„Ładne dzielnice” są łatwiejsze do fotografowania. Większy tu spokój, mniejszy tłok, a ludzie i tak nie lubią być fotografowani. Uważają, że biali robiąc zdjęcia mają później atrakcję do naśmiewania się i drwin. Nie trzeba ich drażnić.
W Bejrucie trudno robić zdjęcia bez obawy narażenia się. Pełno tu ulicznych posterunków, jednostek wojskowych, patroli.
Na pierwszym zdjęciu przykład, jeden z setek. Tego nie wolno fotografować. W jednym miejscu nawet stojąc tyłem do bramy i ogrodzonego drutem kolczastym budynku zostałem skontrolowany przez cywila, który podał się za policjanta. Przejrzał moje zdjęcia i upewnił się, że mam tylko kolorowe domy, wtedy powiedział ok i uśmiechnął się.
Dość często widać na posterunku młodego uzbrojonego chłopaka, który pali papierosa, a nawet bawi się smarfonem. Nie wygląda to zbyt groźnie, ale nigdy nic nie wiadomo.






















Co rzuca się w oczy? Tysiące kabli elektrycznych nad głową, jak również co kawałek można się natknąć na skrzynki bezpieczników na słupie. Aż kusi, gdyż są w zasięgu ręki. Świecą diodami, mrugają cyferkami.
A gdyby tak w pięć sekund wyłączyć wszystko?
Zostaw komentarz