zakłamania — musiał zniknąć. I mam nadzieję, że wraz z nim znikną tez komunistyczne upiory z sejmu i przestrzeni publicznej, które Tusk reanimował.